Warsztaty kuchni łódzkiej

czyli mózg rozpykany!

Obiednie na Wakacjach cz. 1

Dubrovnik (Chorwacja)

wtorek, 2 maja 2017

W związku z tym, że za jakiś czas planujemy dużą wyciecz, musieliśmy się zaszczepić. A, że szczepienia odbywały się w szpitalu Biegańskiego, musieliśmy wziąć wolne i na 9 rano pojechać na drugi koniec Łodzi. Po przeżyciach szczepiennych wykonaliśmy uroczy spacer po Piotrkowskiej zakończony... a no właśnie. Śniadaniem! Pierwszy raz byliśmy w porze śniadaniowej w centrum i dlatego musieliśmy któreś miejsce przetestować. Padło na Szyby Lustra znajdujące się przy ulicy Piłsudskiego 14.

Jak raz w życiu mieliśmy naprawdę okazję, tak normalnie w ciągu tygodnia, zajrzeć do jakiegoś lokalu na śniadanie :) Zazwyczaj takie rzeczy to my tylko możemy przeżyć w trakcie wakacyjnych urlopów, ale to trochę coś innego niż taka wizyta w ramach dni pracujących :) A czemu akurat „Szyby Lustra”? Bo od dawna już planowaliśmy tam zajrzeć, a każda dotychczasowa próba zobaczenia co mają do zaoferowania kończyła się naszą porażką z uwagi na brak wolnych stolików ;) Ale teraz, w godzinach przedpołudniowych w końcu się udało.


I tak Bartek zamówił Quesadillę Śniadaniową (tortilla, rwana wieprzowina, cheddar, kolendra, kukurydza, jalapeno, dressing Louisiana, guacamole, pasta pomidorowa) w cenie 29 zł, ponieważ wybrał zestaw "duży", a ja wybrałam Jajka Royale czyli jajka poszetowe, wędzonego łososia, sos holenderski, szpinak i pieczywo w cenie 20 zł.

Zacznę od mojego, bo to było coś absolutnie pięknego:



Na początek - przepyszny chleb pochodzacy z Montagu. Niezwykle chrupiący i pachnący. Dalej łosoś czyli pyszność sama w sobie. Szpinak - dobrze doprawiony, nie mdły. I jajko idealnie przygotowane, pięknie rozpływające się po daniu. sos holenderski tylko dopełniał całości. Rozpływałam się w każdym kęsie tego dania, a oprócz tego, że każdy komponent z siebie smakował dobrze - razem tworzyły niezwykłą i przepyszną całość. Zakochałam się i najchętniej jadłabym takie śniadanie codziennie. Dodam jeszcze, że była do tego podana sałatka, która również doprawiona była bardzo smacznym dressingiem. Co ważne, to nie była sałata rzucona na talerz i pokropiona z wierzchu jakimś sosem. Sałata została przygotowana i wymieszana z dressingiem tak, że było to danie, a nie suche liście na talerzu. Kolejny plus!

I tak też Maja rozpływała się nad swoim daniem, że mnie dostała się do spróbowania może ¼ zamiast zwyczajowej ½ porcji :P Jednak, tak między nami, to nawet się jej nie dziwię, bo faktycznie zaserwowane nam „Jajka Royal” byłe iście królewskie ;) Bardzo dobre pieczywo na początek, do tego rewelacyjnie przygotowane jajka i bardzo wyrazisty łosoś. Do tego super smakowe dodatki w postaci szpinaku i sałatka. Wszystko to tworzyło bardzo zgraną i pasującą do siebie kompozycję, smaki wspaniale się ze sobą mieszały. Na szczęście moje quesadille też były niczego sobie ;)


W obliczu pyszności mojego dania można by było pomyśleć, że quesadille były niedobre, a to totalna nieprawda. Były bardzo dobre! Dobrze przyprawione i pełne smaku. Ręcznie robione tortille! I mój hit czyli salsa pomidorowa. W zasadzie mogłabym zjeść cały słoik, a dodatkowo było to idealne wytchnienie przy pikantnych quesadillas.

Moje quesadillas były również ekstra, choć to zupełnie inna opcja śniadaniowa od tej, którą wzięła Maja ;) Smaczna torilla z fajnie chrupiącymi brzegami, bardzo wyraziste mięso wieprzowe, do tego kilka plasterków papryczki jalapeno (ale na szczęście nie wypalała podniebienia, dodawała tylko tej przyjemnej pikantności), trochę warzyw oraz guacamole i salsa pomidorowa. I oczywiście świeża kolendra! :D Wszystko to świetnie do siebie pasowało oraz smakowało i aż mi trochę szkoda było, że miałem tylko 4 kawałki na talerzu, bo spokojnie mógłbym zjeść jeszcze dwa… ;)

To była nasza pierwsza wizyta w Szybach i Lustrach, ale na pewno nie ostatnia. Bardzo nam smakowało i na pewno jeszcze przyjdziemy.

Przy czym kolejnym razem już nie na śniadanie, a na menu obiadowe :D

niedziela, 30 kwietnia 2017

Jeszcze z naszego pobytu w Warszawie - osławione Krowarzywa. Poszliśmy spróbować i zobaczyć jak to jest w jednej ze słynniejszych (chociaż z niewłaściwych powodów) restauracji wegańskiej w Warszawie.

Właśnie, tyle się człowiek w pewnym okresie zeszłego roku naczytał o „Krowarzywa”, że aż żal było nie zajrzeć jak już byliśmy w pobliżu ;)

Nie będę się rozwodzić na temat wystroju - jak zwykle płyta pilśniowa i nowoczesne dodatki. Ot. Nic zaskakującego.

Najważniejsze i tak było to, że znaleźliśmy dwa wolne krzesełka i mogliśmy na spokojnie zastanowić się nad tym, które burgery wybrać z menu :D

To co my tam wzięliśmy? Ja: Jaglanex czyli kasza jaglana, pestki dyni i słonecznika, kolendra i zioła w cenie 12,50, z ciemną bułką, wege majonezem i sosem pomidorowym. Bartek natomiast poszalał i wziął Tofex czyli wędzone, marynowane i pieczone plastry tofu, również z ciemną bułką i sosem koperkowym w cenie 16 zł. Niestety wszelkie dodatki (pieczone ziemniaki czy coleslaw) były dodatkowo płatne (dosyć sporo), więc zrezygnowaliśmy. Nasze jedzenie wyglądało jak poniżej:



Zacznijmy od tego, że przyzwyczaiłam się, że burgery są podawane w zestawach. Dlatego dopłaty mi nieco nie podpasowały. Co do jakości burgerów to były smaczne, ale! Bułka nie była porywająca, a mój "kotlet" był dosyć suchy. Ogólnie trochę "meh" i bez wyrazu. Bartkowe wędzone tofu było ciekawsze i smaczniejsze. Ale najlepsze.... były według mnie burgery w Łodzi, w Papuvege.

Tak, bułki to zdecydowanie wielki minus naszych burgerów. Były jakieś takie w ogóle nie przypieczone, no po prostu dwie przecięte bułki z farszem :) O wiele lepiej przedstawiały się dodatki, choć faktycznie w burgerze Mai zabrakło większej ilości sosu. Niestety kotlet z kaszy jaglanej tak wspaniale „wysuszał” całość, że bez popicia ciężko było to zjeść. Z kolei mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło wędzone tofu w moim burgerze. Zawsze ten składnik był takim bezsmakowym zapychaczem, a tu proszę, można go jednak podać z nutką jakiejś wyrazistości ;) Generalnie jednak zgadzam się z opinią Mai, że te burgery były ok, ale brakowało im do tych z łódzkiego „Papuvege”.

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Zanim pojedziemy na nowe wakacje to jeszcze troszkę poopowiadamy o gruzińskim jedzeniu :D

Eh... Tam było takie dobre jedzenie... :)

W naszej ulubionej restauracji w Tblisi (Tiflis) jedliśmy jeszcze inne gruzińskie specjały. Po pierwsze koniecznie musicie spróbować "Badrijani" czyli roladek z bakłażana z pastą z orzechów włoskich. Jest to świetna propozycja dla wegan i wegetarian. A oprócz tego smakuje bosko. Mogą wyglądać tak jak poniżej, albo pasta może być w środku.

Jedna z potraw, która zaskakuje swoim smakiem i prostotą. Bo w końcu mamy podsmażonego bakłażana, pastę z orzechów i trochę przypraw (czasem jeszcze całość posypana jest owocami granatu). Niby nic, a smakuje tak rewelacyjnie, że aż bezwiednie sięga się po kolejną roladkę. Jest to zdecydowanie coś czego trzeba koniecznie spróbować będąc w Gruzji.


W poprzedniej gruzińskiej notce opowiadaliśmy już o zupie kharczo. Ale potem poszliśmy dalej i tak zjedliśmy:
- cielęcinę Chashushuli, czyli taką w cebuli, czosnku, paście pomidorowej, z papryką i przyprawami gruzińskimi.


- oraz mój osobisty hit. W przewodnikach ta zupa (Chikhirtma) opisywana jest jako gruziński rosół. Ano bulion na kurczaku. Ale wtem dostajemy coś co wygląda tak jak poniżej:


Wygląda jak klasyczna ogórkowa. I smakuje... jak klasyczna ogórkowa. A czemu? Bo jest to rzeczywiście zupa na kurczaku, ale z koperkiem i z octem winnym. Ja wiem, że nie ma tu cienia ogórków kiszonych, ale konotacja w mózgu jest oczywista: kwaśne i z koperkiem = ogórkowa. Tak więc polecam. Zwłaszcza miłośnikom ogórkowej ;)

Ja nadal nie rozumiem tego przedziwnego zjawiska jakie zachodzi w garze z chirkhirtmą. To jest rosół z kurczaka. Rosół z dodatkiem kopru i octu winnego. A wygląda, pachnie i smakuje prawie jak ogórkowa. Przedziwna sprawa ;) Natomiast chashushuli jest super! Gęsta, wyrazista w smaku (oh, tyle tam przypraw!), z dużymi kawałkami mięsa (a przynajmniej nasza takie miała). Mmm...

Z Tblisi przenieśliśmy się do Kazbegi, oficjalnie nazywanego Stepancmindą (nikt tak na nie nie mówi :P). Tam spożyliśmy carskie chaczapuri czyli chaczapuri z niespotykaną ilością serów (w celach kronikarskich dodam, że jedliśmy je w Cozy Corner). Ser zdaje się jest tutaj aż w 4 postaciach. Ja czułam, że dostaję miażdżycy od każdego kęsa :P

Jedno jednak trzeba przyznać temu chaczapuri, jest ekstra jeśli jest się głodnym w górach. Od razu człowieka zyskuje taki zastrzyk energii, że aż chce się zdobywać szczyty ;)


Uwaga o Kazbegi jest taka - jedzenie w sklepach jest tam straszliwie drogie. No ze 2 razy tak jak w stolicy. A dlaczego? Bo wszystko trzeba tam dowieźć, a drogi w Gruzji są jakie są. Dlatego wieczorem, coby nie szukać, zupeczki chińsko-gruzińskie i piwo o przepięknej nazwie Żiguli :)

Niestety Kazbegi znajduje się już w tzw. Wielkim Kaukazie i generalnie nie prowadzi tam piękna i prosta droga. Dlatego też wszystko w sklepach jest droższe. No ale my dzielni podróżnicy nie z takimi rzeczami sobie dawaliśmy radę :P


Poniżej natomiast dowód naszego bezgranicznego poświęcenia dla bloga, a mianowicie suszony łosoś, dostępny w Kazbegi w przystępnej cenie. Pomyśleliśmy, trzeba spróbować!



Powiem tak i w cale nie będę przesadzać. To była jedna z najgorszych rzeczy, które miałam w ustach w życiu. Po jednym kęsie niemal straciłam z żołądka resztki śniadania. Nawet bezdomny pies nie chciał tego ruszyć.

Nawet ja dałem radę tylko jeden cały kawałek przeżuć i nie umrzeć ;) Przekąska tylko dla prawdziwych fanów i koneserów!

Po pobycie na lodowcu na 3 tysiącach metrów:


... byliśmy zmęczeni i było nam zimno. Na szczęście na szlaku znaleźliśmy Polaków, którzy nam poradzili abyśmy zajrzeli do... trudno powiedzieć jak się to miejsce nazywało. Ale powiemy jak tam dojść - jak jesteście na głównym placu w Kazbegi to musicie się rozejrzeć po centrum i znaleźć kawiarenkę do której wchodzi się po schodach na pierwsze piętro. Na dole zdaje się jest sklep. I tam zjedliśmy naszą ukochaną "ogórkową":


oraz chaczapuri, którego zdjęcie zjadła moja komórka. I jeszcze kupiliśmy pysznego wina na zapas :) (polecamy :)).

Z zimnego Kazbegi przenosimy się do słonecznego i upalnego Batumi. I zaczniemy od przestrogi. Nigdy, przenigdy nie jedzcie w dzielnicy turystycznej. Nigdy. Nawet jeśli zapragniecie pizzy. Bo potem dostaniecie taką pizzę, która smaku ma zdecydowanie wcale:


oraz obrzydliwy suchy makaron z odrobiną niesłonego sosu.


Nigdy więcej! Tylko tam gdzie jedzą lokalsi.

Najlepsza sprawa była z tym makaronem. Z racji tego, że byliśmy akurat w restauracji z innymi Polakami, poznanymi jeszcze w Kutaisi (potem trochę razem podróżowaliśmy i mijaliśmy się w kilku miejscach w Gruzji - pozdrawiamy ;) ), to zamówione zostały trzy wersje spaghetti - z owocami morza, neapolitana i carbonara. I tak dwa pierwsze były identyczne w smaku, oparte na tym samym sosie, tyle że do jednego dorzucono kilka skorupiaków i mięczaków morskich (ilość tych dodatków była w okolicach 8-10 sztuk), natomiast carbonara była po prostu bez smaku. No rewelacja po prostu...

Podczas naszego pobytu w Batumi upatrzyliśmy sobie jedną knajpkę, do której dzielnie zawsze wracaliśmy. Mieściła się dokładnie na trasie z naszego hotelu do centrum, a nazywa się Zakhar Zakharichi. Wyglądała jak większość knajp z jedzeniem gruzińskim, ale od razu widzieliśmy, że siedzi tam pełno Gruzinów więc postanowiliśmy spróbować. Już na początku okazało się, że obsługa jest bardzo przyjazna i pomocna i mówi po angielsku. Ale powiem szczerze, że czasem z nimi (Gruzinami) najlepiej po rosyjsku rozmawiać. Jakoś tak... naturalniej to wychodzi. Na początek wzięliśmy czebureka czyli pieróg z mięsem, serem i grzybami (tradycyjny w kuchni tatarskiej i mongolskiej)



oraz tradycyjnie khinkali w wersji "specjalność zakładu" z mięsem i ziołami.


Khinkali <3

Obydwa dania przekonały nas, że jedzenie można tu dostać pyszne i że w zasadzie nie musimy szukać innego miejsca do jedzenia. I dlatego ponowiliśmy wizytę by spróbować w Adżarii prawdziwego adżarskiego chaczapuri. Które wyglądało tak:


To danie pozostanie jednym z piękniejszych (w mojej ocenie) dań. Ciasto było pycha, jajko jak widzicie bardzo mało ścięte, ale nie szkodzi. Masełko... serek... Mniam. Mam wrażenie, że to chaczapuri było jeszcze lepsze niż te inne. Smakowało zupełnie naturalnie. Pewnie przez to, że to danie wywodzi się z tego regionu i po prostu jest lepiej tu wykonywane.

Tam w nosie to chaczapuri :P tam były pyszne khinkali (<3)!

Ciekawostką tej restauracji jest to, że można przez szybę oglądać jak kucharze tworzą swoje dania. Dzięki temu dowiedziałam się jakiej konsystencji musi być nadzienie do khinkali. Szkoda, że przez szybę nie idzie nauczyć się ich lepienia ;)

Konsystencja nadzienia do khinkali jest naprawdę fascynująca, gdyż przypominała bardziej dżem niż np. farsz do naszych pierogów!

A poniżej propozycja dla wegetarian z tej samej knajpki. Po lewej pkhali czyli warzywa z orzechami i pestkami granatu. Pysznie przyprawione, wyraziste w smaku i naprawdę pyszne (aż napisałam koleżance sms-a, że musi spróbować). Z prawej opcja specyficzna czyli nadugi, a dokładniej biały ser z miętą. Dla mnie połączenie bardzo dziwne, ale interesujące. Na pewno jest to ciekawa opcja w gorące dni, ponieważ mięta idealnie orzeźwia.

Przed nadugi trzeba soldinie wszystkich ostrzec, gdyż to jednak jest szok dla naszych kubków smakowych i mózgu. Takie połączenie nie jest naturalne i normalne dla naszych zmysłów ;) Ja przynajmniej wariowałem trochę przy każdym kęsie :P i potwierdzam to co napisała Maja, było to bardzo orzeźwiające danie :) Natomiast pkhali fajne przez pierwsze dwa-trzy kęsy, potem dla mnie było trochę za gorzkie (wszystko przez te orzechy), ale po kęsie nadugi znowu mogłem wrócić do pkhali :P



Na pożegnanie naszej ukochanej restauracji zamówiliśmy jeszcze tolmy, czyli gołąbki w liściach winogron i obowiązkowo khinkali. Mnie tolmy nie przypadły za bardzo do gustu. Liście winogron są dużo twardsze od liści kapusty i dlatego trzeba było trochę żuć. Khinkali jak zwykle pycha. No i to wino <3

Obowiązkowe khinkali było zamówione oczywiście przeze mnie, jakbyście się nie domyślili :P


No i jeden z hitów naszego wyjazdu. Dzięki autorce Krytyki Kulinarnej trafiliśmy na targ rybny. Jest on dosyć daleko od centrum i długo szliśmy w spiekocie, ale to co zastaliśmy było tego warte. Otóż targ z pięknymi rybami i skorupiakami. Część jeszcze żywa:


Wybór ryb i owoców morza przebogaty! Masz ochotę na raki - proszę tutaj są! Może jesiotr? Proszę, kilogram za tyle i tyle. Coś tam innego - o tutaj, proszę spojrzeć! :)

I tak nabyliśmy piękne raczki, których mieliśmy zamiar spróbować pierwszy raz w życiu. 


Dzięki KK wiedzieliśmy też, że zaraz obok jest restauracja w której podaje się zakupione ryby i oni przyrządzają. Do tego można zamówić tradycyjną sałatkę z ogórkiem i pomidorem i oczywiście obsługa pyta czy chcemy chleba, cytryny i sosu. 

To znaczy wchodzi się na teren tej restauracji, podchodzi do nas ktoś z obsługi i zabiera od nas siatkę z tym co kupiliśmy na targu obok. Nie ma dyskusji na temat jak ma być przyrządzone etc. Po prostu ryby trafiają w mąkę i na patelnie, a raki na wrzątek. Jedyne o co pytają klientów to czy chcą chleb oraz warzywa do tego co będzie przygotowane. 

I tak otrzymaliśmy coś takiego:





Raczki były pyszne. Słodziutkie i bardzo delikatne. Sos był nam w zasadzie niepotrzebny. Sałatka służyła za poczekajkę, bo trzeba Wam wiedzieć, że w restauracji były tłumy i jeszcze ludzie czekali aż wstaniemy, bo chcieli nasz stolik ;) A poniżej rachunek na pamiątkę. Nic nie kumam (:P), ale uwaga. Raczki same w sobie kosztowały nas zdaje się 17 lari. Przygotowanie 13 lari. Czyli. Za obiad składający się z najświeższych jak się da raków, dla dwóch osób zapłaciliśmy równowartość 45 zł. To się nazywa cena.


Raki były ekstra. Wprawdzie na początku mieliśmy duże problemy by je właściwie "otwierać", ale po trzech-czterech już się nabierało jako-takiej wprawy :) Mięso bardzo delikatne i wcale nie smakowało "tak jak kurczak" ;)

A jako batumski bonus dodam, że na plaży oprócz napojów i PIWA, od przechodzących handlarzy można również zakupić przepiękną, naturalną, gotowaną kukurydzę:


(w tle obrzydliwie kamienista plaża w Batumi ;))

Plaża obrzydliwa, ale chociaż kukurydza była spoko :D

poniedziałek, 20 marca 2017

To będzie chwilowo nasza ostatnia relacja z wizyty w Warszawie. Tym razem Parnik na Chmielnej. Trafiliśmy tam znów z polecenia Olgi. Parnik znajduje się w bezpośredniej okolicy Dworca Centralnego.

W pierwszej chwili, jak się nie wie gdzie szukać to trafienie do "Parnika" stanowi pewien problem, ale nie należy się poddawać ;)

Weszliśmy do lokalu i rzeczywiście wystrojem... nie ma co wspominać o wystroju. Już przy polecaniu Olga uprzedziła nas, że tu się je z plastików. No dobra. Zdzierżymy. Dopiero później uświadomiłam sobie, że w sumie to dobrze, że to tak wygląda - w Chinach jest dokładnie tak samo. Jadłodajnie mają dawać dobre jedzenie, a nie ładnie wyglądać. Oprócz tego... za stolnicą zobaczyliśmy panią Chinkę. A że była Chinką, a nie Wietnamką wiemy na pewno, bo Bartek zrozumiał część z tego co mówiła :)

Mam czasem głupie pomysły i jakiś czas temu zacząłem uczyć się języka chińskiego. Wprawdzie po tych kilku miesiącach nadal nie za wiele umiem, ale udało mi się wyłapać kilka słów i nawet jedno krótkie zdanie :D

Patrząc na menu postanowiłam, że trochę poszalejemy i tak zamówiliśmy:
1. pikantny ogórek z czosnkiem (7 zł)


2. pierożki z wieprzowiną i grzybami shitake (14 zł)


3. pierożki z wieprzowiną i krewetkami (14 zł)


a do tego mix kulek ryżowych z różnymi nadzieniami: słodki sezam, orzeszki, czerwona fasola (8 zł).



I to było pyszne. Pikantny ogórek wyrazisty w smaku i bardzo odświeżający. Mogłabym zjeść jego wielką michę i musiałam się mocno powstrzymać by nie zjeść całego przed pierożkami. Bartkowa wieprzowina z shitake sympatyczna i smaczna. Mięsko mięciutkie i soczyste. Natomiast moja wieprzowina z krewetkami słodkawa i delikatna. W sam raz. A słodycze? :) Myślę, że mogą być jednak dla wielu osób dosyć rozczarowujące, bo porcja jest mała, a kulki wcale nie są bardzo słodkie. Na pewno warto spróbować, bo takie desery rzeczywiście je się w Chinach, ale trzeba być też przygotowanym, że te smaki są zupełnie inne od polskich. Dla mnie - są dosyć mdławe, ale takie właśnie powinny być.

Tak, tym razem w pełni zaszaleliśmy i wzięliśmy pełen zestaw od przystawki aż po deser (a co, jak się jest w stolicy to można! :P) ;) I każda z zamówionych pozycji była bardzo dobra. Przystawkowe ogórki były chrupiące i przyjemnie ostre (ale nie za bardzo, więc spokojnie). Pierożki z kolei miały bardzo smaczny farsz i dobrze było czuć nie tylko wieprzowinę, ale również dodatki w postaci grzybów shitake bądź krewetek. I naprawdę trudno byłoby mi powiedzieć, które z nich mi bardziej przypasowały, obydwie wersje był niezłe :) Natomiast deser był... specyficzny. Po pierwsze podanie ryżowych kulek w ciepłej wodzie było dal nas sporym zaskoczeniem, następnie trochę zabawy mieliśmy aby je wyłowić pałeczkami (są śliskie i miękkie). Za to jak już się udało je upolować to okazywało się, że smakowo są całkiem sympatyczne, ale takie na wskroś chińskie (o czym zresztą Maja powyżej już napisała) :)

Polecamy Parnik w całej rozciągłości :)

czwartek, 16 marca 2017

Przy okazji jeden z ostatnich notek wspomnieliśmy, że chcieliśmy zajrzeć do „Papuvege” przy ul. Sienkiewicza 15. Wtedy nam się wprawdzie nie udało bo mieli akurat zamknięte i ostatecznie skończyliśmy w innym lokalu, ale przy drugim podejściu już mieliśmy więcej szczęścia i „Papuvege” było otwarte i gotowe do przyjęcia naszego zamówienia ;) No może „gotowe” to nie do końca prawda, bo jak weszliśmy do ich lokaliku to utknęliśmy wśród wcześniejszych klientów, którzy albo jedli, albo odbierali zamówienie albo starali się je złożyć. 

„Papuvege” to bardzo niewielkie powierzchniowo miejsce i mieści się tam maksymalnie 6-8 osób. Być może wciśnie się na siłę 10, ale wtedy to już nikt nie będzie mógł się ruszyć ;) Na szczęście po chwili ktoś wyszedł i udało nam się dotrzeć do lady. Po szybkim obejrzeniu rozpisanego na jednej ze ścian menu zdecydowaliśmy się na burgery: włoski (kotlet z ciecierzycy i szpinaku, grillowana cukinia, cebula, oliwki, pomidor, rukola, sałata i sos włoski za 16 zł) oraz „meksykański” (kotlet z czerwonej fasoli i kukurydzy, jalapeno, cebula, pomidor, sałata, nachosy oraz sos serowy za 16 zł).

Burger meksykański był dla mnie i nawet udało się go zamówić na "nieostro" :) Do tego zamówiliśmy sok z mieszanych owoców. Niestety okazało się, że gruszki są w samochodzie jeszcze nie wyciśnięte, więc albo się upieramy, albo dostaniemy od firmy ciasto czyli tartę z daktyli, masła orzechowego, tofu, kakao, kawy, nerkowców i kokosa.

Czekaliśmy dosyć długo, bo kolejka przed nami była bardzo duża. W końcu otrzymaliśmy nasz pakunek. Wszystko pachniało przepięknie.



W zasadzie nie mam o co się przyczepić jeśli chodzi o nasze burgery, bo obydwa (mimo tego, że były bez mięska) były bardzo smaczne. Porządne bułki, świeże warzywa, dobrze przygotowane kotlety z fasoli bądź ciecierzycy, esencjonalne i wyraziste sosy. No i na dodatek same burgery są ogromne!

Bartek widzę podszedł do tematu skromnie. Ja powiem wprost, że byłam oczarowana jakością tych burgerów. Nie dość, że były pyszne, to jeszcze bardzo duże i sycące. Nie były suche (tak jak w jednej z poprzednich notek), sosy były wyraziste w smaku - zwłaszcza mój serowy super :) I rzeczywiście nie mogłam zmieścić całego burgera, jeśli chciałam zjeść deser :P To były pierwsze wegeburgery, które smakowały mi porównywalnie z mięsnymi wersjami, a część na pewno przebiły. Rewelacja i polecam. 


Powyżej nasza tarta. Wiem co myślicie. Wygląda okropnie, bo jest zgnieciona. Ano czasem tak jest jak się bierze żarełko na wynos (w Papuvege było tak mało miejsca, że szkoda by było jeszcze je zajmować konsumpcją :)). Ale to było najlepsze wegeciasto jakie jadłam. Bogate w smaku, wcale nie mało słodkie z idealnie kruchym spodem tarty. Rozpływałam się i Bartek może potwierdzić, że nie mogłam wyjść z zachwytu.

Dobra, na mnie jako absolutnym mięsożercy, który generalnie nie wyobraża sobie burgera bez dobrze wysmażonego kawałka wołowiny, „Papuvege” zrobiło naprawdę bardzo pozytywne i smaczne wrażenie. Było dużo, w przyzwoitej cenie, szybko przygotowane (jak na ilość ludzi) i do tego smacznie. Myślę, że jeszcze kiedyś skusimy się na wizytę w tym lokalu ;)

Jak do tej pory to jest dla mnie jedyne miejsce z bezmięsnymi burgerami warte czasu i pieniędzy. Wrócimy NA PEWNO.

niedziela, 12 marca 2017

Wróćmy jeszcze na chwilę do naszego miasta stołecznego Warszawy ;) Kolejnym miejscem z polecenia, do którego dotarliśmy była restauracja „Shipudei Berek”, znajdująca się przy ul. Jasnej 24. To na pewno miejsce popularne wśród warszawiaków. Kiedy zajrzeliśmy tam w sobotę w okolicach godziny 15:00 wszystkie stoliki były zajęte, a my byliśmy trzecią grupką czekającą na wolny stolik. 

Trochę żeśmy się naczekali, bo kolejka cały czas się wydłużała o nowych gości, a możecie się domyśleć, że każdy usiłował się wcześniej wepchnąć. Na szczęście obsługa pilnowała sytuacji i informowała nowych gości przy wejściu, że czas oczekiwania może wynieść nawet 40 minut. W końcu zostaliśmy zaprowadzeni na miejsce. W menu możemy znaleźć dania kuchni izraelskiej.

Po przejrzeniu oferty Maja wybrała 10 mezze z pitą (19 zł), ja zaś skusiłem się na pizzę izraelską Senija z jagnięciną, chilli i sosem tahini (21 zł). (Oprócz tego mogliśmy zamówić również szaszłyki, które stanowią dużą część menu oraz np. hamburgera :)) Po dosłownie kilku minutach mieliśmy już przed sobą cały zestaw mezze, a po kolejnych 10 dotarła też moja pizza.

Mimo tłoku kuchnia pracowała sprawnie, a kelnerzy mieli urwanie głowy, ale starali się nadążyć. Jeśli chodzi o mezze to zauważyłam, że goście otrzymują "losowy zestaw mezze", ponieważ otrzymaliśmy nieco inny zestaw niż stolik obok. Kelnerka dodatkowo nie była nam w stanie powiedzieć co dokładnie mamy w miseczkach.



Zamówione przez Maję mezze okazały się bardzo ciekawym mixem smaków. Mieliśmy tutaj wytrawne w smaku hummusy, słodkawe marynowane marchewki, wyrazistą kolendrę etc. Wszystko smaczne i świetnie pasujące do pity. Z kolei moja pizza była jakaś taka nijaka. To znaczy była piekielnie ostra, ale poza tym o jakichś jej innych walorach smakowych nic więcej o niej powiedzieć nie mogę. Ilość chilli i sosu tahini niestety zabiły moje kubeczki smakowe, więc praktycznie nie czułem smaku ani zieleninki na wierzchu ani jagnięciny. Trochę z tą ostrością tutaj przesadzono. Natomiast jeśli chodzi o ciasto to było ok – nie było przypalone ani grube.

Jeśli chodzi o Bartkową pizzę to podstawowym problemem było to, że pytaliśmy czy ta pizza jest bardzo ostra i kelner powiedział, że mało ostra. Gdyby drgnęła mu chociaż powieka, nie wzięlibyśmy tej pizzy, bo przecież zwykle dzielimy się daniami. Tymczasem tutaj pizza była tak piekielnie ostra, że po jednym kęsie wróciłam do swojego mezze. Wyobraźcie sobie wzięcie kęsa pizzy, uczucie ognia, a potem jeszcze goryczy tahini. Masakra. Nie polecam. Co do mezze to była super sprawa. Większość smaczna i interesująca smakowo. To, że każdy dostaje coś trochę innego też jest interesujące - będąc kilka razy można cały czas próbować czegoś nowego. Tak więc lokal polecamy jako miejsce gdzie można zjeść coś ciekawego. Widzieliśmy też kątem oka, że mają przystępną ofertę lunchową, ale to w tygodniu (nas niestety nie objęła).

wtorek, 7 marca 2017

Zachęceni udziałem w zeszłym tygodniu w warsztatach "Szkoły Gotowania" zdecydowaliśmy się, że weźmiemy udział w kolejnym spotkaniu, tym razem poświęconym kuchni syryjskiej. Udało nam się nawet namówić naszych znajomych, by też wzięli udział w warsztatach i już w sobotę stawiliśmy się na "Before Food Market" przy ul. Piotrkowskiej 217.

A znajomi byli z gatunku problemowych, bo przybyli z dziecięciem lat 0,5. I tu miła niespodzianka, bo zostali przyjaźnie przywitani przez organizatorów, nikt nie miał problemów, wszyscy się cieszyli. Fajnie.

Na początku zostaliśmy przez prowadzącego przepytani co wiemy o kuchni bliskowschodniej. Później dowiedzieliśmy się, że będziemy przyrządzać sałatkę Foul Mdammas czyli sałatkę z bobiku. Po przeczytaniu przepisu (znów byliśmy elegancko w przepisy zaopatrzeni) troszkę mnie to zafrasowało, bo przepis krótki i samego gotowania było tam niewiele. Hm. Dowiedzieliśmy się również, że danie główne, czyli syryjski gulasz z okrą będziemy mogli zobaczyć w wersji demonstracyjnej. Hm. No ale do dzieła:


Po wstępnym przygotowaniu składników do sałatki zostaliśmy wszyscy poproszeni o podejście do centralnego stanowiska gdzie prowadzący zajęcia pokazał nam jak przygotować danie główne, czyli wspomniany wcześniej gulasz z okrą.

Wspomnimy tylko, że jako mięso zostało użyte mięso indyka najpierw ugotowane w bulionie (nie tak, jak w nazwie warsztatu).



Do tego pomidory, okra i kammun, o którym się sporo na warsztatach dowiedzieliśmy. I ciekawostka - mrożona kolendra.

Po chwili byliśmy już znowu przy naszych stanowiskach, by dokończyć rozpoczęte sałatki. Nie trwało to wiele czasu, bo na dobrą sprawę musieliśmy już tylko rozgnieść czosnek z solą, dodać do tego sok z całej cytryny i dodać to wszystko do pozostałych składników, które już były wymieszane w misce. 5 minut roboty i tyle. Niestety w tym momencie trochę zaczęliśmy się nudzić, bo sałatkę mieliśmy już gotową, a danie główne robiło się niejako bez naszego udziału. Staliśmy więc przy naszych stanowiskach przez dobrych kilka minut i w zasadzie spędzaliśmy ten czas na doprawieniu sałatki, a potem już tylko rozmowach między sobą.

No musieliśmy tylko trochę naprawić sałatkę, bo okazuje się, że cała cytryna soku może spowodować kwaśność :) Ciekawa rada - dodać więcej oliwy! I to naprawdę działa.


Gdy wszyscy uczestnicy ogarnęli temat przygotowywania sałatek, prowadzący podgrzał wszystkim pity, abyśmy mogli zjeść nasze dzieła, tak jak się je je na Bliskim Wschodzie. W tak zwanym międzyczasie otrzymaliśmy też na spróbowanie po miseczce gulaszu.



Reasumując, poprzednie warsztaty o wiele bardziej przypadły nam do gustu. W trakcie przygotowywania club sandwiches cały czas coś się działo i bardzo dużo musieliśmy się napracować w kuchni - tutaj trzeba było coś siekać, tam podsmażyć, a już czekały na nas kolejne etapy szykowania kanapek. Na warsztatach z kuchni syryjskiej mieliśmy natomiast do czynienia z prostą sałatką, którą można było spokojnie przygotować w 15 minut i z daniem głównym w postaci demonstracyjnej tj. przygotowanej przez prowadzącego i danej nam do spróbowania. Wprawdzie wszystko było w miłej atmosferze i prowadzący udzielił nam kilku ciekawych informacji (jak chociażby ta o oliwie), ale jednak brakowało nam tego działania, większej ilości gotowania i szykowania.

Zgadzam się z Bartkiem. Te warsztaty były mniej intensywne i jednak mniej było w nich przekazania wiedzy i gotowania. Na pewno plusem było spróbowanie kammunu i syryjskich dań, bo kto wie czy i kiedy mielibyśmy najbliższą okazję. Ale chcielibyśmy, by kolejne warsztaty były znów napakowane robotą i pomocą ze strony prowadzących. Jak warsztaty to warsztaty!

P.S. Apel do organizatorów: Pls, zadbajcie też o świeże zioła i o wystarczającą ilość składników. Nazwanie pietruszki i kolendry smętnymi jest komplementem.

piątek, 3 marca 2017

Kiedyś próbowaliśmy zjeść w Papuvege. Ale był poniedziałek i było zamknięte <przestroga> Poszliśmy więc do pobliskich MOTYWów, ponieważ nigdy tam nie byliśmy, a pewnie w celach poznawczych warto.

Skoro nie udało się w jednym miejscu trzeba było na szybko poszukać czegoś innego, a że mieliśmy ochotę na jakiegoś burgera to "Motywy" wydawały się opcją idealną.

Od wejścia przywitał nas znany, nieco industrialny, klimat i obsługa w dosyć wyluzowanym wydaniu. Trochę nuda, ale nie od dziś są na łódzkim rynku.

Bartek zamówił hamburgera w wersji classic, czyli z wołowiną i sosem BBQ (do tego frytki, sałata oraz sos aioli) - 26 zł.


Ja natomiast pozostałam przy opcji wegetariańskiej, czyli kotlet z kaszy jaglanej i soczewicy. Do tego dip na bazie serka śmietankowego z zielonym ogórkiem kolendrą i czosnkiem (i też do tego frytki, sałata i sos aioli) - 22 zł.


No to... nie powaliło mnie to. Obydwa burgery były strasznie suche i nie miały w sobie zbyt dużo smaku. Aioli nie smakowało wcale czosnkiem. Było na tyle niesmaczne, że w ogóle z niego zrezygnowałam i żałuję, że nie dostałam porządnego ketchupu do tych frytek.

Z przykrością muszę się z Mają zgodzić. Burgery były zwyczajnie przeciętne. Dobrze opieczone bułki, poprawnie usmażone wkładki (i faktycznie u Mai zdecydowanie było za mało sosu, człowiek szybko się zapychał tą kaszą jaglaną i soczewicą i ciężko to było połknąć bez popicia), niezłe dodatki. Ale to było tyle i tylko tyle. Frytki ok, sos aioli bardziej szedł w stronę smaku majonezu niż czosnku. Sałatka ok, choć też jakoś bez charakteru.

A najlepszym hitem była roszponka... w całości... z korzonkami (tu na zdjęciu tylko dwa):



Ponieważ mam słabość do słodyczy, spróbowaliśmy jeszcze torcika czekoladowego w którym był między innymi mus z białej czekolady i słony karmel (16 zł). To akurat było pyszne :)

Deser był na pewno najsmaczniejszym punktem naszej wizyty. Rewelacyjny mus z białej czekolady, profesjonalnie temperowana czekolada i mój ulubiony słony karmel. Super robota!



Jak na ponad 20 zł za burgera, to to było mało cudowne. Po prostu... spodziewałam się czegoś więcej i na pewno nie będę polecać tego miejsca jako burgerowni. Może jeszcze kiedyś przyjdziemy, ale nie wiem kiedy. Ceny odstraszają i nie wszystko pyszne, więc... no...

Etykiety

restauracja (108) Łódź (98) kurczak (43) gotowanie (37) frytki (33) pizza (30) sos (22) hamburger (19) zamknięte (17) makaron (16) pizzeria (15) sałatka (15) ser (14) Okrasa (13) Festiwal Dobrego Smaku (12) FDS (11) Pascal (11) Poznań (11) ciasto (11) pieczone ziemniaki (11) boczek (10) piwo (10) ryż (10) naleśniki (9) surówka (9) szpinak (9) burger (8) cukinia (8) fastfood (8) kawa (8) łosoś (8) McDonald (7) Warszawa (7) kebab (7) sałata (7) schab (7) szynka (7) warzywa (7) zapiekanka (7) śniadanie (7) Paryż (6) chiny (6) czosnek (6) kaczka (6) kukurydza (6) obiad (6) pierogi (6) polędwiczka (6) ziemniaki (6) śmietana (6) Camembert (5) Gejsza Sushi (5) ananas (5) bakłażan (5) cola (5) cukiernia (5) cytryna (5) gorgonzola (5) kuchnia amerykańska (5) lody (5) oliwki (5) pomidor (5) spaghetti (5) stek (5) tarta (5) wino (5) Babkarnia (4) Katowice (4) Off Piotrkowska (4) Senoritas (4) USA (4) babeczki (4) baklawa (4) bar (4) cebula (4) czekolada (4) festiwal (4) grill (4) herbata (4) imbir (4) kanapka (4) kompot (4) krewetki (4) lemoniada (4) lunch (4) marchewka (4) naleśnik (4) papryka (4) pasta (4) pesto (4) pierogarnia (4) pita (4) puree (4) risotto (4) ser kozi (4) ser pleśniowy (4) sernik (4) tortilla (4) wołowina (4) 2016 (3) Francja (3) House of Sushi (3) Kielce (3) La Strada (3) Lidl (3) Lili (3) Manufaktura (3) Mebloteka Yellow (3) Pozytyvka (3) Spektakl (3) Wrocław (3) Zbożowa (3) arbuz (3) ayran (3) banan (3) bistro (3) burek (3) cevapcici (3) curry (3) fasola (3) gruszka (3) gęś (3) hot-dog (3) indyk (3) jajko (3) kiełbasa (3) kuchnia włoska (3) miód (3) nachos (3) naleśnikarnia (3) orzechy (3) owoce morza (3) pierożki (3) placki ziemniaczane (3) placuszki (3) pomidorki (3) por (3) przystawka (3) pączek (3) quesadillas (3) rewizyta (3) salami (3) streetfood (3) truskawki (3) warsztaty (3) wegetariańskie (3) wieprzowina (3) zapiekarnia (3) zupa (3) żurawina (3) Affogato (2) Albania (2) All Star Klubokawiarnia (2) American Bull (2) Awangarda (2) Before Food Market (2) Berlin (2) Breadnia (2) Brzeg (2) Bułgarska (2) DalekoBlisko (2) Foto Cafe 102 (2) Galicja (2) Gorditas de nata (2) Gruzja (2) Jaffa (2) Kraków (2) Lavash (2) Montenegro (2) Poddębice (2) Spółdzielnia (2) Sushi Zielony Chrzan (2) Szkoła Gotowania (2) Szwalnia Smaków (2) Tubajka (2) Turcja (2) Uniejów (2) Zieliński i Syn (2) Złoty Imbir (2) bar mleczny (2) baranina (2) bataty (2) boczniak (2) bolognese (2) bułki (2) carbonara (2) chaczapuri (2) chałwa (2) cheeseburger (2) chłodnik (2) ciastko (2) ciecierzyca (2) coleslaw (2) creme brulee (2) cukier (2) cynamon (2) drink (2) dubaj (2) flaki (2) galaretka (2) golonka (2) grzyby (2) guacamole (2) gzik (2) hummus (2) jabłko (2) jagnięcina (2) kalmary (2) kapusta (2) kapusta zasmażana (2) karkówka (2) karmel (2) kasza jaglana (2) khinkali (2) kiełbaski (2) kluski (2) kokos (2) konfitura z cebuli (2) kopytka (2) kotlet (2) kozi ser (2) krab (2) kryształowa (2) królik (2) kurki (2) lasagna (2) limonka (2) lotos (2) maliny (2) mamałyga (2) marynata (2) małże (2) melon (2) musaka (2) ogórek kiszony (2) oliwa (2) oliwka (2) orzeszki (2) owoce (2) papryczki (2) papryka faszerowana (2) parówka (2) pierogi na słodko (2) pierogi wytrawne (2) pistacje (2) placek (2) placek po węgiersku (2) polędwiczki (2) pomarańcza (2) przegrzebki (2) przekąska (2) przyprawy (2) pstrąg (2) ptyś (2) rozmaryn (2) rukola (2) samolot (2) seler (2) soczewica (2) sos czosnkowy (2) sos pieprzowy (2) sushi (2) szczypiorek (2) słony karmel (2) tagliatelle (2) tatar (2) tuńczyk (2) twaróg (2) tymianek (2) zupa rybna (2) śliwka (2) żeberka (2) 5ty Smak (1) Ala Turka (1) Ali Baba (1) Amarant (1) Ambrozja (1) Amelia (1) Amorino (1) Atelier Amaro (1) Bangkok lody tajskie (1) Bar-a-boo (1) Bavaria czy Tyrol (1) Belgian Fries (1) Berthillon (1) Big Betty (1) Bistro Williamsburg (1) BurGr (1) Burger Love (1) Bułgaria (1) Byk Burger (1) Cafe Antykwariat (1) Cafe Bar Poczekalnia (1) Cesky Film (1) Chorwacja (1) Chude Ciacho (1) Chytra baba z Radomia (1) Columbus Coffee (1) Corn dog (1) Cukiernia Sowa (1) Cukiernia Wasiakowie (1) Czarna Owca (1) Czarnogóra (1) Da Grasso (1) DaAntonio (1) DaVella per Amici (1) Deli (1) Delicatessen (1) Deseo Tapas Bar (1) Dolce salato (1) Dolny Rynek (1) Dom Pielgrzyma (1) El Toro (1) Empatia (1) Fabryka Krawatów Bistro (1) Fabryka babeczek (1) Filharmonia Smaku (1) Food Market (1) Foodie (1) Four Color (1) Funnel cake fries (1) Godjo (1) GoodFood (1) Gordon Ramsay (1) Gorąca Kiełbasiarnia (1) Hand'n'roll (1) Heisser Wolf (1) In centro (1) Insekt (1) Internet (1) Irish Pub (1) Istambuł & Tajmahal (1) Italica (1) Jerry's Burger (1) Już wróciłem (1) KFC (1) Kalisz (1) Kamari (1) Karuzela Cafe (1) Klub 97 (1) Kluska Polska (1) Kombinat (1) Krochmal (1) Krowarzywa (1) Kuchnia Polska (1) L'Elephant d'Argent (1) La Vende Bistro (1) Lajkonik (1) Las Vegas (1) Le Grand Phenicien (1) Le Souk (1) Leniwy weekend (1) Lodziarnia Kolorowa (1) Lokal (1) Lukullus (1) Luncheria (1) MEG MU (1) Macedonia (1) Magia Karmelu (1) Malinowa (1) Manana (1) Marcello (1) Mare e Monti (1) Mañana Tex-Mex Bar (1) Mała Litera (1) Meksyk (1) Metis (1) Mexican (1) Mięso & Bułka Habas (1) Montag (1) Motywy (1) Na Górze (1) Nekko Sushi (1) Niebostan (1) Niemcy (1) North Fish (1) O'maki Paris (1) Olimpijska (1) Otwarte drzwi (1) Pacyfik (1) Palce Lizać (1) Paleta Bieli (1) Pani Cupcake (1) Papuvege (1) Parnik na Chmielnej (1) Pierogarnia Cynamon (1) Pijalnia Czekolady (1) Piotrków Trybunalski (1) Piwnica łódzka (1) PizzaPortal (1) Poczdam (1) Polakowski (1) Przedwojenna (1) Ratuszowa (1) Restauracja Polska (1) Restauracja Przerwa (1) Restauracja Reymont (1) Restauracja u Kretschmera (1) Restauracja św. Józefa (1) Retkinia (1) Revelo (1) Rumunia (1) Scenografia (1) Sendai Sushi (1) Senija (1) Ser Lanselot (1) Servantka (1) Sezon (1) Señoritas (1) Si Senor (1) Si Señor (1) Sieradz (1) Skierniewice (1) Sklep z goframi (1) Skład Wina & Chleba (1) Sofa (1) Sofa cafe & lunch (1) Spała (1) Stretch Island Fruit Strips (1) Suzette (1) Sułtan Grill (1) Sylvio Italiano (1) Syria (1) Szadek (1) Szklarnia (1) Sznycelek (1) Szyby Lustra (1) Słodka Pracownia Cukiernia Artystyczna (1) Tasty Kebab (1) TelePizza (1) Teremok (1) The Dorsz (1) Titi (1) Tivioli (1) ToDoJutra (1) Toskania (1) Tradycyjna Pączkarnia Słowik (1) Tulipan (1) U Ziuty (1) Uniejowski Festiwal Smaku (1) VINDA (1) Vapiano (1) Veranda (1) Vita (1) Walter's Coffee Roastery (1) Wendy's (1) Western Chicken (1) Włochy (1) Włoszczyzna (1) Zapieckanka (1) Zapiekarnia & Plackarnia (1) Zaraz Wracam (1) Zielona (1) Zosia (1) Złote Jabłko (1) Złoty Osioł (1) ajvar (1) amuse-bouche (1) angus (1) antrykot (1) badrijani (1) bajgla (1) banany (1) baozi (1) barbata (1) bazylia (1) białe wino (1) bita śmietana (1) blanszowane warzywa (1) bliny (1) borówki (1) brokuły (1) brownie (1) brukselka (1) budka (1) bulion z kaczki (1) buraki (1) burrito (1) cajun (1) chashushuli (1) chikhirtma (1) chili con carne (1) chilli (1) chipotle (1) chipsy (1) chińczyk (1) chińskie (1) chleb (1) chleb ze smalcem (1) churros (1) ciasteczka (1) ciasto drożdżowe (1) ciasto francuskie (1) ciasto królów (1) ciasto marchewkowe (1) ciorba (1) club sandwich (1) creme caramel (1) croissant (1) cukierki (1) currywurst (1) cydr (1) cykoria (1) czarna porzeczka (1) czarnuszka (1) czeburek (1) czereśnie (1) czerwona cebula (1) czerwona fasola (1) czerwony pieprz (1) daktyle (1) de volaille (1) deser z kremem (1) dip (1) dorsz (1) dressing (1) dym (1) dynia (1) dziczyzna (1) enchiladas (1) espresso (1) falafel (1) farsz (1) fasolka (1) faszerowanie (1) filet (1) film (1) fisker (1) focaccia (1) foul (1) frutti di mare (1) fusion (1) galettes des rois (1) gnocchi (1) gofry (1) gotuj i chudnij (1) gołąbek (1) gołębie (1) goździki (1) gramofon (1) granola (1) grillowane warzywa (1) grissini (1) groch (1) groupon (1) grzanki z serem (1) grzybki (1) guciołki (1) gulasz (1) gęsina (1) hamsi (1) hawajska (1) hinduskie chlebki (1) hinkali (1) ikea (1) ikra (1) imperial (1) jabłko w cieście (1) jagody (1) jajko confit (1) jajko poszetowe (1) jajko przepiórcze (1) jajko sadzone (1) jalapeno (1) jasne (1) jałowiec (1) jogurt (1) kakao (1) kalarepa (1) kanapka klubowa (1) kangur (1) kapusta pekińska (1) karczek (1) karpatka (1) kasza (1) kasza bulgur (1) kasza gryczana (1) kaszanka (1) kawiarnia (1) kałamarnice (1) kebap (1) kharcho (1) khoubz (1) kiełki (1) kinder bueno (1) kindziuk (1) kino (1) kiszona kapusta (1) kiwi (1) klopsiki (1) knedle (1) koktajl (1) kolendra (1) korniszon (1) kotlet szwajcarski (1) kotlet z ciecierzycy (1) kotlety selerowe (1) kowal (1) krem (1) krem budyniowy (1) krem z buraczków (1) krem z buraków (1) krem z pomidorów (1) książka (1) kuchnia afrykańska (1) kuchnia bałkańska (1) kuchnia brytyjska (1) kuchnia chińska (1) kuchnia czeska (1) kuchnia hiszpańska (1) kuchnia marokańska (1) kuchnia meksykańska (1) kuchnia molekularna (1) kuchnia rosyjska (1) kuchnia tajska (1) kuchnia wietnamska (1) kuchnia łódzka (1) kulki ryżowe (1) kurczak teryaki (1) kurczak w bekonie (1) kuskus (1) kwas chlebowy (1) kwestia smaku (1) kwiaty cukinii (1) larwy (1) latte (1) leberkase (1) lepinje (1) liść laurowy (1) lody pistacjowe (1) lody tajskie (1) lody waniliowe (1) lodziarnia (1) lokum (1) lukier (1) lumaconi (1) majonez (1) mak (1) makaron czekoladowy (1) makaron naleśnikowy (1) makaroniki (1) maki (1) makrela (1) mango (1) masa kajmakowa (1) mascarpone (1) masło kminkowe (1) masło orzechowe (1) maślaki (1) mezze (1) miecznik (1) migdał (1) migdały (1) mintaj (1) miruna (1) mięso (1) morela (1) moro (1) mrożona kawa (1) mrówki (1) mucha (1) murzynek (1) musztarda (1) mydło (1) myway (1) mózg (1) mątwy (1) naan (1) nadugi (1) naleśnik czekoladowy (1) nuggetsy (1) ocet (1) ogórek (1) ogórek małosolny (1) ojukhari (1) okra (1) olej (1) oranżada (1) orecchioni (1) oscypek (1) otwarcie (1) ozorki (1) ośmiornica (1) ośmiorniczki (1) pan.puh (1) panna cotta (1) papa-lolo (1) pappardelle (1) pascha (1) pasta oliwkowa (1) pastet (1) pastrami (1) patisony (1) pałeczki (1) pekin (1) pestki dyni (1) pesto bazyliowe (1) philly cheese steak (1) pieczarki (1) pieczywo (1) piekarnia (1) pielmieni (1) pierogi drożdżowe (1) pierogi polskie (1) pierogi ruskie (1) pierogi szwabskie (1) pierogi z jagodami (1) pierogi z kurkami (1) pierogi z serem (1) pikantny ogórek (1) pingyao (1) pkhali (1) placki z batatów (1) placki z cukinii (1) plackolandia (1) platany (1) plendze (1) pljeskavica (1) poliki wołowe (1) polędwica wieprzowa (1) pomidory (1) pop tarts (1) prażona cebula (1) precle (1) prosecco (1) ptyś karmelowy (1) puszka (1) pączkarnia (1) pęczak (1) płatki kukurydziane (1) quiche (1) raki (1) regionalne (1) restrauracja (1) ristorante (1) robaki (1) rodzynki (1) rogal (1) rogal świętomarciński (1) rostbef (1) roszponka (1) rosół (1) ryb (1) ryba (1) ryby (1) rzodkiewka (1) róża (1) safari (1) sardele (1) sardynka (1) schitzel (1) ser lazur (1) ser pecorino (1) sernik Grand Marnier (1) sezam (1) shake (1) shitake (1) sieja (1) siela (1) siesta (1) skrzydełko (1) smażone mięso (1) smażony ser (1) snickers (1) sok (1) sok pomidorowy (1) solanka (1) solianka (1) sos BBQ (1) sos aioli (1) sos beszamelowy (1) sos borowikowy (1) sos chrzanowy (1) sos kurkowy (1) sos miodowo-musztardowy (1) sos mole poblano (1) sos musztardowy (1) sos pomidorowy (1) sos śmietanowo-ziołowy (1) spezi (1) spiralki (1) stir fry (1) suflet dyniowy (1) suflet pistacjowy (1) suszony pomidor (1) suszony łosoś (1) szarlotka (1) szerbet (1) szprycer (1) szybko (1) szynka parmeńska (1) słodko (1) słonecznik (1) tacos (1) tagliatelle z kurczakiem (1) tagliatelle z polędwiczką wieprzową (1) tahini (1) taishan (1) tempura (1) tiramisu (1) tolma (1) torcik czekoladowy (1) tragedia (1) tsingtao (1) tulumba (1) tłuszcz (1) udko (1) vege (1) walka (1) wege (1) wiener (1) winegret (1) wiśnie (1) woda mineralna (1) wrap (1) wspólny stół (1) wywar (1) wódka (1) wątróbka (1) wędlina (1) wędzone tofu (1) węgorz (1) yanjing beer (1) zapiexy (1) ziele angielskie (1) zimno (1) zioła prowansalskie (1) zupa cebulowa (1) zupa krem (1) zupa węgierska (1) zupa z cieciorki (1) zupka chińska (1) złoto (1) ćevapčići (1) Łowicka (1) Łowicz (1) Łódzkie Burgery (1) łopatka (1) śledź (1) ślimak (1) śliwki (1) św. Marcin (1) świerszcze (1) żurek (1)