Warsztaty kuchni łódzkiej

czyli mózg rozpykany!

Obiednie na Wakacjach cz. 1

Dubrovnik (Chorwacja)

poniedziałek, 24 lipca 2017

OFF Piotrkowska to dosyć nietypowe miejsce w Łodzi, pełne przeróżnych gastronomii oraz lokali usługowych. Część z nich jest tam od dawna, niektóre zaś znikają tak szybko jak się pojawiły. Jednym z punktów na planie OFF-u, które jakoś nie ma szczęścia do klientów jest lokal znajdujący się zaraz obok wejścia od strony Piotrkowskiej, wiecie, taki budyneczek po prawej stronie gdzie co jakiś czas otwiera się nowa knajpka. Były już tam burgery, była zupiarnia, jednak przez większą część czasu miejsce to raczej świeciło pustkami bądź przygotowaniami do kolejnego otwarcia. Teraz, od około miesiąca, działa w tym miejscu "ato ramen".

Wyjątkowo feralne miejsce. Byliśmy tam nawet na Łódzkich Burgerach, ale "nie zachwyciły" to eufemizm. Gdy zobaczyłam, że teraz będzie tam restauracja z ramenami i to jeszcze pod marką "ato" pomyślałam, że może w końcu to miejsce odniesie sukces. No bo dlaczego nie? Lokalizacja świetna.

W tym miejscu wspomnę, że lokal jest mały i jak na razie dosyć zatłoczony :) Co chwila czytam na facebooku, że zamykają, bo skończyło im się jedzenie i to jest bardzo fajne, bo nie ma nic gorszego niż nieświeże produkty. Menu prezentuje się następująco:


Menu w „ato ramenie” jest krótkie i zawiera do wyboru tylko 6 rodzajów ramenów oraz trzy pozycje nie-zupne tj. burger, kimchi (rodzaj kiszonej kapusty) oraz sałatka z wodorostów. Zupy są w cenach 24-32 złote, pozostałe dania kosztują do 20 zł. My zdecydowaliśmy się na Miso ramena (tłusty, intensywny bulion na bazie wieprzowiny i trzech rodzajów miso z chashu wieprzowym) oraz Tantan ramena (intensywny bulion na bazie ucieranego sezamu i drobiu z pikantną mieloną wieprzowiną). Po około 15 minutach kelner (mimo, że siedzieliśmy przy długim blacie zaraz obok kucharzy, co by sobie popatrzeć na ich pracę), przyniósł nam nasze rameny.

Żałuję, że nie spróbowaliśmy ato burgera, ale na pewno to nadrobimy, bo wyglądał obłędnie. Natomiast poniżej możecie zobaczyć mojego ramena z pikantną wieprzowiną. Pytałam kelnera czy ta wieprzowina jest bardzo pikantna i powiedział, że w ogóle. Niestety tu wpadka, bo owszem była pikantna, a sos i papryczki były dla mnie niejadalne (tak ostre). Tak, wiem. Biorę pikantne i narzekam. Ale! Pytałam kelnera. I niestety doradził nie za dobrze. Natomiast wracając do smaku to było pycha. Głęboki w smaku bulion, pyszna wieprzowina i moje najukochańsze jajko. Z mojego ramena byłam bardzo zadowolona.



Co tu dużo mówić, obydwa rameny były rewelacyjne! Intensywny w smaku, gęsty bulion, świetne mięso (zwłaszcza kawałek wieprzowiny u mnie), super makaron i świeże dodatki warzywne. To była naprawdę przyjemność brać kolejne ich kolejne łyżki. Do tego, co warto zaznaczyć, porcje są takie, że niektórzy w połowie już będą najedzeni.

Tu muszę wspomnieć, że Bartka ramen smakował mi nawet bardziej niż mój. Był bardziej delikatny w smaku, po moim dość mdły, ale każda kolejna łyżka przekonywała mnie jaki jest pyszny. A najlepsze na świecie było chashu wieprzowe, które ROZPŁYWAŁO się w ustach i mogłabym zjeść tego kilogram chyba. Jedyne co przyszło mi do głowy jako zarzut do tych ramenów to prezentacja. Brakowało japońskiej precyzji i idealnego ułożenia w misce. Ale nie szkodzi. I tak było pysznie.

Szczerze mamy nadzieję, że „ato ramen” nie skończy jak jego poprzednicy działający w tym samym miejscu, szkoda byłoby tych pysznych ramenów… Odwiedźcie ich koniecznie! :)

No jak niby mieliby źle skończyć, skoro tam cały czas tłumy :) I niech tak zostanie.

środa, 19 lipca 2017

Wczoraj przy ul. Wschodniej 37 miało miejsce uroczyste otwarcie nowego lokalu gastronomicznego na mapie Łodzi. Na parterze tamtejszej kamienicy otworzył się bowiem bar „zaParowani”, oferujący pierożki dim-sum, pierożki baozi oraz azjatyckie zupy, sałatki i desery.

Informację o otwarciu odkryliśmy w Internetach, a że jesteśmy koneserami - musieliśmy pójść. Przywitał nas miły widok odnowionej kamienicy i nowego lokalu z balonikami. W środku było sporo ludzi. Od 11 do 16 ten nowy lokal odwiedziło ponad 70 osób (było złożonych ponad 70 zamówień). Poniżej menu:


Rzadko mamy okazję odwiedzać lokale w dniu ich otwarcia, dlatego też skoro mieliśmy wczoraj akurat dzień wolny bez żadnych planów to skorzystaliśmy z takiej okazji i zawitaliśmy do „zaParowanych”. Z okazji otwarcia każdy odwiedzający lokal mógł poczęstować się deserem z nasion chia, mleczka kokosowego i kakao (i wiórków kokosowych).

Do tego zażyczyliśmy sobie chiński (okazał się tajski, no ale dobra) napój z nasionami bazylii o smaku granatu. Napój smakował ciekawie, w konsystencji trochę przypominał napoje z pulpą aloesową. Ale w składzie... woda... cukier... i aromat granatu. Smutno.


Nasze zamówienie obejmowało:

Baozi - z kurczakiem hoisin oraz z wieprzowiną shao baoo o smaku BBQ (15 zł/6 sztk)


Dim sum - wieprzowina z krewetkami oraz wieprzowina, por i świeża kolendra (15 zł/10 sztuk)


Ja zacząłem nasz posiłek od pierożków baozi. Pierwsze wrażenie nawet ok, choć trochę dużo tego ciasta pampuchowego, a farszu jakoś tak mało. W trakcie jedzenia dochodzę do wniosku, że jednak nie wiem, czy wziąłem pierożka z kurczakiem, czy wieprzowiną... Drugi pierożek, wzięty z drugiego końca bambusowego kosza i odczucia identyczne – co gorsza wygląd i smak farszu chyba ten sam („jak te pierożki są tutaj ułożone, przecież to niemożliwe żebym wziął drugiego o tym samym smaku?!”). Trzecie podejście i ufff… chyba udało mi się jednak nie zjeść trzech o tym samym smaku (choć ręki nie dam sobie uciąć, bo farsz wg mnie wyglądał tak samo jak w przypadku dwóch poprzednich). Wnioski: za dużo ciasta, farsze, które wybraliśmy smakowo wypadają ok, ale niewiele się od siebie różnią. Po zjedzeniu swoich trzech baozi zabieram się za pierożki dim sum i tutaj jest już o wiele lepiej. Farsze wyraźnie różnią się od siebie smakiem, o wiele lepiej czuć poszczególne składniki. Jeżeli chodzi zaś o same doznania smakowe to również, podobnie jak w przypadku baozi nie mogę się tutaj specjalnie do czegoś doczepić, gdyż dim sumy były zwyczajnie dobre, bez żadnych fajerwerków i powiewu Azji. Poprawnie przygotowane, smakowo ok.

Tak, ja zaczęłam od pierożków dim sum i generalnie było spoko. Trochę nie mogłam trafić na początku które są które, ale potem odkryłam, że to zielone to pewnie będzie kolendra. Smakowo pierożki były ok. Zarówno wieprzowina z krewetką, jak i te drugie były bardzo ok. Wydaje mi się, że cena nie dramatyczna i fajnie, że można sklecić porcję "pół na pół". Zawsze dzięki temu można spróbować czegoś więcej :)

Co do baozi to jestem rozczarowana. Baozi okazały się maleńkie, miały stanowczo za dużo ciasta w stosunku do farszu i być może dlatego nie byliśmy w stanie nawet wyczuć co to za farsz. Smakowo było nie najgorzej, ale do ostatniego pierożka nie byłam pewna czy jem kurczaka czy wieprzowinę O.o.

Pochwalę ostry sos. Ładnie pachniał i był naprawdę pikantny (nie, nie wzbudzał łez - był pikantny).

Po zjedzeniu wszystkich pierożków zdecydowaliśmy jeszcze, że skusimy się na jakiś deser i ostateczne wybraliśmy bułeczki bao z sezonowymi owocami (2 sztuki za 9 zł). W kilka minut po zamówieniu mogliśmy już odebrać nasz deser. O ile o pierożkach mogę napisać, że były naprawdę ok, o tyle tutaj na usta ciśnie mi się od razu stwierdzenie „żenada”. Naprawdę nie wiem jak inaczej można określić to co dostaliśmy. Otrzymaliśmy bowiem dwa przekrojone pampuchy z kawałkami bananów i ananasa, orzechami ziemnymi i ordynarną polewą toffi jaką możemy kupić w dowolnym markecie. Ani to było ładne, ani dobre. Tragedia.



Ja zapytam wprost: czy jest sezon na banana i ananasa? Ale gdzie? W Polsce? A poza tym co to za żenada dawać taki deser kosztujący 9 zł za dwie bułeczki i to jeszcze z takim farszem? Nie postarali się Państwo mocno i już nasze wejściowe deserki były bardziej interesujące w smaku. Gdybym chciała zjeść coś takiego to kupiłabym pampucha, przekroiła i jeszcze zamiast polewy toffi bym sobie kajmaku wrąbała, to chociaż by się nie wylewał.

Cóż, trzeba być szczerym i napisać wprost, że wizyta w „zaParowanych” nas nie zachwyciła. Pierożki smakowały ok, ale bez szału. No niczym, absolutnie niczym się nie wyróżniały i nie zachwycały byśmy mogli powiedzieć „warto, super”. Były przyzwoite, dobre – ale nic więcej. Z kolei temat deseru pominę już milczeniem, wystarczająco dużo napisałem o tej żenadzie wcześniej.

Najbardziej mi smutno, że Państwo z zaParowanych nie są nowicjuszami. Mają lokal w Warszawie. Więc co to w ogóle jest. Moim zdaniem nowy lokal nie umywa się ani do tego co jedliśmy w Chinach, ani do tego co jedliśmy w Warszawie, ani we Wrocławiu, ani nawet do tego co ja jadłam w konkurencyjnej (a identycznej pod kątem biznesplanu) restauracji mieszczącej się przy ulicy Nawrot (o której na pewno jeszcze napiszemy).

P.S. Jest mi bardzo smutno, że lokal jest taki nijaki. Bardzo chciałam by ulica Wschodnia miała fajną restaurację do której zaglądaliby ludzie z Pietryny.

sobota, 10 czerwca 2017

W tym roku zmieniliśmy formułę odwiedzania Festiwalu Dobrego Smaku. Czas na to mieliśmy tylko wczoraj (i to niewiele) i dlatego zdecydowaliśmy się jedynie na propozycje, które na pierwszy rzut oka zachęciły nas do próbowania. Dlatego dzisiaj tylko 3 propozycje od nas.

Przez trzy ostatnie edycje spróbowaliśmy również dla Was dziesiątek oferowanych dań, abyście wszyscy mieli pogląd na to co jest warte uwagi i odczekania swego w kolejce. W tym roku niestety musicie opierać się na waszym przeczuciu i opisach dań z mapki ;)

1. Krewetki na górze Beluga, czyli marynowane krewetki na górze Beluga podane z sałatką ze słodkich bakalii, sera koziego z nutą wytrawnego sosu. (Restauracja Polska / ul. Piotrkowska 12, Łódź)



Sympatyczne, spore danie. Przyjemnie przyrządzone krewetki (chociaż nie mam pojęcia w czym niby były marynowane). Beluga natomiast to soczewica (dla wszystkich, którzy szukają w daniu bieługi :)), całkiem smaczna, z cytrynowym posmakiem. Do tego buraczki. Najlepszy z całego dania - kozi ser w bakaliach. Poproszę dużo, w osobnej miseczce :)

Na pochwałę w tym daniu na pewno zasługują krewetki - dobrze usmażone, chrupiące, nie za słone i to co najważniejsze dla jedzących, nie były w pancerzykach (tylko sam ogonek). Nie trzeba więc było się bawić w ich obieranie, a przy okazji papranie sobie całych rąk. Druga fajna rzecz w tej potrawie to ser kozi, bardzo wyrazisty i z ciekawymi smakowo dodatkami. Natomiast beluga wg mnie była zdecydowanie za sucha (a przez to zapychająca) i tylko dodatek w postaci skórki od cytryny ją nieco ratował. A buraczki cóż... były jak zwykłe buraczki. Bez szału.

2. Paella Onigirazu, czyli paella w japońskiej wersji sushi, w formie onigirazu. Pomidorowo-szafranowy ryż o kremowej konsystencji, gotowany na wywarze z owoców morza, przełożony krewetkami, mulami oraz ośmiornicą. Wszystko to zamknięte w japońskim nori i zapieczone w chrupiących wiórkach panko. Dopełnieniem dania jest sałatka ze świeżych, zielonych warzyw oraz pikantny sos pomidorowy z pieczoną papryką. (House of Sushi / ul. Piotrkowska 89, Łódź)



To danie urzekło mnie już na zdjęciu. Idea moim zdaniem kosmiczna, bo jak zamknąć paellę w sushi? Niesamowita sprawa. Moim zdaniem wykonanie również interesujące i ciekawe i godne umieszczenia w karcie. Bo wyszedł z tego interesujący streetfood z owocami morza (dobrze przyrządzonymi), dobrze doprawionym ryżem i słodkawą w smaku sałatką. Wolałabym by sałatka była nieco bardziej odświeżająca, ale ogólnie było to smaczne i ciekawe danie.

Danie na pewno interesujące wizualnie. Smakowo również bardzo ciekawie, warto pójść i samemu się przekonać jak to jest jeść paellę w japońskim wodoroście nori, do tego jeszcze w panierce. Wprawdzie całość jest trochę sucha sama w sobie, ale na szczęście dodawany jest sos pomidorowy, w którym możemy maczać paellę, jest wtedy o wiele lepiej. Warzywa natomiast jakieś takie bez wyrazu...

3. Różane atayef z glazurowanymi morelami, czyli ciecierzycowe, różane placuszki z czarnym twarożkiem sezamowo-rabarbarowym, pod kardamonowo-pomarańczową glazurą z moreli i granatu, oprószone pistacjami. Podawane z lemoniadą z granatu i grillowanego winogrona z tymiankiem. (Zjadliwości / ul. Piotrkowska 102a, Łódź)




Kosmiczność tego dania wprost kazała pójść nam do Zajadalni (w której do tej pory jeszcze nie byliśmy) i spróbować. I co ja mogę powiedzieć... są to zdecydowanie Bartka smaki, idące w kierunku bliskowschodnich. Dla mnie nieco zbyt mdłe. Niespecjalnie kocham. Może gdyby było więcej przypraw, które by dla mnie ożywiły to danie... ale z drugiej strony zaraz będziecie mieć opinię miłośnika, więc po prostu powiem, że to nie moje klimaty :) Dla mnie hitowa była lemoniada, której mogłabym wypić całe wiadro :)

Taaak, to zdecydowanie moje klimaty smakowe :D Rewelacyjny deser, słodkawy z super wmieszanymi owocami granatu, które dodawały swój smak w niespodziewanych momentach po przegryzieniu. Gdzieś tam w tle posmak róży i pomarańczy. Do tego morele i pistacje... Spokojnie mógłbym zjeść jeszcze kilka porcji różanego atayef ;) Lemoniada również super, nie za słodka, zimna, orzeźwiająca. Super sprawa :)

sobota, 3 czerwca 2017

Jakiś czas temu mieliśmy przyjemność zajrzeć do "Chudego Ciacha" i popróbowaliśmy tamtejszych słodkości (notka tutaj). Wizyta nam bardzo smakowała, więc postanowiliśmy, że musimy tam jeszcze wrócić, by sprawdzić, czy bardziej wytrawne "obiadowe" pozycje z menu są równie dobre, co ciasta i granola ;) I w końcu, po tygodniach planowania, udało się!

Zacznijmy od tego, że w Chudym Ciachu bywamy stosunkowo często. Ostatecznie jest to jedyne? jedno z nielicznych miejsc gdzie można zjeść odtłuszczone i odcukrzone słodycze. Dlatego rzeczywiście często raczymy się pysznościami :)

Ja, jako miłośnik burgerów, zdecydowałem się na burgera z grillowanym kurczakiem z serem niskotłuszczowym, suszonymi pomidorami i sałatą z sosem BBQ za 17 zł. Niestety już po przyjęciu zamówienia okazało się, że bułki do burgerów już się skończyły, ale mogę dostać dwa mniejsze burgerki z pieczywem od panini. Nie był to dla mnie żaden problem, a poza tym dzięki temu i ja i Maja mieliśmy po swoim burgerze i nie trzeba było się nim dzielić tak w połowie jedzenia ;) Maja natomiast wzięła pancakes białkowo-węglowodanowe z kremem czekoladowo-orzechowym i chudym twarożkiem waniliowym za 14 zł (4 placuszki).




Burgera oceniam bardzo na plus. Dobrze ugrillowane mięso, smaczne i chrupiące pieczywo (wierzę, że to burgerowe jest równie dobre co od panini), porządny ser i super sos BBQ. Gdybym nie miał do zjedzenia dwóch naleśników to bym może nawet i rozważył wzięcie jeszcze dwóch burgerów ;) Natomiast jeśli chodzi o pancakes to na pewno są robione z bardzo dobrego ciasta (brak grudek, smaczne) i nie były przypalone. Z dodatków mnie bardzie przypasował do nich twarożek, ale krem czekoladowo-orzechowy też był niczego sobie (choć wg mnie mógłby być bardziej słodki).

Tak! Problemem z kremem czekoladowym było to, że wyglądał jak nutella i mózg przyjmował za pewnik, że będzie słodko. A tu mózgowe rozczarowanie. Natomiast fajne było to, że w kremie wyraźnie występowały orzechy (po prostu w kawałkach). Przez rozczarowania kremowo-cukrowe stwierdzam, że również lepiej pasował mi twarożek. Same pancakesy były smaczne i miękkie :) Miały inną konsystencję niż te normalne, ale też były fajne. Natomiast Bartka kanapki były bardzo w porządku. Na pewno dobre na lunch albo obiad. Mięsko smaczne i niesuche, ser również dobry (jak na niskotłuszczowy). I bardzo przyjemny sos BBQ!

Polecamy i życzymy Chudemu Ciachu wszystkiego najlepszego z okazji 6 miesięcy działalności! :)

wtorek, 2 maja 2017

W związku z tym, że za jakiś czas planujemy dużą wyciecz, musieliśmy się zaszczepić. A, że szczepienia odbywały się w szpitalu Biegańskiego, musieliśmy wziąć wolne i na 9 rano pojechać na drugi koniec Łodzi. Po przeżyciach szczepiennych wykonaliśmy uroczy spacer po Piotrkowskiej zakończony... a no właśnie. Śniadaniem! Pierwszy raz byliśmy w porze śniadaniowej w centrum i dlatego musieliśmy któreś miejsce przetestować. Padło na Szyby Lustra znajdujące się przy ulicy Piłsudskiego 14.

Jak raz w życiu mieliśmy naprawdę okazję, tak normalnie w ciągu tygodnia, zajrzeć do jakiegoś lokalu na śniadanie :) Zazwyczaj takie rzeczy to my tylko możemy przeżyć w trakcie wakacyjnych urlopów, ale to trochę coś innego niż taka wizyta w ramach dni pracujących :) A czemu akurat „Szyby Lustra”? Bo od dawna już planowaliśmy tam zajrzeć, a każda dotychczasowa próba zobaczenia co mają do zaoferowania kończyła się naszą porażką z uwagi na brak wolnych stolików ;) Ale teraz, w godzinach przedpołudniowych w końcu się udało.


I tak Bartek zamówił Quesadillę Śniadaniową (tortilla, rwana wieprzowina, cheddar, kolendra, kukurydza, jalapeno, dressing Louisiana, guacamole, pasta pomidorowa) w cenie 29 zł, ponieważ wybrał zestaw "duży", a ja wybrałam Jajka Royale czyli jajka poszetowe, wędzonego łososia, sos holenderski, szpinak i pieczywo w cenie 20 zł.

Zacznę od mojego, bo to było coś absolutnie pięknego:



Na początek - przepyszny chleb pochodzacy z Montagu. Niezwykle chrupiący i pachnący. Dalej łosoś czyli pyszność sama w sobie. Szpinak - dobrze doprawiony, nie mdły. I jajko idealnie przygotowane, pięknie rozpływające się po daniu. sos holenderski tylko dopełniał całości. Rozpływałam się w każdym kęsie tego dania, a oprócz tego, że każdy komponent z siebie smakował dobrze - razem tworzyły niezwykłą i przepyszną całość. Zakochałam się i najchętniej jadłabym takie śniadanie codziennie. Dodam jeszcze, że była do tego podana sałatka, która również doprawiona była bardzo smacznym dressingiem. Co ważne, to nie była sałata rzucona na talerz i pokropiona z wierzchu jakimś sosem. Sałata została przygotowana i wymieszana z dressingiem tak, że było to danie, a nie suche liście na talerzu. Kolejny plus!

I tak też Maja rozpływała się nad swoim daniem, że mnie dostała się do spróbowania może ¼ zamiast zwyczajowej ½ porcji :P Jednak, tak między nami, to nawet się jej nie dziwię, bo faktycznie zaserwowane nam „Jajka Royal” byłe iście królewskie ;) Bardzo dobre pieczywo na początek, do tego rewelacyjnie przygotowane jajka i bardzo wyrazisty łosoś. Do tego super smakowe dodatki w postaci szpinaku i sałatka. Wszystko to tworzyło bardzo zgraną i pasującą do siebie kompozycję, smaki wspaniale się ze sobą mieszały. Na szczęście moje quesadille też były niczego sobie ;)


W obliczu pyszności mojego dania można by było pomyśleć, że quesadille były niedobre, a to totalna nieprawda. Były bardzo dobre! Dobrze przyprawione i pełne smaku. Ręcznie robione tortille! I mój hit czyli salsa pomidorowa. W zasadzie mogłabym zjeść cały słoik, a dodatkowo było to idealne wytchnienie przy pikantnych quesadillas.

Moje quesadillas były również ekstra, choć to zupełnie inna opcja śniadaniowa od tej, którą wzięła Maja ;) Smaczna torilla z fajnie chrupiącymi brzegami, bardzo wyraziste mięso wieprzowe, do tego kilka plasterków papryczki jalapeno (ale na szczęście nie wypalała podniebienia, dodawała tylko tej przyjemnej pikantności), trochę warzyw oraz guacamole i salsa pomidorowa. I oczywiście świeża kolendra! :D Wszystko to świetnie do siebie pasowało oraz smakowało i aż mi trochę szkoda było, że miałem tylko 4 kawałki na talerzu, bo spokojnie mógłbym zjeść jeszcze dwa… ;)

To była nasza pierwsza wizyta w Szybach i Lustrach, ale na pewno nie ostatnia. Bardzo nam smakowało i na pewno jeszcze przyjdziemy.

Przy czym kolejnym razem już nie na śniadanie, a na menu obiadowe :D

niedziela, 30 kwietnia 2017

Jeszcze z naszego pobytu w Warszawie - osławione Krowarzywa. Poszliśmy spróbować i zobaczyć jak to jest w jednej ze słynniejszych (chociaż z niewłaściwych powodów) restauracji wegańskiej w Warszawie.

Właśnie, tyle się człowiek w pewnym okresie zeszłego roku naczytał o „Krowarzywa”, że aż żal było nie zajrzeć jak już byliśmy w pobliżu ;)

Nie będę się rozwodzić na temat wystroju - jak zwykle płyta pilśniowa i nowoczesne dodatki. Ot. Nic zaskakującego.

Najważniejsze i tak było to, że znaleźliśmy dwa wolne krzesełka i mogliśmy na spokojnie zastanowić się nad tym, które burgery wybrać z menu :D

To co my tam wzięliśmy? Ja: Jaglanex czyli kasza jaglana, pestki dyni i słonecznika, kolendra i zioła w cenie 12,50, z ciemną bułką, wege majonezem i sosem pomidorowym. Bartek natomiast poszalał i wziął Tofex czyli wędzone, marynowane i pieczone plastry tofu, również z ciemną bułką i sosem koperkowym w cenie 16 zł. Niestety wszelkie dodatki (pieczone ziemniaki czy coleslaw) były dodatkowo płatne (dosyć sporo), więc zrezygnowaliśmy. Nasze jedzenie wyglądało jak poniżej:



Zacznijmy od tego, że przyzwyczaiłam się, że burgery są podawane w zestawach. Dlatego dopłaty mi nieco nie podpasowały. Co do jakości burgerów to były smaczne, ale! Bułka nie była porywająca, a mój "kotlet" był dosyć suchy. Ogólnie trochę "meh" i bez wyrazu. Bartkowe wędzone tofu było ciekawsze i smaczniejsze. Ale najlepsze.... były według mnie burgery w Łodzi, w Papuvege.

Tak, bułki to zdecydowanie wielki minus naszych burgerów. Były jakieś takie w ogóle nie przypieczone, no po prostu dwie przecięte bułki z farszem :) O wiele lepiej przedstawiały się dodatki, choć faktycznie w burgerze Mai zabrakło większej ilości sosu. Niestety kotlet z kaszy jaglanej tak wspaniale „wysuszał” całość, że bez popicia ciężko było to zjeść. Z kolei mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło wędzone tofu w moim burgerze. Zawsze ten składnik był takim bezsmakowym zapychaczem, a tu proszę, można go jednak podać z nutką jakiejś wyrazistości ;) Generalnie jednak zgadzam się z opinią Mai, że te burgery były ok, ale brakowało im do tych z łódzkiego „Papuvege”.

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Zanim pojedziemy na nowe wakacje to jeszcze troszkę poopowiadamy o gruzińskim jedzeniu :D

Eh... Tam było takie dobre jedzenie... :)

W naszej ulubionej restauracji w Tblisi (Tiflis) jedliśmy jeszcze inne gruzińskie specjały. Po pierwsze koniecznie musicie spróbować "Badrijani" czyli roladek z bakłażana z pastą z orzechów włoskich. Jest to świetna propozycja dla wegan i wegetarian. A oprócz tego smakuje bosko. Mogą wyglądać tak jak poniżej, albo pasta może być w środku.

Jedna z potraw, która zaskakuje swoim smakiem i prostotą. Bo w końcu mamy podsmażonego bakłażana, pastę z orzechów i trochę przypraw (czasem jeszcze całość posypana jest owocami granatu). Niby nic, a smakuje tak rewelacyjnie, że aż bezwiednie sięga się po kolejną roladkę. Jest to zdecydowanie coś czego trzeba koniecznie spróbować będąc w Gruzji.


W poprzedniej gruzińskiej notce opowiadaliśmy już o zupie kharczo. Ale potem poszliśmy dalej i tak zjedliśmy:
- cielęcinę Chashushuli, czyli taką w cebuli, czosnku, paście pomidorowej, z papryką i przyprawami gruzińskimi.


- oraz mój osobisty hit. W przewodnikach ta zupa (Chikhirtma) opisywana jest jako gruziński rosół. Ano bulion na kurczaku. Ale wtem dostajemy coś co wygląda tak jak poniżej:


Wygląda jak klasyczna ogórkowa. I smakuje... jak klasyczna ogórkowa. A czemu? Bo jest to rzeczywiście zupa na kurczaku, ale z koperkiem i z octem winnym. Ja wiem, że nie ma tu cienia ogórków kiszonych, ale konotacja w mózgu jest oczywista: kwaśne i z koperkiem = ogórkowa. Tak więc polecam. Zwłaszcza miłośnikom ogórkowej ;)

Ja nadal nie rozumiem tego przedziwnego zjawiska jakie zachodzi w garze z chirkhirtmą. To jest rosół z kurczaka. Rosół z dodatkiem kopru i octu winnego. A wygląda, pachnie i smakuje prawie jak ogórkowa. Przedziwna sprawa ;) Natomiast chashushuli jest super! Gęsta, wyrazista w smaku (oh, tyle tam przypraw!), z dużymi kawałkami mięsa (a przynajmniej nasza takie miała). Mmm...

Z Tblisi przenieśliśmy się do Kazbegi, oficjalnie nazywanego Stepancmindą (nikt tak na nie nie mówi :P). Tam spożyliśmy carskie chaczapuri czyli chaczapuri z niespotykaną ilością serów (w celach kronikarskich dodam, że jedliśmy je w Cozy Corner). Ser zdaje się jest tutaj aż w 4 postaciach. Ja czułam, że dostaję miażdżycy od każdego kęsa :P

Jedno jednak trzeba przyznać temu chaczapuri, jest ekstra jeśli jest się głodnym w górach. Od razu człowieka zyskuje taki zastrzyk energii, że aż chce się zdobywać szczyty ;)


Uwaga o Kazbegi jest taka - jedzenie w sklepach jest tam straszliwie drogie. No ze 2 razy tak jak w stolicy. A dlaczego? Bo wszystko trzeba tam dowieźć, a drogi w Gruzji są jakie są. Dlatego wieczorem, coby nie szukać, zupeczki chińsko-gruzińskie i piwo o przepięknej nazwie Żiguli :)

Niestety Kazbegi znajduje się już w tzw. Wielkim Kaukazie i generalnie nie prowadzi tam piękna i prosta droga. Dlatego też wszystko w sklepach jest droższe. No ale my dzielni podróżnicy nie z takimi rzeczami sobie dawaliśmy radę :P


Poniżej natomiast dowód naszego bezgranicznego poświęcenia dla bloga, a mianowicie suszony łosoś, dostępny w Kazbegi w przystępnej cenie. Pomyśleliśmy, trzeba spróbować!



Powiem tak i w cale nie będę przesadzać. To była jedna z najgorszych rzeczy, które miałam w ustach w życiu. Po jednym kęsie niemal straciłam z żołądka resztki śniadania. Nawet bezdomny pies nie chciał tego ruszyć.

Nawet ja dałem radę tylko jeden cały kawałek przeżuć i nie umrzeć ;) Przekąska tylko dla prawdziwych fanów i koneserów!

Po pobycie na lodowcu na 3 tysiącach metrów:


... byliśmy zmęczeni i było nam zimno. Na szczęście na szlaku znaleźliśmy Polaków, którzy nam poradzili abyśmy zajrzeli do... trudno powiedzieć jak się to miejsce nazywało. Ale powiemy jak tam dojść - jak jesteście na głównym placu w Kazbegi to musicie się rozejrzeć po centrum i znaleźć kawiarenkę do której wchodzi się po schodach na pierwsze piętro. Na dole zdaje się jest sklep. I tam zjedliśmy naszą ukochaną "ogórkową":


oraz chaczapuri, którego zdjęcie zjadła moja komórka. I jeszcze kupiliśmy pysznego wina na zapas :) (polecamy :)).

Z zimnego Kazbegi przenosimy się do słonecznego i upalnego Batumi. I zaczniemy od przestrogi. Nigdy, przenigdy nie jedzcie w dzielnicy turystycznej. Nigdy. Nawet jeśli zapragniecie pizzy. Bo potem dostaniecie taką pizzę, która smaku ma zdecydowanie wcale:


oraz obrzydliwy suchy makaron z odrobiną niesłonego sosu.


Nigdy więcej! Tylko tam gdzie jedzą lokalsi.

Najlepsza sprawa była z tym makaronem. Z racji tego, że byliśmy akurat w restauracji z innymi Polakami, poznanymi jeszcze w Kutaisi (potem trochę razem podróżowaliśmy i mijaliśmy się w kilku miejscach w Gruzji - pozdrawiamy ;) ), to zamówione zostały trzy wersje spaghetti - z owocami morza, neapolitana i carbonara. I tak dwa pierwsze były identyczne w smaku, oparte na tym samym sosie, tyle że do jednego dorzucono kilka skorupiaków i mięczaków morskich (ilość tych dodatków była w okolicach 8-10 sztuk), natomiast carbonara była po prostu bez smaku. No rewelacja po prostu...

Podczas naszego pobytu w Batumi upatrzyliśmy sobie jedną knajpkę, do której dzielnie zawsze wracaliśmy. Mieściła się dokładnie na trasie z naszego hotelu do centrum, a nazywa się Zakhar Zakharichi. Wyglądała jak większość knajp z jedzeniem gruzińskim, ale od razu widzieliśmy, że siedzi tam pełno Gruzinów więc postanowiliśmy spróbować. Już na początku okazało się, że obsługa jest bardzo przyjazna i pomocna i mówi po angielsku. Ale powiem szczerze, że czasem z nimi (Gruzinami) najlepiej po rosyjsku rozmawiać. Jakoś tak... naturalniej to wychodzi. Na początek wzięliśmy czebureka czyli pieróg z mięsem, serem i grzybami (tradycyjny w kuchni tatarskiej i mongolskiej)



oraz tradycyjnie khinkali w wersji "specjalność zakładu" z mięsem i ziołami.


Khinkali <3

Obydwa dania przekonały nas, że jedzenie można tu dostać pyszne i że w zasadzie nie musimy szukać innego miejsca do jedzenia. I dlatego ponowiliśmy wizytę by spróbować w Adżarii prawdziwego adżarskiego chaczapuri. Które wyglądało tak:


To danie pozostanie jednym z piękniejszych (w mojej ocenie) dań. Ciasto było pycha, jajko jak widzicie bardzo mało ścięte, ale nie szkodzi. Masełko... serek... Mniam. Mam wrażenie, że to chaczapuri było jeszcze lepsze niż te inne. Smakowało zupełnie naturalnie. Pewnie przez to, że to danie wywodzi się z tego regionu i po prostu jest lepiej tu wykonywane.

Tam w nosie to chaczapuri :P tam były pyszne khinkali (<3)!

Ciekawostką tej restauracji jest to, że można przez szybę oglądać jak kucharze tworzą swoje dania. Dzięki temu dowiedziałam się jakiej konsystencji musi być nadzienie do khinkali. Szkoda, że przez szybę nie idzie nauczyć się ich lepienia ;)

Konsystencja nadzienia do khinkali jest naprawdę fascynująca, gdyż przypominała bardziej dżem niż np. farsz do naszych pierogów!

A poniżej propozycja dla wegetarian z tej samej knajpki. Po lewej pkhali czyli warzywa z orzechami i pestkami granatu. Pysznie przyprawione, wyraziste w smaku i naprawdę pyszne (aż napisałam koleżance sms-a, że musi spróbować). Z prawej opcja specyficzna czyli nadugi, a dokładniej biały ser z miętą. Dla mnie połączenie bardzo dziwne, ale interesujące. Na pewno jest to ciekawa opcja w gorące dni, ponieważ mięta idealnie orzeźwia.

Przed nadugi trzeba soldinie wszystkich ostrzec, gdyż to jednak jest szok dla naszych kubków smakowych i mózgu. Takie połączenie nie jest naturalne i normalne dla naszych zmysłów ;) Ja przynajmniej wariowałem trochę przy każdym kęsie :P i potwierdzam to co napisała Maja, było to bardzo orzeźwiające danie :) Natomiast pkhali fajne przez pierwsze dwa-trzy kęsy, potem dla mnie było trochę za gorzkie (wszystko przez te orzechy), ale po kęsie nadugi znowu mogłem wrócić do pkhali :P



Na pożegnanie naszej ukochanej restauracji zamówiliśmy jeszcze tolmy, czyli gołąbki w liściach winogron i obowiązkowo khinkali. Mnie tolmy nie przypadły za bardzo do gustu. Liście winogron są dużo twardsze od liści kapusty i dlatego trzeba było trochę żuć. Khinkali jak zwykle pycha. No i to wino <3

Obowiązkowe khinkali było zamówione oczywiście przeze mnie, jakbyście się nie domyślili :P


No i jeden z hitów naszego wyjazdu. Dzięki autorce Krytyki Kulinarnej trafiliśmy na targ rybny. Jest on dosyć daleko od centrum i długo szliśmy w spiekocie, ale to co zastaliśmy było tego warte. Otóż targ z pięknymi rybami i skorupiakami. Część jeszcze żywa:


Wybór ryb i owoców morza przebogaty! Masz ochotę na raki - proszę tutaj są! Może jesiotr? Proszę, kilogram za tyle i tyle. Coś tam innego - o tutaj, proszę spojrzeć! :)

I tak nabyliśmy piękne raczki, których mieliśmy zamiar spróbować pierwszy raz w życiu. 


Dzięki KK wiedzieliśmy też, że zaraz obok jest restauracja w której podaje się zakupione ryby i oni przyrządzają. Do tego można zamówić tradycyjną sałatkę z ogórkiem i pomidorem i oczywiście obsługa pyta czy chcemy chleba, cytryny i sosu. 

To znaczy wchodzi się na teren tej restauracji, podchodzi do nas ktoś z obsługi i zabiera od nas siatkę z tym co kupiliśmy na targu obok. Nie ma dyskusji na temat jak ma być przyrządzone etc. Po prostu ryby trafiają w mąkę i na patelnie, a raki na wrzątek. Jedyne o co pytają klientów to czy chcą chleb oraz warzywa do tego co będzie przygotowane. 

I tak otrzymaliśmy coś takiego:





Raczki były pyszne. Słodziutkie i bardzo delikatne. Sos był nam w zasadzie niepotrzebny. Sałatka służyła za poczekajkę, bo trzeba Wam wiedzieć, że w restauracji były tłumy i jeszcze ludzie czekali aż wstaniemy, bo chcieli nasz stolik ;) A poniżej rachunek na pamiątkę. Nic nie kumam (:P), ale uwaga. Raczki same w sobie kosztowały nas zdaje się 17 lari. Przygotowanie 13 lari. Czyli. Za obiad składający się z najświeższych jak się da raków, dla dwóch osób zapłaciliśmy równowartość 45 zł. To się nazywa cena.


Raki były ekstra. Wprawdzie na początku mieliśmy duże problemy by je właściwie "otwierać", ale po trzech-czterech już się nabierało jako-takiej wprawy :) Mięso bardzo delikatne i wcale nie smakowało "tak jak kurczak" ;)

A jako batumski bonus dodam, że na plaży oprócz napojów i PIWA, od przechodzących handlarzy można również zakupić przepiękną, naturalną, gotowaną kukurydzę:


(w tle obrzydliwie kamienista plaża w Batumi ;))

Plaża obrzydliwa, ale chociaż kukurydza była spoko :D

poniedziałek, 20 marca 2017

To będzie chwilowo nasza ostatnia relacja z wizyty w Warszawie. Tym razem Parnik na Chmielnej. Trafiliśmy tam znów z polecenia Olgi. Parnik znajduje się w bezpośredniej okolicy Dworca Centralnego.

W pierwszej chwili, jak się nie wie gdzie szukać to trafienie do "Parnika" stanowi pewien problem, ale nie należy się poddawać ;)

Weszliśmy do lokalu i rzeczywiście wystrojem... nie ma co wspominać o wystroju. Już przy polecaniu Olga uprzedziła nas, że tu się je z plastików. No dobra. Zdzierżymy. Dopiero później uświadomiłam sobie, że w sumie to dobrze, że to tak wygląda - w Chinach jest dokładnie tak samo. Jadłodajnie mają dawać dobre jedzenie, a nie ładnie wyglądać. Oprócz tego... za stolnicą zobaczyliśmy panią Chinkę. A że była Chinką, a nie Wietnamką wiemy na pewno, bo Bartek zrozumiał część z tego co mówiła :)

Mam czasem głupie pomysły i jakiś czas temu zacząłem uczyć się języka chińskiego. Wprawdzie po tych kilku miesiącach nadal nie za wiele umiem, ale udało mi się wyłapać kilka słów i nawet jedno krótkie zdanie :D

Patrząc na menu postanowiłam, że trochę poszalejemy i tak zamówiliśmy:
1. pikantny ogórek z czosnkiem (7 zł)


2. pierożki z wieprzowiną i grzybami shitake (14 zł)


3. pierożki z wieprzowiną i krewetkami (14 zł)


a do tego mix kulek ryżowych z różnymi nadzieniami: słodki sezam, orzeszki, czerwona fasola (8 zł).



I to było pyszne. Pikantny ogórek wyrazisty w smaku i bardzo odświeżający. Mogłabym zjeść jego wielką michę i musiałam się mocno powstrzymać by nie zjeść całego przed pierożkami. Bartkowa wieprzowina z shitake sympatyczna i smaczna. Mięsko mięciutkie i soczyste. Natomiast moja wieprzowina z krewetkami słodkawa i delikatna. W sam raz. A słodycze? :) Myślę, że mogą być jednak dla wielu osób dosyć rozczarowujące, bo porcja jest mała, a kulki wcale nie są bardzo słodkie. Na pewno warto spróbować, bo takie desery rzeczywiście je się w Chinach, ale trzeba być też przygotowanym, że te smaki są zupełnie inne od polskich. Dla mnie - są dosyć mdławe, ale takie właśnie powinny być.

Tak, tym razem w pełni zaszaleliśmy i wzięliśmy pełen zestaw od przystawki aż po deser (a co, jak się jest w stolicy to można! :P) ;) I każda z zamówionych pozycji była bardzo dobra. Przystawkowe ogórki były chrupiące i przyjemnie ostre (ale nie za bardzo, więc spokojnie). Pierożki z kolei miały bardzo smaczny farsz i dobrze było czuć nie tylko wieprzowinę, ale również dodatki w postaci grzybów shitake bądź krewetek. I naprawdę trudno byłoby mi powiedzieć, które z nich mi bardziej przypasowały, obydwie wersje był niezłe :) Natomiast deser był... specyficzny. Po pierwsze podanie ryżowych kulek w ciepłej wodzie było dal nas sporym zaskoczeniem, następnie trochę zabawy mieliśmy aby je wyłowić pałeczkami (są śliskie i miękkie). Za to jak już się udało je upolować to okazywało się, że smakowo są całkiem sympatyczne, ale takie na wskroś chińskie (o czym zresztą Maja powyżej już napisała) :)

Polecamy Parnik w całej rozciągłości :)

Etykiety

restauracja (110) Łódź (101) kurczak (45) gotowanie (37) frytki (33) pizza (30) sos (22) hamburger (19) zamknięte (17) makaron (16) pizzeria (15) sałatka (15) ser (14) Festiwal Dobrego Smaku (13) Okrasa (13) FDS (12) Pascal (11) Poznań (11) ciasto (11) pieczone ziemniaki (11) boczek (10) piwo (10) ryż (10) burger (9) naleśniki (9) surówka (9) szpinak (9) cukinia (8) fastfood (8) kawa (8) łosoś (8) McDonald (7) Warszawa (7) kebab (7) sałata (7) schab (7) szynka (7) warzywa (7) zapiekanka (7) śniadanie (7) Paryż (6) ananas (6) chiny (6) czosnek (6) kaczka (6) kukurydza (6) obiad (6) pierogi (6) polędwiczka (6) ziemniaki (6) śmietana (6) Camembert (5) Gejsza Sushi (5) bakłażan (5) bar (5) cola (5) cukiernia (5) cytryna (5) gorgonzola (5) krewetki (5) kuchnia amerykańska (5) lody (5) naleśnik (5) oliwki (5) pomidor (5) spaghetti (5) stek (5) tarta (5) wieprzowina (5) wino (5) Babkarnia (4) House of Sushi (4) Katowice (4) Off Piotrkowska (4) Senoritas (4) USA (4) babeczki (4) baklawa (4) banan (4) cebula (4) czekolada (4) festiwal (4) grill (4) herbata (4) imbir (4) kanapka (4) kompot (4) lemoniada (4) lunch (4) marchewka (4) orzechy (4) papryka (4) pasta (4) pesto (4) pierogarnia (4) pierożki (4) pita (4) puree (4) risotto (4) ser kozi (4) ser pleśniowy (4) sernik (4) tortilla (4) wołowina (4) 2016 (3) Francja (3) Kielce (3) La Strada (3) Lidl (3) Lili (3) Manufaktura (3) Mebloteka Yellow (3) Pozytyvka (3) Spektakl (3) Wrocław (3) Zbożowa (3) arbuz (3) ayran (3) bistro (3) burek (3) cevapcici (3) curry (3) fasola (3) gruszka (3) gęś (3) hot-dog (3) indyk (3) jajko (3) kiełbasa (3) kuchnia włoska (3) miód (3) nachos (3) naleśnikarnia (3) owoce morza (3) placki ziemniaczane (3) placuszki (3) pomidorki (3) por (3) przystawka (3) pączek (3) quesadillas (3) rewizyta (3) salami (3) streetfood (3) truskawki (3) warsztaty (3) wegetariańskie (3) zapiekarnia (3) zupa (3) żurawina (3) Affogato (2) Albania (2) All Star Klubokawiarnia (2) American Bull (2) Awangarda (2) Before Food Market (2) Berlin (2) Breadnia (2) Brzeg (2) Bułgarska (2) Chude Ciacho (2) DalekoBlisko (2) Foto Cafe 102 (2) Galicja (2) Gorditas de nata (2) Gruzja (2) Jaffa (2) Kraków (2) Lavash (2) Montenegro (2) Poddębice (2) Restauracja Polska (2) Spółdzielnia (2) Sushi Zielony Chrzan (2) Szkoła Gotowania (2) Szwalnia Smaków (2) Tubajka (2) Turcja (2) Uniejów (2) Zieliński i Syn (2) Złoty Imbir (2) baozi (2) bar mleczny (2) baranina (2) bataty (2) boczniak (2) bolognese (2) bułki (2) carbonara (2) chaczapuri (2) chałwa (2) cheeseburger (2) chłodnik (2) ciastko (2) ciecierzyca (2) coleslaw (2) creme brulee (2) cukier (2) cynamon (2) drink (2) dubaj (2) flaki (2) galaretka (2) golonka (2) grzyby (2) guacamole (2) gzik (2) hummus (2) jabłko (2) jagnięcina (2) kalmary (2) kapusta (2) kapusta zasmażana (2) karkówka (2) karmel (2) kasza jaglana (2) khinkali (2) kiełbaski (2) kluski (2) kokos (2) konfitura z cebuli (2) kopytka (2) kotlet (2) kozi ser (2) krab (2) kryształowa (2) królik (2) kurki (2) lasagna (2) limonka (2) lotos (2) maliny (2) mamałyga (2) marynata (2) małże (2) melon (2) musaka (2) ogórek kiszony (2) oliwa (2) oliwka (2) orzeszki (2) owoce (2) papryczki (2) papryka faszerowana (2) parówka (2) pierogi na słodko (2) pierogi wytrawne (2) pistacje (2) placek (2) placek po węgiersku (2) polędwiczki (2) pomarańcza (2) przegrzebki (2) przekąska (2) przyprawy (2) pstrąg (2) ptyś (2) rozmaryn (2) rukola (2) samolot (2) seler (2) sezam (2) soczewica (2) sos BBQ (2) sos czosnkowy (2) sos pieprzowy (2) sushi (2) szczypiorek (2) słony karmel (2) tagliatelle (2) tatar (2) tuńczyk (2) twaróg (2) tymianek (2) zupa rybna (2) śliwka (2) żeberka (2) 2017 (1) 5ty Smak (1) Ala Turka (1) Ali Baba (1) Amarant (1) Ambrozja (1) Amelia (1) Amorino (1) Atelier Amaro (1) Bangkok lody tajskie (1) Bar-a-boo (1) Bavaria czy Tyrol (1) Belgian Fries (1) Berthillon (1) Big Betty (1) Bistro Williamsburg (1) BurGr (1) Burger Love (1) Bułgaria (1) Byk Burger (1) Cafe Antykwariat (1) Cafe Bar Poczekalnia (1) Cesky Film (1) Chorwacja (1) Chytra baba z Radomia (1) Columbus Coffee (1) Corn dog (1) Cukiernia Sowa (1) Cukiernia Wasiakowie (1) Czarna Owca (1) Czarnogóra (1) Da Grasso (1) DaAntonio (1) DaVella per Amici (1) Deli (1) Delicatessen (1) Deseo Tapas Bar (1) Dolce salato (1) Dolny Rynek (1) Dom Pielgrzyma (1) El Toro (1) Empatia (1) Fabryka Krawatów Bistro (1) Fabryka babeczek (1) Filharmonia Smaku (1) Food Market (1) Foodie (1) Four Color (1) Funnel cake fries (1) Godjo (1) GoodFood (1) Gordon Ramsay (1) Gorąca Kiełbasiarnia (1) Hand'n'roll (1) Heisser Wolf (1) In centro (1) Insekt (1) Internet (1) Irish Pub (1) Istambuł & Tajmahal (1) Italica (1) Jerry's Burger (1) Już wróciłem (1) KFC (1) Kalisz (1) Kamari (1) Karuzela Cafe (1) Klub 97 (1) Kluska Polska (1) Kombinat (1) Krochmal (1) Krowarzywa (1) Kuchnia Polska (1) L'Elephant d'Argent (1) La Vende Bistro (1) Lajkonik (1) Las Vegas (1) Le Grand Phenicien (1) Le Souk (1) Leniwy weekend (1) Lodziarnia Kolorowa (1) Lokal (1) Lukullus (1) Luncheria (1) MEG MU (1) Macedonia (1) Magia Karmelu (1) Malinowa (1) Manana (1) Marcello (1) Mare e Monti (1) Mañana Tex-Mex Bar (1) Mała Litera (1) Meksyk (1) Metis (1) Mexican (1) Mięso & Bułka Habas (1) Montag (1) Motywy (1) Na Górze (1) Nekko Sushi (1) Niebostan (1) Niemcy (1) North Fish (1) O'maki Paris (1) Olimpijska (1) Otwarte drzwi (1) Pacyfik (1) Palce Lizać (1) Paleta Bieli (1) Pani Cupcake (1) Papuvege (1) Parnik na Chmielnej (1) Pierogarnia Cynamon (1) Pijalnia Czekolady (1) Piotrków Trybunalski (1) Piwnica łódzka (1) PizzaPortal (1) Poczdam (1) Polakowski (1) Przedwojenna (1) Ratuszowa (1) Restauracja Przerwa (1) Restauracja Reymont (1) Restauracja u Kretschmera (1) Restauracja św. Józefa (1) Retkinia (1) Revelo (1) Rumunia (1) Scenografia (1) Sendai Sushi (1) Senija (1) Ser Lanselot (1) Servantka (1) Sezon (1) Señoritas (1) Si Senor (1) Si Señor (1) Sieradz (1) Skierniewice (1) Sklep z goframi (1) Skład Wina & Chleba (1) Sofa (1) Sofa cafe & lunch (1) Spała (1) Stretch Island Fruit Strips (1) Suzette (1) Sułtan Grill (1) Sylvio Italiano (1) Syria (1) Szadek (1) Szklarnia (1) Sznycelek (1) Szyby Lustra (1) Słodka Pracownia Cukiernia Artystyczna (1) Tasty Kebab (1) TelePizza (1) Teremok (1) The Dorsz (1) Titi (1) Tivioli (1) ToDoJutra (1) Toskania (1) Tradycyjna Pączkarnia Słowik (1) Tulipan (1) U Ziuty (1) Uniejowski Festiwal Smaku (1) VINDA (1) Vapiano (1) Veranda (1) Vita (1) Walter's Coffee Roastery (1) Wendy's (1) Western Chicken (1) Włochy (1) Włoszczyzna (1) Zapieckanka (1) Zapiekarnia & Plackarnia (1) Zaraz Wracam (1) Zielona (1) Zjadliwości (1) Zosia (1) Złote Jabłko (1) Złoty Osioł (1) ajvar (1) amuse-bouche (1) angus (1) antrykot (1) ato ramen (1) badrijani (1) bajgla (1) banany (1) barbata (1) bazylia (1) białe wino (1) bita śmietana (1) blanszowane warzywa (1) bliny (1) borówki (1) brokuły (1) brownie (1) brukselka (1) budka (1) bulion (1) bulion z kaczki (1) buraki (1) burrito (1) cajun (1) chashushuli (1) chikhirtma (1) chili con carne (1) chilli (1) chipotle (1) chipsy (1) chińczyk (1) chińskie (1) chleb (1) chleb ze smalcem (1) churros (1) ciasteczka (1) ciasto drożdżowe (1) ciasto francuskie (1) ciasto królów (1) ciasto marchewkowe (1) ciorba (1) club sandwich (1) creme caramel (1) croissant (1) cukierki (1) currywurst (1) cydr (1) cykoria (1) czarna porzeczka (1) czarnuszka (1) czeburek (1) czereśnie (1) czerwona cebula (1) czerwona fasola (1) czerwony pieprz (1) daktyle (1) de volaille (1) deser z kremem (1) dim sum (1) dip (1) dorsz (1) dressing (1) dym (1) dynia (1) dziczyzna (1) enchiladas (1) espresso (1) falafel (1) farsz (1) fasolka (1) faszerowanie (1) filet (1) film (1) fisker (1) focaccia (1) foul (1) frutti di mare (1) fusion (1) galettes des rois (1) gnocchi (1) gofry (1) gotuj i chudnij (1) gołąbek (1) gołębie (1) goździki (1) gramofon (1) granola (1) grillowane warzywa (1) grillowany kurczak (1) grissini (1) groch (1) groupon (1) grzanki z serem (1) grzybki (1) guciołki (1) gulasz (1) gęsina (1) hamsi (1) hawajska (1) hinduskie chlebki (1) hinkali (1) ikea (1) ikra (1) imperial (1) jabłko w cieście (1) jagody (1) jajko confit (1) jajko poszetowe (1) jajko przepiórcze (1) jajko sadzone (1) jalapeno (1) jasne (1) jałowiec (1) jogurt (1) kakao (1) kalarepa (1) kanapka klubowa (1) kangur (1) kapusta pekińska (1) karczek (1) karpatka (1) kasza (1) kasza bulgur (1) kasza gryczana (1) kaszanka (1) kawiarnia (1) kałamarnice (1) kebap (1) kharcho (1) khoubz (1) kiełki (1) kinder bueno (1) kindziuk (1) kino (1) kiszona kapusta (1) kiwi (1) klopsiki (1) knedle (1) koktajl (1) kolendra (1) korniszon (1) kotlet szwajcarski (1) kotlet z ciecierzycy (1) kotlety selerowe (1) kowal (1) krem (1) krem budyniowy (1) krem czekoladowo-orzechowy (1) krem z buraczków (1) krem z buraków (1) krem z pomidorów (1) książka (1) kuchnia afrykańska (1) kuchnia bałkańska (1) kuchnia brytyjska (1) kuchnia chińska (1) kuchnia czeska (1) kuchnia hiszpańska (1) kuchnia marokańska (1) kuchnia meksykańska (1) kuchnia molekularna (1) kuchnia rosyjska (1) kuchnia tajska (1) kuchnia wietnamska (1) kuchnia łódzka (1) kulki ryżowe (1) kurczak teryaki (1) kurczak w bekonie (1) kuskus (1) kwas chlebowy (1) kwestia smaku (1) kwiaty cukinii (1) larwy (1) latte (1) leberkase (1) lepinje (1) liść laurowy (1) lody pistacjowe (1) lody tajskie (1) lody waniliowe (1) lodziarnia (1) lokum (1) lukier (1) lumaconi (1) majonez (1) mak (1) makaron czekoladowy (1) makaron naleśnikowy (1) makaroniki (1) maki (1) makrela (1) mango (1) masa kajmakowa (1) mascarpone (1) masło kminkowe (1) masło orzechowe (1) maślaki (1) mezze (1) miecznik (1) migdał (1) migdały (1) mintaj (1) miruna (1) mięso (1) morela (1) moro (1) mrożona kawa (1) mrówki (1) mucha (1) murzynek (1) musztarda (1) mydło (1) myway (1) mózg (1) mątwy (1) naan (1) nadugi (1) naleśnik czekoladowy (1) nuggetsy (1) ocet (1) ogórek (1) ogórek małosolny (1) ojukhari (1) okra (1) olej (1) oranżada (1) orecchioni (1) oscypek (1) otwarcie (1) ozorki (1) ośmiornica (1) ośmiorniczki (1) pan.puh (1) pancake (1) panna cotta (1) papa-lolo (1) pappardelle (1) pascha (1) pasta oliwkowa (1) pastet (1) pastrami (1) patisony (1) pałeczki (1) pekin (1) pestki dyni (1) pesto bazyliowe (1) philly cheese steak (1) pieczarki (1) pieczywo (1) piekarnia (1) pielmieni (1) pierogi drożdżowe (1) pierogi polskie (1) pierogi ruskie (1) pierogi szwabskie (1) pierogi z jagodami (1) pierogi z kurkami (1) pierogi z serem (1) pikantny ogórek (1) pingyao (1) pkhali (1) placki z batatów (1) placki z cukinii (1) plackolandia (1) platany (1) plendze (1) pljeskavica (1) poliki wołowe (1) polędwica wieprzowa (1) pomidory (1) pop tarts (1) prażona cebula (1) precle (1) prosecco (1) ptyś karmelowy (1) puszka (1) pączkarnia (1) pęczak (1) płatki kukurydziane (1) quiche (1) raki (1) ramen (1) regionalne (1) restrauracja (1) ristorante (1) robaki (1) rodzynki (1) rogal (1) rogal świętomarciński (1) rostbef (1) roszponka (1) rosół (1) ryb (1) ryba (1) ryby (1) rzodkiewka (1) róża (1) safari (1) sardele (1) sardynka (1) schitzel (1) ser lazur (1) ser pecorino (1) sernik Grand Marnier (1) shake (1) shitake (1) sieja (1) siela (1) siesta (1) skrzydełko (1) smażone mięso (1) smażony ser (1) snickers (1) sok (1) sok pomidorowy (1) solanka (1) solianka (1) sos aioli (1) sos beszamelowy (1) sos borowikowy (1) sos chrzanowy (1) sos kurkowy (1) sos miodowo-musztardowy (1) sos mole poblano (1) sos musztardowy (1) sos pomidorowy (1) sos śmietanowo-ziołowy (1) spezi (1) spiralki (1) stir fry (1) suflet dyniowy (1) suflet pistacjowy (1) suszony pomidor (1) suszony łosoś (1) szarlotka (1) szerbet (1) szprycer (1) szybko (1) szynka parmeńska (1) słodko (1) słonecznik (1) tacos (1) tagliatelle z kurczakiem (1) tagliatelle z polędwiczką wieprzową (1) tahini (1) taishan (1) tempura (1) tiramisu (1) tolma (1) torcik czekoladowy (1) tragedia (1) tsingtao (1) tulumba (1) twarożek waniliowy (1) tłuszcz (1) udko (1) vege (1) walka (1) wege (1) wiener (1) winegret (1) wiśnie (1) woda mineralna (1) wrap (1) wspólny stół (1) wywar (1) wódka (1) wątróbka (1) wędlina (1) wędzone tofu (1) węgorz (1) yanjing beer (1) zaParowani (1) zapiexy (1) ziele angielskie (1) zimno (1) zioła prowansalskie (1) zupa cebulowa (1) zupa krem (1) zupa węgierska (1) zupa z cieciorki (1) zupka chińska (1) złoto (1) ćevapčići (1) Łowicka (1) Łowicz (1) Łódzkie Burgery (1) łopatka (1) śledź (1) ślimak (1) śliwki (1) św. Marcin (1) świerszcze (1) żurek (1)