Pokazywanie postów oznaczonych etykietą burger. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą burger. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 września 2017

Leniwe, wakacyjne i ciepłe weekendy takie są, że nie zawsze ma się ochotę i/lub motywację do zrobienia czegokolwiek. Najchętniej to człowiek by się ulokował w jakimś parku i siedział na trawie czytając książki i nie przejmując się niczym, a już tym bardziej takimi sprawami jak gotowanie obiadu. My raz też mieliśmy takie sobotnie popołudnie gdzie absolutnie nie mieliśmy weny do szykowania obiadu. Dodatkowo byliśmy po prawie 6-kilometrowym biegu, który odbył się w parku 3 Maja, więc tym bardziej nam się nie chciało stać w kuchni nad garnkami. I tak zrodził się pomysł aby zajrzeć do niedawno otwartej na Radiostacji knajpki o nazwie "Radiowa Bistro".

Knajpka znajduje się w pobliżu Radiostacji i jest chyba jedynym lokalem w tamtej okolicy. Musieliśmy spróbować co ma do zaoferowania.

Tak lokal wygląda wewnątrz. Jest całkiem sympatycznie, sporo stolików, całkiem miłe wnętrze (no może krzesełka mogłyby być inne...). :)

Oraz mogłaby być jakaś wentylacja ;) Musieliśmy robić przeciąg by wzbudzić jakiś ruch powietrza :)



Rzut oka na menu ;)


W końcu, po długiej dyskusji i dokładnym studiowaniu powyższego menu wybraliśmy makaron putenesca (pomidory, anchois, kapary, pepperoncino, oliwki) oraz burgera "kozi ser" (wołowina, pieczony burak, rucola, konfitura z czerwonej cebuli). Całość kosztowała nas 46 złotych. Do burgera musieliśmy podać jaki chcemy sos. Wybraliśmy czosnek pieczony + jogurt migdałowy.



Zacznę od mojego burgera. Zdecydowanie był bardzo... nierówny jeśli chodzi o wykonanie. Miał naprawdę fajne dodatki w postaci super smacznego sosu bbq, chrupiącego buraka, fajnej w smaku konfitury z czerwonej cebuli, wyrazistego koziego sera i dobrze opieczonej bułki. Ale niestety mięso było zdecydowanie niedoprawione, nie wyczuwało się absolutnie niczego poza smakiem samego mięsa, żadnej soli, pieprzu, czegokolwiek. Do tego, mimo wyraźnego poproszenia o średnie wysmażenie (i co należy podkreślić zostałem o to zapytany przy składaniu zamówienia, nie była to moja inicjatywa by wskazywać poziom wysmażenia), dostałem mocno wysmażone mięso. Jeśli zaś chodzi o ziemniaki i sos do nich to były ok - dobrze usmażone, chrupkie na brzegach, sos pasujący smakowo do nich.

Popieram zdanie Bartka. Mięso było totalnie nijakie. Za mocno wysmażone oraz to całkiem bez smaku i wyrazu. Pozostałe dodatki były bardzo smaczne. Burak z kozim serem pasował idealnie i to na pewno na duży plus. Ziemniaki... no jak to ziemniaki. Z sosem smaczne. Czyli smakowo poza mięsem było naprawdę nieźle.

Jeżeli zaś chodzi o makaron to dałbym mu 3+. O ile sama porcja była całkiem spora to niestety zabrakło w niej smaku. Niestety dominował smak pomidorowy, praktycznie nie było można wyczuć anchois (zresztą były ich ze 4-5 kawałeczków na całe danie). Podobnie z kaparami i pepperoncino, które były w tym daniu, ale poczuć je można było wyłącznie przy szczęśliwym natrafieniu na nie. Spodziewaliśmy się, że całość będzie dzięki tym składnikom będzie nie zwykłym spaghetti neapolitano, ale czymś bardziej wyrazistym w smaku. Niestety było ich za mało aby tak się stało. Pochwalić natomiast należy za makaron, który na 99% był robiony na miejscu i nie był kupny.

Makaron był rzeczywiście z pewnością robiony na miejscu. Czy smakował mi aż tak bardzo to nie wiem. To co wiem, to to, że sos był... pomidorowy i to w zasadzie wszystko co mogę o nim powiedzieć. A nie! Jeszcze to, że smutne jest kiedy stwierdzam, że z całego sosu najlepsze są oliwki. W sosie nie były wyczuwalne ani anchois ani kapary ani nic poza pomidorami. Naprawdę szkoda.

Bistro "Radiowa" to miejsce z potencjałem, mają całkiem fajne dania i stosunkowo niewygórowane ceny, gdyby jeszcze te smaki były bardziej wyraziste...

No według mnie ceny są... no... nieporywające. Radiowa ma naprawdę niezły pomysł na siebie. A kucharz ma dobry pomysł na smaki. Tylko poprosiłabym to wszystko doprawić :)

sobota, 29 lipca 2017

"Jestem głodny" powiedział Bartek, kiedy wracaliśmy sobie z mojej próby chóru na Retkini. Co by tu... no chińczyk jest, no obiady domowe są... (tak gotować mi się nie chce)... ale zaraz. Jest pizzeria, gdzie dają też burgery. Czyli Pizzeria Retka. Lokal maleńki, nieco na uboczu, ale nieźle rozreklamowany na osiedlu. Wystrój dosyć niespójny i niezbyt ciekawy, bo taki jaśniutki jak do jadłodajni, a nie do pizzerii czy burgerowni, ale w oczy nie bolał.

To prawda "Retka" nie znajduje się nigdzie przy głównych ulicach na Retkini, tylko jest nieco w głębi osiedla, niedaleko Pałacu Młodzieży. Gdyby nie duże logo lokalu i banery zachęcające do wizyty to budynek "Retki" spokojnie można by uznać za jakiś niewielki sklep warzywny :) 

No i co tu wziąć... pizza trochę odpadła, bo menu burgerowe bardzo bogate.

Pizza odpadła dzięki mnie, bo jak zobaczyłem, że są w menu burgery to już wiedziałem, iż takiej okazji nie przepuszczę. Dla Mai zaś cała pizza to trochę za dużo... 



W końcu wybraliśmy... czarnucha (na buraczkowej bułce, bo czarnej zabrakło), z sosem miodowo-musztardowym oraz frytkami z batatów oraz kozaka z sosem barbecue.



Po pierwsze, burgery były ogromne. Trudno się je jadło i dlatego tym razem się nie dzieliliśmy. Mój czarnuch był przepyszny. Mniam sos, super wkład do bułki, a i bułka ciekawa. Ale cudownością mojego zestawu były frytki. MOGŁABYM ZJEŚĆ ICH WIADRO. Pyszne, słono-słodkie. Warte tych 10 zł. I spoko ketchup. Nie zapytano nas o sposób wysmażenia burgerów, ale już przywykłam, że od tego się w Polsce odeszło.

Burgery były przeogromne, nawet w mojej skali. Po raz pierwszy miałem realny problem jak właściwie zabrać się do jedzenia, bo mój wypracowany i zwyczajowy burgerowy "chwyt" zupełnie tutaj się nie sprawdzał. Trudno, trzeba było chwycić za nóż i widelec i jakoś w ten sposób z nimi zawalczyć. Natomiast co do smaku samych burgerów oraz wchodzących w ich skład elementów to wszystko należy ocenić na wielkiego plusa. Solidne kawałki mięsa, które było dobrze usmażone i przyprawione, chrupiące bułki, dużo warzyw, nieźle zrobione jajko sadzone (choć odrobinkę jednak za długo trzymane na patelni, bo nie do końca się rozlało po rozcięciu), świetne usmażony boczek, wyraziste i smaczne sosy. Do tego jeszcze te rewelacyjne frytki z batatów, które Maja wzięła... Pyszne!

Poniżej publikujemy drugą stronę menu Retki, a czemu? Bo marzy nam się wizyta na Chrupacka. Gdyby nie to, że się tak nażarliśmy burgerami, zamówilibyśmy to. Po samym opisie nadal ślinka mi cieknie.


Polecamy Retkę. Na Retkini to jedno z ciekawszych miejsc z jedzeniem (gdy nie bawi już chińczyk i obiady domowe). Ciekawe jaką mają pizzę.

Warto poszukać na Retkini "Retki", wejść trochę wgłąb osiedla by odnaleźć naprawdę solidne burgery :)

EDIT: Właśnie w lokalu urzęduje p. Gessler. Zmieni się. Nie wiemy czy na lepsze, ale się zmieni.

sobota, 3 czerwca 2017

Jakiś czas temu mieliśmy przyjemność zajrzeć do "Chudego Ciacha" i popróbowaliśmy tamtejszych słodkości (notka tutaj). Wizyta nam bardzo smakowała, więc postanowiliśmy, że musimy tam jeszcze wrócić, by sprawdzić, czy bardziej wytrawne "obiadowe" pozycje z menu są równie dobre, co ciasta i granola ;) I w końcu, po tygodniach planowania, udało się!

Zacznijmy od tego, że w Chudym Ciachu bywamy stosunkowo często. Ostatecznie jest to jedyne? jedno z nielicznych miejsc gdzie można zjeść odtłuszczone i odcukrzone słodycze. Dlatego rzeczywiście często raczymy się pysznościami :)

Ja, jako miłośnik burgerów, zdecydowałem się na burgera z grillowanym kurczakiem z serem niskotłuszczowym, suszonymi pomidorami i sałatą z sosem BBQ za 17 zł. Niestety już po przyjęciu zamówienia okazało się, że bułki do burgerów już się skończyły, ale mogę dostać dwa mniejsze burgerki z pieczywem od panini. Nie był to dla mnie żaden problem, a poza tym dzięki temu i ja i Maja mieliśmy po swoim burgerze i nie trzeba było się nim dzielić tak w połowie jedzenia ;) Maja natomiast wzięła pancakes białkowo-węglowodanowe z kremem czekoladowo-orzechowym i chudym twarożkiem waniliowym za 14 zł (4 placuszki).




Burgera oceniam bardzo na plus. Dobrze ugrillowane mięso, smaczne i chrupiące pieczywo (wierzę, że to burgerowe jest równie dobre co od panini), porządny ser i super sos BBQ. Gdybym nie miał do zjedzenia dwóch naleśników to bym może nawet i rozważył wzięcie jeszcze dwóch burgerów ;) Natomiast jeśli chodzi o pancakes to na pewno są robione z bardzo dobrego ciasta (brak grudek, smaczne) i nie były przypalone. Z dodatków mnie bardzie przypasował do nich twarożek, ale krem czekoladowo-orzechowy też był niczego sobie (choć wg mnie mógłby być bardziej słodki).

Tak! Problemem z kremem czekoladowym było to, że wyglądał jak nutella i mózg przyjmował za pewnik, że będzie słodko. A tu mózgowe rozczarowanie. Natomiast fajne było to, że w kremie wyraźnie występowały orzechy (po prostu w kawałkach). Przez rozczarowania kremowo-cukrowe stwierdzam, że również lepiej pasował mi twarożek. Same pancakesy były smaczne i miękkie :) Miały inną konsystencję niż te normalne, ale też były fajne. Natomiast Bartka kanapki były bardzo w porządku. Na pewno dobre na lunch albo obiad. Mięsko smaczne i niesuche, ser również dobry (jak na niskotłuszczowy). I bardzo przyjemny sos BBQ!

Polecamy i życzymy Chudemu Ciachu wszystkiego najlepszego z okazji 6 miesięcy działalności! :)

niedziela, 30 kwietnia 2017

Jeszcze z naszego pobytu w Warszawie - osławione Krowarzywa. Poszliśmy spróbować i zobaczyć jak to jest w jednej ze słynniejszych (chociaż z niewłaściwych powodów) restauracji wegańskiej w Warszawie.

Właśnie, tyle się człowiek w pewnym okresie zeszłego roku naczytał o „Krowarzywa”, że aż żal było nie zajrzeć jak już byliśmy w pobliżu ;)

Nie będę się rozwodzić na temat wystroju - jak zwykle płyta pilśniowa i nowoczesne dodatki. Ot. Nic zaskakującego.

Najważniejsze i tak było to, że znaleźliśmy dwa wolne krzesełka i mogliśmy na spokojnie zastanowić się nad tym, które burgery wybrać z menu :D

To co my tam wzięliśmy? Ja: Jaglanex czyli kasza jaglana, pestki dyni i słonecznika, kolendra i zioła w cenie 12,50, z ciemną bułką, wege majonezem i sosem pomidorowym. Bartek natomiast poszalał i wziął Tofex czyli wędzone, marynowane i pieczone plastry tofu, również z ciemną bułką i sosem koperkowym w cenie 16 zł. Niestety wszelkie dodatki (pieczone ziemniaki czy coleslaw) były dodatkowo płatne (dosyć sporo), więc zrezygnowaliśmy. Nasze jedzenie wyglądało jak poniżej:



Zacznijmy od tego, że przyzwyczaiłam się, że burgery są podawane w zestawach. Dlatego dopłaty mi nieco nie podpasowały. Co do jakości burgerów to były smaczne, ale! Bułka nie była porywająca, a mój "kotlet" był dosyć suchy. Ogólnie trochę "meh" i bez wyrazu. Bartkowe wędzone tofu było ciekawsze i smaczniejsze. Ale najlepsze.... były według mnie burgery w Łodzi, w Papuvege.

Tak, bułki to zdecydowanie wielki minus naszych burgerów. Były jakieś takie w ogóle nie przypieczone, no po prostu dwie przecięte bułki z farszem :) O wiele lepiej przedstawiały się dodatki, choć faktycznie w burgerze Mai zabrakło większej ilości sosu. Niestety kotlet z kaszy jaglanej tak wspaniale „wysuszał” całość, że bez popicia ciężko było to zjeść. Z kolei mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło wędzone tofu w moim burgerze. Zawsze ten składnik był takim bezsmakowym zapychaczem, a tu proszę, można go jednak podać z nutką jakiejś wyrazistości ;) Generalnie jednak zgadzam się z opinią Mai, że te burgery były ok, ale brakowało im do tych z łódzkiego „Papuvege”.

czwartek, 16 marca 2017

Przy okazji jeden z ostatnich notek wspomnieliśmy, że chcieliśmy zajrzeć do „Papuvege” przy ul. Sienkiewicza 15. Wtedy nam się wprawdzie nie udało bo mieli akurat zamknięte i ostatecznie skończyliśmy w innym lokalu, ale przy drugim podejściu już mieliśmy więcej szczęścia i „Papuvege” było otwarte i gotowe do przyjęcia naszego zamówienia ;) No może „gotowe” to nie do końca prawda, bo jak weszliśmy do ich lokaliku to utknęliśmy wśród wcześniejszych klientów, którzy albo jedli, albo odbierali zamówienie albo starali się je złożyć. 

„Papuvege” to bardzo niewielkie powierzchniowo miejsce i mieści się tam maksymalnie 6-8 osób. Być może wciśnie się na siłę 10, ale wtedy to już nikt nie będzie mógł się ruszyć ;) Na szczęście po chwili ktoś wyszedł i udało nam się dotrzeć do lady. Po szybkim obejrzeniu rozpisanego na jednej ze ścian menu zdecydowaliśmy się na burgery: włoski (kotlet z ciecierzycy i szpinaku, grillowana cukinia, cebula, oliwki, pomidor, rukola, sałata i sos włoski za 16 zł) oraz „meksykański” (kotlet z czerwonej fasoli i kukurydzy, jalapeno, cebula, pomidor, sałata, nachosy oraz sos serowy za 16 zł).

Burger meksykański był dla mnie i nawet udało się go zamówić na "nieostro" :) Do tego zamówiliśmy sok z mieszanych owoców. Niestety okazało się, że gruszki są w samochodzie jeszcze nie wyciśnięte, więc albo się upieramy, albo dostaniemy od firmy ciasto czyli tartę z daktyli, masła orzechowego, tofu, kakao, kawy, nerkowców i kokosa.

Czekaliśmy dosyć długo, bo kolejka przed nami była bardzo duża. W końcu otrzymaliśmy nasz pakunek. Wszystko pachniało przepięknie.



W zasadzie nie mam o co się przyczepić jeśli chodzi o nasze burgery, bo obydwa (mimo tego, że były bez mięska) były bardzo smaczne. Porządne bułki, świeże warzywa, dobrze przygotowane kotlety z fasoli bądź ciecierzycy, esencjonalne i wyraziste sosy. No i na dodatek same burgery są ogromne!

Bartek widzę podszedł do tematu skromnie. Ja powiem wprost, że byłam oczarowana jakością tych burgerów. Nie dość, że były pyszne, to jeszcze bardzo duże i sycące. Nie były suche (tak jak w jednej z poprzednich notek), sosy były wyraziste w smaku - zwłaszcza mój serowy super :) I rzeczywiście nie mogłam zmieścić całego burgera, jeśli chciałam zjeść deser :P To były pierwsze wegeburgery, które smakowały mi porównywalnie z mięsnymi wersjami, a część na pewno przebiły. Rewelacja i polecam. 


Powyżej nasza tarta. Wiem co myślicie. Wygląda okropnie, bo jest zgnieciona. Ano czasem tak jest jak się bierze żarełko na wynos (w Papuvege było tak mało miejsca, że szkoda by było jeszcze je zajmować konsumpcją :)). Ale to było najlepsze wegeciasto jakie jadłam. Bogate w smaku, wcale nie mało słodkie z idealnie kruchym spodem tarty. Rozpływałam się i Bartek może potwierdzić, że nie mogłam wyjść z zachwytu.

Dobra, na mnie jako absolutnym mięsożercy, który generalnie nie wyobraża sobie burgera bez dobrze wysmażonego kawałka wołowiny, „Papuvege” zrobiło naprawdę bardzo pozytywne i smaczne wrażenie. Było dużo, w przyzwoitej cenie, szybko przygotowane (jak na ilość ludzi) i do tego smacznie. Myślę, że jeszcze kiedyś skusimy się na wizytę w tym lokalu ;)

Jak do tej pory to jest dla mnie jedyne miejsce z bezmięsnymi burgerami warte czasu i pieniędzy. Wrócimy NA PEWNO.

sobota, 21 stycznia 2017

W okolicach skrzyżowania ulic Piekary i Święty Marcin w Poznaniu i placu Wiosny Ludów jest prawdziwy, mały streetfood’owy zakątek. Stoi tam bowiem kilka foodtruck’ów i budek, w których oferowane są różnego rodzaju przekąski, zakąski i dania. My skusiliśmy się na ofertę dwóch z nich, niestety nie mieliśmy aż tak długiego urlopu by popróbować wszystkiego. Może następnym razem się uda ;) 

Tak, co przechodziliśmy to widzieliśmy coś nowego, coś ciekawego czego można by spróbować. Naprawdę żałuję, że w Łodzi nie ma tylu foodtrucków w jednym miejscu.

Pierwsze miejsce, które przyciągnęło naszą uwagę to Deli, oferujące american streetfood. Możemy tam zjeść kilka rodzajów philly cheese steak (rodzaj kanapki-bagietki na ciepło, wypełnionej grillowanym antrykotem, serem cheddar i dodatkami - zwyczajowo pieczarkami), ale także chili con carne oraz New York cheesecake. My skusiliśmy się tylko na „Classic philly cheese steak” z jednym dodatkiem, czyli 130 g grillowanego antrykotu, ser cheddar z dodatkiem winnej karmelizowanej cebuli za 14 zł.



Bardzo podoba mi się krótkie menu i propozycja "na każdy temat". I oczywiście "refill" kawy.


Klasyczny philly przypadł mi do gustu. Fajne pieczywo, przyjemnie chrupiące przy kolejnych kęsach oraz porządne mięso i wyrazisty ser. Do tego superowy dodatek w postaci karmelizowanej cebuli. No i porcja nie była też taka mała, nam we dwójkę wystarczyła na mały lunch :)

Mięso było bardzo smaczne, ser też spoko. Cebulka też idealnie pasowała. Trochę żałowałam, że nie wzięliśmy z pieczarkami, ale cebulka w winie... no nie mogło być inaczej. Ogólnie świetny foodtruck, z miłą obsługą, miejscami do siedzenia i lampą "docieplającą". I z tego wszystkiego trochę można się poczuć jak w USA.

Drugi foodtruck, który nas zainteresował to Mięso & Bułka Habas. Gdzieś w czeluściach Internetu natrafiliśmy na informację, że jest to jeden z najlepszych foodtruck’ów w Poznaniu serwujących burgery, i do tego z mięsem przygotowywanym metodą sous vide (ja nadal nie do końca ogarniam ten termin, więc może Maja wyjaśni co i jak). No ja, miłośnik wszelkiej maści burgerów, nie mogłem odpuścić takiej okazji, zwłaszcza, że do „Habas” mieliśmy dosłownie rzut beretem z hostelu :)


Jestem pewna, że czytelnicy wiedzą co to znaczy sous-vide, ale oczywiście śpieszę z wyjaśnieniem. Technika sous-vide polega na tym, że mięso zamyka się próżniowo w torebce, a następnie gotuje w odpowiedniej temperaturze. W przypadku wołowiny jest to mniej więcej 60 stopni Celsjusza. Dzięki temu mięso jest miękkie i soczyste, a przyprawy lepiej w nie wnikają.

W związku z tym, że był to czas na gęsinę aż tak bardzo się nie zdziwiłem, że w „Habas” przygotowano specjalne burgery właśnie z tym mięsem oraz z modrą kapustą i jabłkiem. Nie miałem też dzięki temu problemu z „co by tu wybrać?”, po prostu musiałem mieć tego burgera! :)

Ja wybrałam burgera z antrykotem i serem Lazur :) Tak żeby było dla odmiany :)



Mój gęsi burger był ekstra. Bardzo dobra gęsina (świetnie upieczona, miękka i soczysta) i super modra kapusta. Do tego chrupiąca, lekko słodka (a może to mięso i sos dodały tego posmaku?) bułeczka. Naprawdę fajny burger :) 

Mój burger też był bardzo dobry. Mięso ciekawe w konsystencji, mięciutkie, wszystko dobrze przyprawione i z dobrym sosem. A Bartka gęsina? Bezkonkurencyjna. Tak jak zraziłam się do gęsiny tak ta była naprawdę smaczna i smak gęsiny był dopełniony kapustą i jabłkiem, a nie zostawiony sam sobie. Taką gęsinę mogę jeść bez problemu :)

Przy okazji odbywającego się wówczas niedaleko festynu skusiliśmy się także na pajdę chleba ze smalcem, smażoną kiełbaską i cebulką oraz kiszonym ogórkiem. Ahoj, zdrowa żywność i niski cholesterol! ;)


Przyjemność ta kosztowała nas całe 14 złotych. I była ekstra! ;)

To była wersja: poproszę full opcję :) Takie rzeczy są najlepsze w mroźne dni :)

Poznań jawi nam się jako stolica streetfoodu. Na każdym kroku można tam znaleźć ciekawą propozycję i naprawdę warto próbować. Wygląda na to, że poznaniacy mają wiele ciekawych pomysłów w tym zakresie i na pewno będziemy próbować dalej :)

środa, 14 grudnia 2016

Przez długie tygodnie z dużym zainteresowaniem obserwowaliśmy z Mają budowę przybudówki do kamienicy, przy Piotrkowskiej 77. W końcu przeszklona „oranżeria” została ukończona, a w jej progach rozgościła się restauracja „Veranda”. Z racji tego, że miejsce to mijamy nawet kilka razy w ciągu tygodnia, w końcu zdecydowaliśmy się zajrzeć cóż dobrego można tam zjeść.

Tego dnia dodatkowo nie miałam ochoty na coś "zwyczajnego". Chciałam czegoś fikuśnego. Ale wąż w mojej kieszeni odezwał się głośno gdy spojrzeliśmy na ceny w Affo. Bartek westchnął i poszliśmy szukać czegoś co z jednej strony będzie mi się podobało od strony menu i nie będzie mnie bolało w portfel. 

Po zajęciu miejsca prawie od razu przy naszym stoliku pojawiła się kelnerka z menu w popularnej od jakiegoś czasu formie jednego dużego arkusza.

Co bardzo pochwalamy, bo nie ma nic gorszego od długiego menu. Menu musi być krótkie i treściwe i musi zaczarować klienta od razu. Tak też stało się u nas, ponieważ najpierw przez jakiś czas studiowaliśmy wywieszone menu i co chwila reagowaliśmy "o, to bym zjadł! albo to! albo to!". Menu w tym lokalu jest świetne.

Maja ostatecznie, po krótkiej walce z samą sobą, zdecydowała się na risotto dyniowe (19 zł), ja natomiast wybrałem burgera NYC Pastrami (16 zł). Każde z dań w menu opisane jest poprzez wskazanie najważniejszych składników z jakich zostało przyrządzone. I tak Mai risotto to: indyk, cukinia, dynia, por, parmezan i świeży tymianek. Natomiast mój burger to pastrami deli, ser cheddar i sos musztardowo-miodowy. Dla osób takich jak ja, którzy mało wiedzą co kryje się pod różnymi kulinarnymi terminami to śpieszę wyjaśnić, że pastrami to mięso wołowe (najczęściej), które jest peklowane z przyprawami, później po kilku dniach długo wędzone w niskiej temperaturze i na końcu gotowane na parze. Brzmi ciekawie, prawda? ;)



Na nasze dania nie czekaliśmy długo, talerze z gotowymi daniami stały przed nami już po około 15 minutach od złożenia zamówienia. Szybciutko też przystąpiliśmy do degustacji :) Mój burger był rewelacyjny. Super bułka z chrupiącą skórką (i nieprzypalona z żadnej ze stron), przepyszne i bardzo aromatyczne mięso i do tego wszystkiego wyrazisty sos musztardowo-miodowy i świeże warzywa. Super sprawa, aż żal mi było oddawać drugą połowę burgera Mai ;) Jeżeli zaś chodzi o frytki to były ok, najważniejsze, że nie ociekały tłuszczem i były chrupiące na wierzchu i miękkie w środku :)

Jeżeli zaś chodzi o risotto to szczegółowo za chwilę opisze je Maja, ja ze swojej strony mogę tylko powiedzieć, że mi smakowało ;) ryż nie był twardy jak kamienie, ale też nie został rozgotowany. Był w sam raz. Sos natomiast był bardzo esencjonalny, z wyraźnym smakiem dyni i pora. Indycze mięso delikatne. Czyli, generalnie mówiąc, według mnie risotto w „Verandzie” było smaczne :)

Bartek się nie myli. Jak wiecie risotto to u mnie takie danie "podpuchowe". Mało który lokal robi dobre risotto i niestety przekonuję się o tym na każdym kroku. A zasady co do ryżu są dosyć proste: ma nie być chrupki, nie być mączysty, nie być kleisty i nie być w zupie. Tyle. Każde ziarenko ma być widoczne osobno, ma być w sosie i ma być ugotowane, a nie rozgotowane. I tu dokładnie takie było. Jedyne co mogłam wtedy zarzucić to to, że nie do końca był to ryż do risotto. Jednak co do zasady ugotować długoziarnisty ryż w risotto jest trudniej, a tu i tak risotto było pycha. Dodatkowo bardzo dobra dynia i cukinia, która była wykorzystana by nadać smaku daniu, a nie jako konieczny dodatek dla wegetarian (danie było dostępne również w wersji wegetariańskiej bez indyka). Indyk był mięciutki i soczysty. Całość: mniam!

Co do Bartkowego burgera to był bardzo smaczny. Dużo warzyw, pyszny sos, pastrami, które dodawało charakteru swoją konsystencją i wędzonym smakiem. Do tego dobrze zrobione mięso. Ale mamy małe zastrzeżenie. Dlaczego lokale już nie pytają jak burger ma być wysmażony? My lubimy medium w kierunku medium rare. Tutaj było medium w kierunku well (na szczęście nie przypalone). Szkoda, bo można wydobyć z mięsa jeszcze więcej smaku. Ale! Ta uwaga jest dla wszystkich lokali. Ten nakarmił nas bardzo dobrym burgerem. No i zapomniałam napisać o frytkach, które były pyszne :)

Miejsce zdecydowanie godne polecenia i odwiedzenia! Wszystko było na wysokim poziomie – obsługa rewelacja, czas oczekiwania super, podanie i smak potraw ekstra, ceny przystępne. Jeśli tylko możecie, zajrzyjcie do „Verandy” :)

Tak, tak, tak! To będzie na pewno jedno z naszych ulubionych miejsc :)

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Jak już trochę wiecie, na 11 listopada byliśmy w Poznaniu. Jednym z miejsc, które odwiedziliśmy była restauracja "Wspólny stół" znajdująca się w poznańskiej dzielnicy Śródka. Śródka do niedawna nie była elegancką i modną dzielnicą. Z tego co zrozumiałam z opowieści koleżanki, taka łódzka ulica Wschodnia. Ale nie tak dawno temu Śródka stała się stolicą hipsterskich lokali i miejscem spotkań. Na nas zrobiła bardzo pozytywne wrażenie i zdziwiłam się nawet, że wcześniej tu nie trafiliśmy.

Teraz musimy nieco opowiedzieć o "Wspólnym stole", który ma bardzo ciekawy pomysł na siebie. Generalnie jest to spółdzielnia, która chce aktywizować zawodowo osoby z grup zagrożonych wykluczeniem. Założyły ją osoby, które przygotowywały się do powrotu na rynek pracy w ramach programów reintegracji społeczno-zawodowej prowadzonych przez Fundację Barka. W tym momencie w skład zespołu wchodzą założyciele, profesjonalny kucharz, wykwalifikowani pomocnicy oraz np. studenci. "Wspólnemu stołowi" przyświeca idea slow food, a w środku lokalu stoi wielki stół przy którym klienci mogą się zintegrować i wspólnie zjeść posiłek.

Jednakże prowadzący „Wspólny stół” zadbali też o osoby, którym niespecjalnie podoba się idea jedzenia z nieznanymi sobie ludźmi przy jednym stole, ramię przy ramieniu i talerz w talerz. Dla takich gości czeka kilka mniejszych stolików dla dwóch i czterech osób.

No i co też można zjeść na 11 listopada? Uparłam się na gęś. Gęś (a właściwie gęsia noga) była w towarzystwie kaszy gryczanej, musu z wątróbki, octu balsamicznego, puree z dyni i modrej kapusty. I kosztowała 45 zł. Drogo. Ale raz się żyje.

Mnie natomiast bardzo spodobał się pomysł na burgera z kaczki (32 zł). Jestem szczerym i oddanym miłośnikiem praktycznie wszelkich możliwych rodzajów burgerów i po prostu nie mogłem odpuścić okazji spróbowania tego dania z kaczką. Druga taka okazja mogła mi się już nie trafić :)


Poniżej gęsia noga. Wygląda ładnie prawda? A w smaku była... taka sobie. Sama gęś była nieco gumowata, ale ja mogę się nie znać. Cały czas szukam miejsca gdzie by mi gęś smakowała. Po tej na szczęście nie miałam problemów żołądkowych. Ale to danie to nie była przyjemność. No co. Kapusta jak to modra kapusta. Puree z dyni nieco wodniste. Najlepsza z tego wszystkiego była kasza gryczana z musem z wątróbki. To było ciekawe zestawienie i mogłabym zjeść tego całą miskę... gdybym miała coś świeżego do przegryzienia. Największym problemem tego dania było to, że nie było w nim nic odświeżającego co dałoby odpocząć i zregenerować kubkom smakowym. Wszystko było dosyć ciężkie i tłuste, a nie było niczego kwaśnego na przykład.

Moje odczucia co do tego dania są odrobinkę inne ;) Przede wszystkim mnie najbardziej smakowała modra kapusta, która chyba trochę podłapała smaku od kaszy z gęsią wątróbką i dzięki temu zyskała bardzo ciekawe nuty smakowe. Bo kasza akurat mnie tak bardzo nie przypadła do gustu jak Mai, według mnie mus wątróbkowy był tutaj zbyt intensywny i „zapychał” mi absolutnie kubki smakowe. Natomiast co do gęsi to była przygotowana poprawnie, nie była ani przypalona, ani niedopieczona. Smakowo też ok, ale bez żadnych fanfarów.


Teraz czas na mojego burgera :) Zamawiając go byłem bardzo ciekawy jak to będzie smakować, ale potem naszły mnie małe wątpliwości. No bo jak to, burger z kaczką!? Na szczęście po otrzymaniu talerza i wzięciu pierwszego gryza byłem już spokojny, burger smakował rewelacyjnie. Bardzo dobra, świetnie wypieczona bułka z kruchą skórką i miękkim środkiem. Mięso pyszne, świetnie łączyło się z syropem z czerwonej cebuli, serem brie, burakiem i szpinakiem. Do tego super przygotowane frytki i fajny dodatek w postaci chipsów ziemniaczanych. Nie mogę również nie wspomnieć o niezłym dipie jogurtowo-majonezowym, który doskonale smakował na frytkach. Najgorsza w całym daniu była sałatka, głównie dlatego, że dano do niej bardzo mało sosu, który na dodatek też specjalnie wystrzałowy smakowo nie był. Tak więc przeważał smak samych listków.


Bartka burger był pyszny. Wyraźnie czuć było smak kaczki, który fantastycznie współgrał z burakiem i serem brie. Naprawdę świetna propozycja i żałowałam, że wyłamałam się z gęsią (reszta naszych znajomych też wzięła burgery z kaczki). Frytki smaczne, dip smaczny, sałatka smaczna. Czego chcieć więcej...

... a no można chcieć na przykład deseru. Tego dnia do wyboru z ciast było ciasto marchewkowe i sernik (były też inne desery, ale to był dzień na ciasto). Obydwie propozycje miały informację, że są "z owocami". Podzieliliśmy się ciastami i czekaliśmy. Czekaliśmy. Czekaliśmy. Czekaliśmy. Czekaliśmy. Na ukrojenie ciasta... Czekaliśmy. Po 15 minutach zaczęliśmy wypatrywać kelnera i w końcu... oto jest:




Ciasto marchewkowe było suche. Smaczne, ale suche. W prawym dolnym rogu widzicie malinę. To były wszystkie owoce, które miałam na talerzu. Bartek miał sernik, który prawdopodobnie był rozmrażany. Dlaczego? Ano kiedyś był posypany cukrem pudrem. Teraz na wierzchu była skorupka charakterystyczna dla wspomnianej sytuacji. Żadne z ciast nas nie zachwyciło. Ba! Żadne nam nawet specjalnie nie smakowało. Szkoda było miejsca. Trzeba było iść na rogala.

Aż się prosiło aby ciasto marchewkowe było przełożone jakąś bitą śmietaną albo kremem. Samo jako takie było naprawdę smaczne, ale było tak duże, że szybko zasychało w ustach i robił się problem z przełknięciem kolejnego kęsa. Sernik z kolei był jakiś taki… sprasowany. Smakował ok, ale w porównaniu do ciasta marchewkowego było go bardzo mało. I tak, z kronikarskiego obowiązku, ciasta kosztowały po 8 zł.

Podsumowując, niestety nie mogę uznać tej wizyty za przesadnie udaną. Wydaliśmy sporo pieniędzy i nie uzyskaliśmy jakości współmiernej do nakładów. I nie będę się tak bardzo czepiać czekania. Restauracja była wtedy pełna. Ale smak... jakiś taki nie ten.

Klimat i idea „Wspólnego stołu” zachęca do odwiedzenia tego miejsca. Również dla burgera z kaczką chętnie bym tam wrócił. Ale w zasadzie tylko dlatego, bo reszta dań była mocno przeciętna i chyba jednak nie warta swojej ceny (które niskie nie są). Cóż, decyzja należy do Was…

czwartek, 21 kwietnia 2016

Będąc w Paryżu musieliśmy popróbować również paryskiego Streetfoodu.

W końcu nie tylko wykwintnymi restauracjami człowiek żyje, a takie uliczne jedzenie (oraz fastfoody) to też często bardzo ciekawe i smaczne doświadczenie. :) Na pierwszy ogień poszedł paryski McDonald's.



Zacznijmy od tego, że w Paryżu w McD można sobie kupić małego Heinekena. Natomiast rancherska wołowina z musztardą i rancherski kurczak z ketchupem... były ok :)

Będąc w Saint-Denis mieliśmy możliwość kupienia sobie z ulicznej budki churros! :D



A jak się domyślacie - jeśli widzisz, że możesz mieć churros... to kupujesz churros :)

Na paryskich ulicach można znaleźć nie tylko słodkości. My natrafiliśmy w trakcie naszych spacerów na miejsce gdzie można kupić ciastka z krabami :D


Zostało ono podane na ciepło. Było nieźle przyprawione i całkiem smaczne.

Z kolei niedaleko Bazyliki Sacre-Coeur znaleźliśmy stoisko gdzie kupiliśmy sobie bardzo dużą bułę z smażoną kiełbaską i cebulką. Pychota!



Ciekawostka - cebula była smażona na czerwonym winie, więc smakowało to nieco inaczej niż w Polsce (nadal super! uwielbiam smażoną kiełbasę).

A poniżej rewelacyjna naleśnikarnia. Znaczy... nie wiemy czy naleśniki dobre, bo nie byliśmy głodni, ale miejsce wygląda bardzo klimatycznie :)


Zaś na sam koniec naszej paryskiej wycieczki kupiliśmy po makaroniku. Mimo, że za nimi specjalnie nie przepadam, to te był nawet nawet :)


Kupiliśmy je na Champs Elysees niedaleko Łuku Triumfalnego. Były bardzo dobre - czekoladowo/orzechowe. Ja polecam - będąc we Francji trzeba :)

środa, 2 marca 2016

W dzisiejszej notce jeszcze raz zabierzemy Was w cieplejsze miejsce. Tym razem do Rumunii. Kraju niepozornego, ale bardzo przyjemnego i jednak podobnego do naszego. W zasadzie czuliśmy się tam jak w Polsce.

Tylko momentami była to Polska 20-25 lat temu. ;) Ale generalnie Rumunię będę bardzo miło wspominać, super miejsce na wakacje.

Na początek wspaniała wycieczka do Constanty, sporego miasta na wybrzeżu Morza Czarnego. A czego można spróbować na wybrzeżu morza? No rybek oczywiście. Polecamy szczególnie restaurację La Peste.

Ale zaczęliśmy od czegoś innego niż ryby, a mianowicie od Ciorba de burta czyli od flaków. Generalnie, jeśli będziecie na południu Europy i zobaczycie "ciorba" albo podobnie wyglądające słowo to będzie to zupa. Jak widzicie na zdjęciu, flaczki wyglądają zupełnie inaczej niż nasze flaki i smakują też zupełnie inaczej. Po pierwsze są zabielane, po drugie nie tak doprawione. Po trzecie są podawane z intensywnym musem czosnkowym oraz czerwoną papryczką, którymi można sobie zupę doprawić do smaku. Zupa była pyszna, ale uwaga - tylko tutaj była tak dobra. W pozostałych miejscach w których próbowaliśmy, była tylko "ok".


Oprócz tego Bartek spróbował rekina z grilla:


Maja zaś wzięła sardele. :)


Ciekawostką jest ta żółta kulka, która jest bardzo powszechna w Rumunii. Po polsku to mamałyga, a po rumuńsku: mamaliguta albo mamaliga. Bardzo fajna rzecz - ja bardzo lubię. Chociaż ewidentnie jest to zapychacz typu naszych ziemniaków. Rybki były smaczne, choć bardzo ościste. Trzeba było je sobie pochrupać, dlatego w końcu zamieniliśmy się talerzami z Bartkiem.

W szczególności trzeba było pochrupać te majkowe rybki, mój rekin nie miał aż tylu ości ;) i dlatego też Maja bardzo szybko zaczęła optować za zamianą talerzy :P

A teraz drobny, choć zupełnie przypadkowy wtręt polityczny ;) Podczas naszego pobytu w Tulczy kilkukrotnie mieliśmy okazję kupić sobie coś słodkiego do zjedzenia w piekarniach miejscowej sieci o nazwie... "Petru" :P

A w tych cukierniach możemy spotkać genialny przysmak uliczny czyli Covrigi (z tego co widzę, zaczynają być też modne w Polsce), a w zasadzie można je nazwać preclami. Precle te mają miękkie ciasto i mogą mieć nadzienie różnych smaków np. szampańskie, wiśniowe, jabłkowe. Do tej pory wspominam te pyszne bułeczki.




Będąc w temacie przegryzek, raz skusiliśmy się na polecane przez naszych znajomych "dania", które można nabyć w jednym z supermarketów. Według zachowanych przeze mnie paragonów kupiliśmy "cartofi gratinati italianesti" oraz dwie "carne tocata amestec". Może nie wyglądają najlepiej, ale były całkiem smaczne. :)


Teraz zaś coś bardziej konkretnego do zjedzenia. ;) Będąc w Tulczy mieliśmy szczęście wybrać się do Delty Dunaju. Nie tylko mogliśmy zapolować z aparatami fotograficznymi na miejscowe ptactwo (był nawet pelikany!), ale mogliśmy też zjeść obiad z ryb złowionych w Delcie. Bogowie, jakie to było dobre... Była zupa rybna, potem gotowana ryba, a na koniec smażona. Jedne z najlepiej zrobionych ryb (i generalnie ryb, bo ich mięso było bardzo smaczne), jakie w ogóle jadłem.




Należy też wspomnieć, że to nie były jakieś wydumane potrawy. To była "zwykła" zupa rybna, później jedliśmy rybki z niej wyjęte, a potem rybki przesmażone w delikatnej panierce i do tego pyszny "mus" czosnkowy. Naprawdę polecamy taką wycieczkę i świeżą rybę :)

A jak coś zostało to kotki były bardzo szczęśliwe :) 



A teraz hitowe miejsce. Jeśli będziecie w Tulczy i będziecie chcieli zjeść coś rumuńskiego to idźcie do Old Times Pub. My spróbowaliśmy Bulz Dobrogean czyli, jak się później przekonacie, najlepsze doświadczenie mamałygowe jakie się da, a Bartek zamówił Scarita de porc la gratar recomandat cu cartofi farmer czyli żeberka z pieczonymi kartofelkami.




Moje to było: ser, śmietana kwaśna, mamałyga, jajko (sadzone z płynącym żółtkiem) i to w warstwach x2. Do tego pyszny kawałek boczku. Jeśli lubicie mamałygę i takie rzeczy - gorąco polecam (w sumie było to tak sycące, że nie byłam w stanie tego zjeść w całości). No i boczku było ciuteczkę za mało :D

To były jedne z najlepszych żeberek jakie miałem okazję w życiu jeść! Jestem zdecydowanym miłośnikiem pieczonych i grillowanych żeberek, a te były przyrządzone świetnie. Ostatnie tak dobrze żeberka jadłem chyba w trakcie wizyty w USA. Ale tutaj, w Rumuni, był jeszcze rewelacyjny czosnkowy "pudding"... Mai mamałyga zaś była bardzo... zapychająca :P

To tyle jeśli chodzi o nasz pobyt w Tulczy, spędziliśmy tam prawie tydzień i było super, ale w planach była dalsza podróż. Następny punkt wycieczki - Transylwania i miasteczko Bran ze słynnym zamkiem księcia Drakuli (który nigdy w nim nie był, ale marketing i turystyka robią swoje). Niestety kulinarnie był to taki sobie punkt naszej rumuńskiej wojaży, przynajmniej jeśli chodzi o obiad...

Ciekawostką w rumuńskich restauracjach jest kompletna niefrasobliwość jeśli chodzi o czas obsługi. Zwłaszcza w Burg Bran Restaurant. Od czasu zamówienia do zupy, która przecież została nam nalana z gara, minęło około 20 minut. Po zupie czekaliśmy jakieś pół godziny na drugie dania.

Jako zupę wzięliśmy ciorbę pomidorową, która była ok. Obok talerza z zupą widzicie mini dzbanuszek z lemoniadą - miał być litrowy/na dwie osoby.


Na drugie wzięliśmy Pomana porculi oraz Pizzę Capriciosę. Pomana (kawałki mięsa, kiełbasy (była parówka) i do tego mamałyga z serem) była bardzo słaba, bez smaku i ogólnie bleh. Jedyne na co warto było czekać to pizza, która była bardzo dobra.

Bardzo kiepskie jedzenie. Do tego fatalna obsługa i czas przygotowania. Niestety jak czytaliśmy na Tripadvisor - wszystkie restauracje w Branie takie były. ;]



A poniżej ciekawostki z brańskiego street foodu. "Pączki" z serem i z czosnkiem. Ciekawy pomysł na śniadanko, chociaż po czosnkowym polecam jednak gumę do żucia - czosnku jest tam dużo i jest świeży.


Ciasteczka z lokumami (Rachatłukum) - moim zdaniem dosyć mdłe.


Nie wiem jak się nazywa to ciastko w Polsce, ale można je spotkać w Czechach pod nazwą Trdlo, w Rumunii pod nazwą Cozonac secuiesc, a pochodzi z Węgier i nazywa się Kürtőskalács. Pyszności w dobrej cenie :)


Na zdjęciu widać, że ciasto jeszcze paruje! :D Dostaliśmy je zdjęte prosto z rożna ;)


Po Branie pojechaliśmy na kilka dni do oddalonego o ok. 60 km Braszowa. Suuuuper miejsce, gorąco polecamy! :D

No ale zaraz, zaraz. W Rumunii nie byliśmy jeszcze w Mc'D. A tam żeśmy jedli McBeef i McPuişor (McKurczak). Było spoko i frytki też były spoko.


A na obiad wybraliśmy się do Old Center Bistro. Próbowaliśmy powrórzyć sukecs z ciorbą, ale się nie udała (była taka sobie).

Niestety... 


Do tego kurczak zapiekany z serem i warzywami:


I kurczak w sosie grzybowym (wygląda znacznie gorzej niż smakuje).

I oczywiście mamałyga! :D


Niestety ten obiad był rozczarowująco zwyczajny. Dlatego dalej już nie ryzykowaliśmy i wybraliśmy najlepszą knajpę wg TripAdvisora czyli Bistro Stradivari. Był tłok, ale udało nam się znaleźć stolik. Ceny były o dziwo dosyć niskie, a atmosfera... ekskluzywna z bardzo grzecznymi kelnerami. Zamówiliśmy pizzę Stradivari i była naprawdę pyszna. Dobrze doprawiona, ze świetnie dobranymi składnikami. Mniam:


Na koniec rumuńskich wojaży dotarliśmy do Bukaresztu i co dzieci zjadły na początek? Oczywiście prawie tureckiego kebsa i ayran. W restauracji Calif wprawdzie nie ma menu po angielsku, ale panie bardzo chcą pomóc. Tak więc wzięliśmy dwa baraninkowe kebsy "full wypas" i ayran. A gdy czekaliśmy na nasze jedzonko, mogliśmy dostać również herbatę turecką. Wszystko bardzo dobre!

Jakoś tak nam się tęskno w tym Bukareszcie za Turcją zrobiło... :)


Tylko żebyście wiedzieli, w KFC w Rumunii można dostać takie "Duetos". Chyba do nas jeszcze nie dotarło (smaczna przekąska).

Najpierw wypatrzyliśmy jakąś reklamę na billboardzie, potem obejrzeliśmy zajawkę w rumuńskiej telewizji i po prostu nie mogliśmy tego cuda nie spróbować.


Idąc za zasadą "jedzcie tam gdzie jest pełno ludzi" poszliśmy do Caru'cu Bere. Przyznaję, że nie zdawaliśmy sobie sprawę jak ważne i historyczne jest to miejsce. Niewiele myśląc zamówiliśmy zestaw lunchowy (między 12 a 18 można zjeść zupę, drugie danie i deser w śmiesznej cenie 20 lei).

Tak dla rozjaśnienia, 20 lei to ok 19,50 zł ;)

I tak, Bartek zamówił zupę krem z pomidorów:


Ja ciorbę warzywną:


Dla mnie smażony ser:


A dla Bartka mititei:


Do tego ciasto czekoladowe dla mnie:


I creme caramel dla Bartka:


Kelnerzy uwijali się jak w ukropie, bo w tej restauracji zawsze jest okrutny tłok (nawet się zdziwiliśmy, że dostaliśmy stolik). Poza tym kilkukrotnie o nas zapomniano oraz pomylono moje zamówienie. Obłęd. Co do jedzenia - porcje były małe, ale się najedliśmy. Jakość była spoko jak na 20 lei. Na pewno warto pójść i spróbować.

Niestety w końcu wielkimi krokami zbliżył się koniec naszego pobytu w Bukareszcie i rumuńskiej wycieczki w ogóle. Czas zacząć było się pakować i szykować do powrotu do kraju. Trzeba jednak było porządnie zakończyć nasz pobyt i w hostelu w którym mieszkaliśmy, w ostatni wieczór, poszliśmy na porządne, duże szklanki ginu z tonikiem. :)

-- żałuję, że nie zjedliśmy niczego w naszym hostelu George and Dragon. Hostel był bardzo spoko, a jajka po szkocku, które widzieliśmy tamtego wieczora, wyglądały super.


Natomiast ostatniego, ostatniego dnia naszego pobytu w Bukareszcie skusiliśmy się na miejscowego burka (oczywiście był dla mnie, bo ja od pobytu w Chorwacji w każdym kraju na Bałkanach musiałem takowego zjeść) oraz naleśnika na słodko. Nie ma to jak porządne śniadanko! ;)


(innym razem na śniadanko była na przykład taka bułeczka i naleśnik z biszkoptowym nadzieniem. Nawet dla takiego łasucha jak ja, było to za dużo)


Następnie, zajrzeliśmy sobie na szklaneczkę młodego rumuńskiego wina ("must" po rumuńsku)! Było słodkie, delikatne i bardzo orzeźwiające :) Choć i tak najlepsza była mina kelnera gdy nas obsługiwał i my chcieliśmy TYLKO to wino (a było jeszcze przed południem) ;)


Był to pyszny wybór jak na depresję końcowo-urlopową :).

A na sam koniec naszej wycieczki poszliśmy na pizzę do jednej z restauracji będących na starym bukaresztańskim mieście (Il Peccato) :D 


Zamówiliśmy pizzę 4 Stagioni oraz Marinara. Obydwie były super i prawdziwie włoskie, ale myślę, że na szczególną uwagę zasługuje Marinara, która miała na sobie poza sosem pomidorowym... anchovies, kapary i czosnek. Była bardzo słona, ale mnie smakowała.



Wizyta w Rumunii to była świetna podróż i przygoda, zobaczyliśmy mnóstwo ciekawych rzeczy, przeżyliśmy wiele wspaniałych chwil i oczywiście posmakowaliśmy tamtejszych smaków. Żal było wyjeżdżać... i chciałoby się wrócić zobaczyć i spróbować jeszcze więcej! :D

Etykiety

restauracja (115) Łódź (108) kurczak (45) gotowanie (37) frytki (34) zamknięte (34) pizza (31) sos (22) hamburger (19) makaron (17) Festiwal Dobrego Smaku (15) pizzeria (15) sałatka (15) FDS (14) ser (14) Okrasa (13) Pascal (11) Poznań (11) burger (11) ciasto (11) pieczone ziemniaki (11) boczek (10) naleśniki (10) piwo (10) ryż (10) surówka (9) szpinak (9) łosoś (9) McDonald (8) cukinia (8) fastfood (8) kawa (8) Warszawa (7) kebab (7) kukurydza (7) sałata (7) schab (7) szynka (7) warzywa (7) zapiekanka (7) śniadanie (7) Paryż (6) ananas (6) chiny (6) czosnek (6) kaczka (6) lemoniada (6) obiad (6) oliwki (6) pierogi (6) polędwiczka (6) wino (6) wołowina (6) ziemniaki (6) śmietana (6) Camembert (5) Gejsza Sushi (5) House of Sushi (5) bakłażan (5) bar (5) cola (5) cukiernia (5) cytryna (5) gorgonzola (5) krewetki (5) kuchnia amerykańska (5) lody (5) naleśnik (5) pierożki (5) pomidor (5) spaghetti (5) stek (5) tarta (5) wieprzowina (5) Babkarnia (4) Katowice (4) Off Piotrkowska (4) Senoritas (4) USA (4) babeczki (4) baklawa (4) banan (4) bistro (4) cebula (4) chaczapuri (4) czekolada (4) festiwal (4) grill (4) herbata (4) imbir (4) kanapka (4) khinkali (4) kokos (4) kompot (4) lunch (4) marchewka (4) orzechy (4) papryka (4) pasta (4) pesto (4) pierogarnia (4) pita (4) puree (4) risotto (4) ser kozi (4) ser pleśniowy (4) sernik (4) tortilla (4) 2016 (3) Francja (3) Gruzja (3) Kielce (3) La Strada (3) Lidl (3) Lili (3) Manufaktura (3) Mebloteka Yellow (3) Pozytyvka (3) Spektakl (3) Wrocław (3) Zbożowa (3) arbuz (3) ayran (3) baranina (3) bataty (3) burek (3) cevapcici (3) chałwa (3) curry (3) fasola (3) gruszka (3) gęś (3) hot-dog (3) hummus (3) indyk (3) jajko (3) kiełbasa (3) kuchnia włoska (3) lotos (3) miód (3) nachos (3) naleśnikarnia (3) owoce morza (3) pistacje (3) placki ziemniaczane (3) placuszki (3) pomidorki (3) por (3) przystawka (3) ptyś (3) pączek (3) quesadillas (3) rewizyta (3) salami (3) streetfood (3) truskawki (3) twaróg (3) warsztaty (3) wegetariańskie (3) zapiekarnia (3) zupa (3) żurawina (3) 2018 (2) Affogato (2) Albania (2) All Star Klubokawiarnia (2) American Bull (2) Awangarda (2) Before Food Market (2) Berlin (2) Breadnia (2) Brzeg (2) Bułgarska (2) Chude Ciacho (2) DalekoBlisko (2) Foto Cafe 102 (2) Galicja (2) Gorditas de nata (2) Jaffa (2) Kraków (2) Lavash (2) Mare e Monti (2) Montenegro (2) Poddębice (2) Restauracja Polska (2) Sendai Sushi (2) Spółdzielnia (2) Sushi Zielony Chrzan (2) Szkoła Gotowania (2) Szwalnia Smaków (2) Szyby Lustra (2) Tubajka (2) Turcja (2) Uniejów (2) Włoszczyzna (2) Zieliński i Syn (2) Złoty Imbir (2) antrykot (2) baozi (2) bar mleczny (2) boczniak (2) bolognese (2) bułki (2) carbonara (2) cheeseburger (2) chleb (2) chłodnik (2) ciastko (2) ciecierzyca (2) coleslaw (2) creme brulee (2) cukier (2) cynamon (2) drink (2) dubaj (2) falafel (2) flaki (2) galaretka (2) golonka (2) grzyby (2) guacamole (2) gzik (2) jabłko (2) jagnięcina (2) jajko sadzone (2) kalmary (2) kapusta (2) kapusta zasmażana (2) karkówka (2) karmel (2) kasza bulgur (2) kasza jaglana (2) kiełbaski (2) kluski (2) konfitura z cebuli (2) kopytka (2) kotlet (2) kozi ser (2) krab (2) kryształowa (2) królik (2) kurki (2) lasagna (2) limonka (2) maliny (2) mamałyga (2) mango (2) marynata (2) masło orzechowe (2) małże (2) melon (2) musaka (2) nuggetsy (2) ogórek kiszony (2) oliwa (2) oliwka (2) orzeszki (2) owoce (2) papryczki (2) papryka faszerowana (2) parówka (2) pierogi na słodko (2) pierogi wytrawne (2) placek (2) placek po węgiersku (2) polędwiczki (2) pomarańcza (2) przegrzebki (2) przekąska (2) przyprawy (2) pstrąg (2) rozmaryn (2) rukola (2) samolot (2) seler (2) sezam (2) soczewica (2) sos BBQ (2) sos czosnkowy (2) sos pieprzowy (2) sushi (2) szczypiorek (2) słony karmel (2) tagliatelle (2) tatar (2) tuńczyk (2) tymianek (2) wątróbka (2) zupa rybna (2) śliwka (2) żeberka (2) 2017 (1) 5ty Smak (1) Agrafka (1) Ala Turka (1) Ali Baba (1) Amarant (1) Ambrozja (1) Amelia (1) Amorino (1) Atelier Amaro (1) Bangkok lody tajskie (1) Bar-a-boo (1) Bavaria czy Tyrol (1) Belgian Fries (1) Berthillon (1) Big Betty (1) Bistro Radiowa (1) Bistro Williamsburg (1) BurGr (1) Burger Love (1) Bułgaria (1) Byk Burger (1) Cafe Antykwariat (1) Cafe Bar Poczekalnia (1) Cesky Film (1) Chorwacja (1) Chytra baba z Radomia (1) Columbus Coffee (1) Corn dog (1) Cukiernia Sowa (1) Cukiernia Wasiakowie (1) Czarna Owca (1) Czarnogóra (1) Da Grasso (1) DaAntonio (1) DaVella per Amici (1) Deli (1) Delicatessen (1) Deseo Tapas Bar (1) Dolce salato (1) Dolny Rynek (1) Dom Pielgrzyma (1) El Toro (1) Empatia (1) Fabryka Krawatów Bistro (1) Fabryka babeczek (1) Fatamorgana (1) Filharmonia Smaku (1) Food Market (1) Foodie (1) Four Color (1) Funnel cake fries (1) Godjo (1) GoodFood (1) Gordon Ramsay (1) Gorąca Kiełbasiarnia (1) Gruzińskie bistro (1) Hamra (1) Hand'n'roll (1) Heisser Wolf (1) In centro (1) Insekt (1) Internet (1) Irish Pub (1) Istambuł & Tajmahal (1) Italica (1) Jerry's Burger (1) Już wróciłem (1) KFC (1) Kalisz (1) Kamari (1) Karuzela Cafe (1) Klub 97 (1) Kluska Polska (1) Kombinat (1) Krochmal (1) Krowarzywa (1) Kuchnia Polska (1) L'Elephant d'Argent (1) La Vende Bistro (1) Lajkonik (1) Las Vegas (1) Le Grand Phenicien (1) Le Souk (1) Leniwy weekend (1) Lodziarnia Kolorowa (1) Lokal (1) Lukullus (1) Luncheria (1) MEG MU (1) Macedonia (1) Magia Karmelu (1) Malinowa (1) Manana (1) Mangal (1) Marcello (1) Mañana Tex-Mex Bar (1) Mała Litera (1) Meksyk (1) Metis (1) Mexican (1) Mięso & Bułka Habas (1) Montag (1) Motywy (1) Na Górze (1) Nekko Sushi (1) Niebostan (1) Niemcy (1) North Fish (1) O'maki Paris (1) Olimpijska (1) Otwarte drzwi (1) Pacyfik (1) Palce Lizać (1) Paleta Bieli (1) Pani Cupcake (1) Papuvege (1) Parnik na Chmielnej (1) Parowóz (1) Pho Shop (1) Pierogarnia Cynamon (1) Pijalnia Czekolady (1) Pijalnia Czekolady E. Wedel (1) Piotrków Trybunalski (1) Piwnica łódzka (1) PizzaPortal (1) Poczdam (1) Polakowski (1) Pop'n'Art (1) Porcja (1) Przedwojenna (1) Ratuszowa (1) Restauracja Przerwa (1) Restauracja Reymont (1) Restauracja u Kretschmera (1) Restauracja św. Józefa (1) Retka (1) Retkinia (1) Revelo (1) Rumunia (1) Scenografia (1) Senija (1) Ser Lanselot (1) Servantka (1) Sezon (1) Señoritas (1) Shahrazad (1) Si Senor (1) Si Señor (1) Sieradz (1) Skierniewice (1) Sklep z goframi (1) Skład Wina & Chleba (1) Sofa (1) Sofa cafe & lunch (1) Spała (1) Stretch Island Fruit Strips (1) Susharnia (1) Suzette (1) Sułtan Grill (1) Sylvio Italiano (1) Syria (1) Szadek (1) Szklarnia (1) Sznycelek (1) Słodka Pracownia Cukiernia Artystyczna (1) Tasty Kebab (1) TelePizza (1) Teremok (1) The Dorsz (1) Titi (1) Tivioli (1) ToDoJutra (1) Toskania (1) Tradycyjna Pączkarnia Słowik (1) Tulipan (1) U Ziuty (1) Uniejowski Festiwal Smaku (1) VINDA (1) Vapiano (1) Veranda (1) Vita (1) Walter's Coffee Roastery (1) Wendy's (1) Western Chicken (1) Wiosna (1) Włochy (1) Zapieckanka (1) Zapiekarnia & Plackarnia (1) Zaraz Wracam (1) Zielona (1) Zjadliwości (1) Zosia (1) Złote Jabłko (1) Złoty Osioł (1) ajvar (1) amuse-bouche (1) anchois (1) angus (1) ato ramen (1) awokado (1) baba ghanoush (1) badrijani (1) bajgla (1) banany (1) bao (1) barbata (1) basmusa (1) bazylia (1) bekon (1) białe wino (1) bita śmietana (1) blanszowane warzywa (1) bliny (1) borówki (1) brokuły (1) brownie (1) brukselka (1) budka (1) bulion (1) bulion z kaczki (1) buraki (1) burrito (1) cajun (1) cebula grillowana (1) chaczapuri adżarskie (1) chashushuli (1) cheddar (1) chikhirtma (1) chili con carne (1) chilli (1) chinkali (1) chipotle (1) chipsy (1) chińczyk (1) chińskie (1) chleb ze smalcem (1) churros (1) chvishtari (1) ciasteczka (1) ciasto drożdżowe (1) ciasto francuskie (1) ciasto królów (1) ciasto marchewkowe (1) ciorba (1) club sandwich (1) creme caramel (1) croissant (1) cukierki (1) currywurst (1) cydr (1) cykoria (1) czarna porzeczka (1) czarnuszka (1) czeburek (1) czereśnie (1) czerwona cebula (1) czerwona fasola (1) czerwony pieprz (1) daktyle (1) de volaille (1) demi glace (1) deser z kremem (1) dim sum (1) dip (1) dorsz (1) dressing (1) dym (1) dynia (1) dziczyzna (1) enchiladas (1) espresso (1) farsz (1) fasolka (1) faszerowanie (1) filet (1) film (1) fisker (1) focaccia (1) foul (1) frutti di mare (1) frytki z batatów (1) fusion (1) galettes des rois (1) gnocchi (1) gofry (1) gotuj i chudnij (1) gołąbek (1) gołębie (1) goździki (1) gramofon (1) granola (1) grillowane warzywa (1) grillowany kurczak (1) grissini (1) groch (1) groupon (1) grzanki z serem (1) grzybki (1) guciołki (1) gulasz (1) gęsina (1) hamsi (1) hawajska (1) hinduskie chlebki (1) hinkali (1) ikea (1) ikra (1) imperial (1) jabłko w cieście (1) jagody (1) jajko 63 (1) jajko confit (1) jajko poszetowe (1) jajko przepiórcze (1) jalapeno (1) jasne (1) jałowiec (1) jogurt (1) kakao (1) kalarepa (1) kanapka klubowa (1) kangur (1) kapary (1) kapusta pekińska (1) karczek (1) karpatka (1) kasza (1) kasza gryczana (1) kasza manna (1) kaszanka (1) kawiarnia (1) kałamarnice (1) kebap (1) kharcho (1) khoubz (1) kiełki (1) kinder bueno (1) kindziuk (1) kino (1) kiszona kapusta (1) kiwi (1) klopsiki (1) knedle (1) kofta (1) koktajl (1) kolendra (1) korniszon (1) kotlet szwajcarski (1) kotlet z ciecierzycy (1) kotlety selerowe (1) kowal (1) krem (1) krem budyniowy (1) krem czekoladowo-orzechowy (1) krem z buraczków (1) krem z buraków (1) krem z pomidorów (1) książka (1) kubdari (1) kuchnia afrykańska (1) kuchnia bałkańska (1) kuchnia brytyjska (1) kuchnia chińska (1) kuchnia czeska (1) kuchnia hiszpańska (1) kuchnia marokańska (1) kuchnia meksykańska (1) kuchnia molekularna (1) kuchnia rosyjska (1) kuchnia tajska (1) kuchnia wietnamska (1) kuchnia łódzka (1) kulki ryżowe (1) kurczak teryaki (1) kurczak w bekonie (1) kuskus (1) kwas chlebowy (1) kwestia smaku (1) kwiaty cukinii (1) larwy (1) latte (1) leberkase (1) lepinje (1) liść laurowy (1) lobio (1) lody pistacjowe (1) lody tajskie (1) lody waniliowe (1) lodziarnia (1) lokum (1) lukier (1) lumaconi (1) majonez (1) mak (1) makaron czekoladowy (1) makaron naleśnikowy (1) makaroniki (1) maki (1) makrela (1) masa kajmakowa (1) mascarpone (1) masło kminkowe (1) maślaki (1) mezze (1) miecznik (1) migdał (1) migdały (1) mintaj (1) miruna (1) mięso (1) morela (1) moro (1) mortadela (1) mrożona kawa (1) mrówki (1) mucha (1) murzynek (1) musztarda (1) mydło (1) myway (1) mózg (1) mątwy (1) naan (1) nadugi (1) naleśnik czekoladowy (1) ocet (1) ogórek (1) ogórek małosolny (1) ojukhari (1) okra (1) olej (1) oranżada (1) orecchioni (1) oscypek (1) otwarcie (1) ozorki (1) ośmiornica (1) ośmiorniczki (1) pan.puh (1) pancake (1) panna cotta (1) papa-lolo (1) pappardelle (1) pascha (1) pasta oliwkowa (1) pastet (1) pastrami (1) patisony (1) pałeczki (1) pekin (1) pepperoncino (1) pestki dyni (1) pesto bazyliowe (1) philly cheese steak (1) pieczarki (1) pieczywo (1) piekarnia (1) pielmieni (1) pierogi drożdżowe (1) pierogi polskie (1) pierogi ruskie (1) pierogi szwabskie (1) pierogi z jagodami (1) pierogi z kurkami (1) pierogi z serem (1) pikantny ogórek (1) pingyao (1) pkhali (1) placki z batatów (1) placki z cukinii (1) plackolandia (1) platany (1) plendze (1) pljeskavica (1) poliki wołowe (1) polędwica wieprzowa (1) pomidory (1) pop tarts (1) prażona cebula (1) precle (1) prosecco (1) ptyś karmelowy (1) puszka (1) putenesca (1) pączkarnia (1) pęczak (1) płatki kukurydziane (1) quiche (1) raki (1) ramen (1) regionalne (1) restrauracja (1) ristorante (1) robaki (1) rodzynki (1) rogal (1) rogal świętomarciński (1) rostbef (1) roszponka (1) rosół (1) ryb (1) ryba (1) ryby (1) rzodkiewka (1) róża (1) safari (1) sardele (1) sardynka (1) schitzel (1) ser lazur (1) ser pecorino (1) sernik Grand Marnier (1) shake (1) shitake (1) sieja (1) siela (1) siesta (1) skrzydełko (1) smażone mięso (1) smażony ser (1) snickers (1) sok (1) sok pomidorowy (1) solanka (1) solianka (1) sos aioli (1) sos beszamelowy (1) sos borowikowy (1) sos chrzanowy (1) sos kurkowy (1) sos miodowo-musztardowy (1) sos mole poblano (1) sos musztardowy (1) sos pomidorowy (1) sos śmietanowo-ziołowy (1) spezi (1) spiralki (1) stir fry (1) suflet dyniowy (1) suflet pistacjowy (1) suszony pomidor (1) suszony łosoś (1) szarlotka (1) szerbet (1) szparagi (1) szprycer (1) szybko (1) szynka parmeńska (1) słodko (1) słonecznik (1) tacos (1) tagliatelle z kurczakiem (1) tagliatelle z polędwiczką wieprzową (1) tahini (1) taishan (1) tempura (1) tiramisu (1) tolma (1) torcik czekoladowy (1) tragedia (1) tsingtao (1) tulumba (1) twarożek waniliowy (1) tłuszcz (1) udko (1) vege (1) walka (1) wege (1) wiener (1) winegret (1) wiśnie (1) woda mineralna (1) wrap (1) wspólny stół (1) wywar (1) wódka (1) wędlina (1) wędzone tofu (1) węgorz (1) yanjing beer (1) zaParowani (1) zapiexy (1) ziele angielskie (1) ziemniaki duchesse (1) zimno (1) zioła prowansalskie (1) zupa cebulowa (1) zupa krem (1) zupa pho (1) zupa węgierska (1) zupa z cieciorki (1) zupka chińska (1) złoto (1) ćevapčići (1) Łowicka (1) Łowicz (1) Łódzkie Burgery (1) łopatka (1) śledź (1) ślimak (1) śliwki (1) św. Marcin (1) świerszcze (1) żurek (1)