Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hamburger. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hamburger. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 marca 2017

Kiedyś próbowaliśmy zjeść w Papuvege. Ale był poniedziałek i było zamknięte <przestroga> Poszliśmy więc do pobliskich MOTYWów, ponieważ nigdy tam nie byliśmy, a pewnie w celach poznawczych warto.

Skoro nie udało się w jednym miejscu trzeba było na szybko poszukać czegoś innego, a że mieliśmy ochotę na jakiegoś burgera to "Motywy" wydawały się opcją idealną.

Od wejścia przywitał nas znany, nieco industrialny, klimat i obsługa w dosyć wyluzowanym wydaniu. Trochę nuda, ale nie od dziś są na łódzkim rynku.

Bartek zamówił hamburgera w wersji classic, czyli z wołowiną i sosem BBQ (do tego frytki, sałata oraz sos aioli) - 26 zł.


Ja natomiast pozostałam przy opcji wegetariańskiej, czyli kotlet z kaszy jaglanej i soczewicy. Do tego dip na bazie serka śmietankowego z zielonym ogórkiem kolendrą i czosnkiem (i też do tego frytki, sałata i sos aioli) - 22 zł.


No to... nie powaliło mnie to. Obydwa burgery były strasznie suche i nie miały w sobie zbyt dużo smaku. Aioli nie smakowało wcale czosnkiem. Było na tyle niesmaczne, że w ogóle z niego zrezygnowałam i żałuję, że nie dostałam porządnego ketchupu do tych frytek.

Z przykrością muszę się z Mają zgodzić. Burgery były zwyczajnie przeciętne. Dobrze opieczone bułki, poprawnie usmażone wkładki (i faktycznie u Mai zdecydowanie było za mało sosu, człowiek szybko się zapychał tą kaszą jaglaną i soczewicą i ciężko to było połknąć bez popicia), niezłe dodatki. Ale to było tyle i tylko tyle. Frytki ok, sos aioli bardziej szedł w stronę smaku majonezu niż czosnku. Sałatka ok, choć też jakoś bez charakteru.

A najlepszym hitem była roszponka... w całości... z korzonkami (tu na zdjęciu tylko dwa):



Ponieważ mam słabość do słodyczy, spróbowaliśmy jeszcze torcika czekoladowego w którym był między innymi mus z białej czekolady i słony karmel (16 zł). To akurat było pyszne :)

Deser był na pewno najsmaczniejszym punktem naszej wizyty. Rewelacyjny mus z białej czekolady, profesjonalnie temperowana czekolada i mój ulubiony słony karmel. Super robota!



Jak na ponad 20 zł za burgera, to to było mało cudowne. Po prostu... spodziewałam się czegoś więcej i na pewno nie będę polecać tego miejsca jako burgerowni. Może jeszcze kiedyś przyjdziemy, ale nie wiem kiedy. Ceny odstraszają i nie wszystko pyszne, więc... no...

czwartek, 22 października 2015

W odróżnieniu od Stambułu Edirne to bardzo mało turystyczne miasto. Wprawdzie znajduje się tam jeden z najpiękniejszych meczetów i piękny kompleks sułtana Bajezyda II, ale wycieczki przyjeżdżają tylko żeby zobaczyć te miejsca i odjeżdżają w siną dal. W centrum (z turystów) bywa mało kto.

Wprawdzie miasto o wiele mniejsze i cichsze od Stambułu, ale miło było się tam zatrzymać na tych kilka dni i poświęcić trochę czasu (i sił w nogach) aby zobaczyć wszystko co oferuje Edirne. :)

Zaczęliśmy od tego, że spróbowaliśmy sobie miejscowego McDonalda. I wiecie co? Frytki były NIEDOBRE. Nie wiedziałam, że z McD mogą być różnice między krajami, ale wygląda na to, że Turcy nie rozumieją frytek z McD i dlatego robią je źle. A co zjedliśmy z bułek? Izgara Tavuklu Sandviç czyli kanapka z grillowanym kurczakiem oraz Köfte Burger czyli w zasadzie burgera z tureckim kotletem. Obydwie bułki były smaczne, ale jeśli dobrze pamiętam słone. I niestety... małe i bez większych fajerwerków. Nie ma co próbować.

Tradycja to tradycja i już tak mamy, że w każdym kraju zaglądamy do miejscowego Maca. Chcieliśmy to już zrobić w Stambule, ale... nie udało nam się znaleźć tam żadnego McDonalda. Ba! Ja nawet żadnego nie zauważyłem (ani znaku do niego). Za to w Edirne do tureckiego McD trafiliśmy bez trudu. Co do jedzenia to było średnie - frytki fatalne, a bułki przyzwoite ale bez szału.



Ważniejszym naszym posiłkiem był ciğer, który stanowi specjalność regionalną i nigdzie poza Edirne nie spróbujecie czegoś takiego. A co to właściwie jest? Jest to owcza wątróbka w mące, cieniutko pokrojona, smażona na głębokim oleju. Do tego sałatka pomidor+cebula, sos chilli-pomidorowy i papryczki do pogryzania. Ach no i Ayran do popicia! A Ayran to jogurt z solą, który znakomicie orzeźwia. Wszystko pyszne. Wątróbka w takim wydaniu jest delikatna i chrupiąca. Polecam nawet sceptykom tego kawałka mięsa.

Re-we-la-cja! Wprawdzie pomysł pójścia na cielęcą wątróbkę przyjąłem bardzo sceptycznie (wątróbka nie jest moim ulubionym daniem), ale czytaliśmy, że będąc w Edirne po prostu trzeba zjeść ten miejscowy przysmak. Trzeba to trzeba, poszliśmy. I było to jedno z lepszych dań, które jedliśmy w trakcie całego wyjazdu. Powtórzę: re-we-la-cja! 


A poniżej kolejny turecki przysmak czyli tulumba (właść. tulumba tatlısı). Ulubiony deser Bartka czyli ciasto smażone na głębokim oleju a później nasączane syropem słodowym. Dla mnie nic specjalnego, ale niektórzy szaleją :)

Wolę jednak wersję sprzedawaną w Albanii, która jest trochę większa i dłuższa (mnie przypomina ogórka). :) Pomijając kształt i rozmiar to turecka odmiana tej słodkości jest zdecydowanie bardziej twarda i chrupka od albańskiej. 


Nie wiemy do końca jak to się dzieje, ale w Stambule bułka z kebabem wołowym kosztuje 10 lirów (albo 8), a z kurczakowym jakoś 1-2 liry mniej. Natomiast w Edirne za 3 (słownie TRZY) liry dostaliśmy bułkę z kebabem kurczakowym (wyglądał świeżo i pysznie) i ayran czyli napitek. I to znaleźliśmy 2 takie miejsca (pierwsze było lepsze i cała kolejka do niego stała). Polecam, bo nie ma nic lepszego niż kebab w Turcji.

Ja tam pamiętam, że kosztowała taka porcja 3,5 liry, ale to nie ma znaczenia. Było zdecydowanie taniej niż w Stambule. Choć... mnie na Taksim, za 4 razy więcej jakoś bardziej smakowało. :P



No i deserek czyli chałwa. Po lewej standardowa, po prawej kakaowa z orzechami włoskimi. Standardowa lepsza, ale obydwie dobre i ciekawe. Warto spróbować tego przysmaku również w Turcji.

Nie ma to jak w Turcji kupić sobie prawdziwą chałwę turecką. :P


Pytanie za sto punktów. To co jest poniżej to nie są owoce. Ale jeśli nie owoce to co? Jest to edirneńska specjalność i jedna z rzeczy, z których Edirne słynie. Odpowiedź poniżej.


To są mydełka w kształcie owoców :) Wyglądają jak żywe, nie? :)

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Jak już zdążyliście się zorientować po ostatniej notce - byliśmy we Wrocławiu. No i któregoś dnia chcieliśmy zjeść burgera. Ale skąd mamy wiedzieć gdzie we Wrocławiu są dobre burgery? Poszliśmy po rozum do głowy i sprawdziliśmy w Internecie. A tam, jak wół, ranking. Wybraliśmy najbardziej nam po drodze leżący Burger Love.

Czy tak bardzo po drodze...? Na pewno w trakcie spacerowania po Wrocławiu minęliśmy "Burger Love", ale pierwsze podejście do zjedzenia wrocławskiego burgera miało miejsce w zupełnie innym miejscu. Tam jednak były problemy z wolnym stolikiem (bardzo mały lokal,a ludzi tłum) oraz płatnością kartą (tzn. można było tylko zapłacić gotówką). Po krótkiej naradzie wojennej zdecydowaliśmy się poszukać jakiejś innej restauracji i tak, podpierając się w/w rankingiem, trafiliśmy do "Burger Love".

Było gorąco i byliśmy głodni. Wchodzimy do restauracji i otrzymujemy informację... że musimy czekać 45 minut. Ja wiem. Był weekend majowy, pełno ludzi. Ale naprawdę to co się działo to było pandemonium. Kelnerki biegały, myliły zamówienia, kłóciły się z kucharzem, zapominały o frytkach. No koszmar.

Uroki długiego weekendu majowego...

Ale w końcu... doczekaliśmy się! Już nie wiem ile to trwało, ale przeczytaliśmy 1,5 numeru Cosmopolitan. Ja zamówiłam burgera Irish Cheddar czyli wołowina, pomidorowy relish, cheddar, sałata, majonez, pomidor i pikle. Brzmiało wspaniale. Oto mój zestaw:


Zacznijmy od tego, że zamawiałam średnio wysmażony. Dostałam mocno wysmażony. Ale nie no, spoko. Dało się zjeść. Na uwagę zasługuje natomiast to:


Czy te frytki nie wyglądają smutno? Były smutne i nasiąknięte tłuszczem. A niedobrze od nich było mi jeszcze przez 2 dni. No super.

Ja natomiast zamówiłem burgera o wdzięcznej nazwie "No Name". W skład bułki wchodziła wołowina, sałata, peperonata z chorizo, cheddar, sos BBQ oraz czerwona cebula. Do tego frytki oraz coleslaw. Całość kosztowała 29 złotych.

Niestety, burger nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Patrząc na menu i ciekawie dobrane składniki liczyłem, że dostanę rewelacyjną bułkę, o której będę mógł spokojnie napisać "była rewelacyjna". Natomiast to co otrzymałem, no cóż... Mięso było zdecydowanie za długo smażone, ale i tak wolę to niż np. spaloną bułkę (jak mieliśmy w jednej łódzkiej burgerowni). Tutaj na szczęście bułka była ok. Co do frytek to do tego co napisała Maja dodam jeszcze, że były tak zrobione, że niemiłosiernie się lepiły jedna do drugiej, tak więc chcąc wyciągnąć jedną wysuwało się pół kubeczka. Coleslaw smaczny, nie miałem zastrzeżeń.


No niestety. Z Burger Love wyszliśmy najedzeni, ale bez szczególnych pozytywnych wrażeń. Wolę naszego łódzkiego Jerry'ego.

Na pewno byliśmy bardzo zawiedzeni, gdyż spodziewaliśmy się czegoś o wiele lepszego. Miało być smacznie i fajnie, a okazało się, że ekipę "Burger Love" przerósł długi majowy weekend. Może przy następnej wizycie będzie lepiej...

poniedziałek, 16 marca 2015

Wiecie gdzie się je romantyczne walentynkowe obiady? W Andelsie? W Affogato? Nie... w tym roku...

Z góry i lojalnie uprzedzam, że to co dalej przeczytacie to był mój pomysł. ;) Poza tym u nas Walentynki wypadły tydzień wcześniej! :P


... u Zosi :D Podobno można tu zjeść ogromniaste hamburgery po 7 zł. No to musieliśmy spróbować :)

Moja koleżanka z pracy tak zachwalała burgery z tej budki, że dosyć mocno namawiałem Maję do zajrzenia tam przy jakiejś okazji i spróbowania tamtejszych "specjałów". ;)

Burger Bartłomieja (opcja z podwójnym mięsem):


Mój (cheeseburger):


Powiem szczerze, że w tamtym czasie żywiłam się sama i w tym burgerze było więcej świeżych warzyw niż w mojej diecie przez poprzedni tydzień :) A czemu myślę, że świeżych? Bo tam jest cały czas kolejka, a Pani, która tam pracuje, wprost nie wyrabia się z przygotowywaniem kanapek. Mogę polecić :) Smak burgera z dzieciństwa + mnóstwo warzyw i dobrego sosu. No ja wiem, że po Amaro to trochę upadek, ale czasem można :)

Bądźmy szczerzy, do burgerów z restauracji pod kątem jakości mięsa i bułki to się nie umywa, ale przecież w tym wypadku nie o to chodzi. W takich miejscach jada się "przy okazji", a to czekając na autobus, a to wracając z nocnej imprezy. I mimo tego, że kotlety były z zamrażarki, bułka sprawiała wrażenie dosyć plastycznej masy, a ilość warzyw i sosu powalała to wszystko było... przyzwoite i smaczne. :) No i na pewno tyle tego było, że nie wracaliśmy do domu głodni. Tak więc, jeśli masz okazję to spróbuj burgera z "Zosi". Zwłaszcza, że już niedługi budki spod Centrala mają zniknąć w związku z remontem chodnika i generalnie całego tamtego obszaru.

PS. Amaro, nie Amaro - nazwa bloga i jego pierwotny cel zobowiązuje. ;)

PS.2 Zosia niestety już nie funkcjonuje na Mickiewicza. Teraz tych burgerów można spróbować na rogu Zielonej i Kościuszki :)

środa, 5 listopada 2014

Wiecie, że lubimy podróżować? Jakiś czas temu byliśmy ponownie w Berlinie. Tym razem bardziej przygotowani do kulinarnych podróży, bo np. poczytaliśmy gdzie można zjeść tutaj. I tak trafiliśmy na przykład na cotygodniowy, czwartkowy, streetfood market na Markthaale Neun. Niestety grupa (4 osobowa ;)) była tak niezdecydowana, a niektórzy tak niezainteresowani (Bartek ;)), że musiałam skapitulować. Chociaż można było spróbować kuchni meksykańskiej, chińskiej, niemieckiej, tajskiej... no naprawdę różnorodnej. Polecam miłośnikom tłumów i rozgardiaszu :) 

Jak się okazało my do miłośników tłumów i rozgardiaszu nie należymy, gdyż poza przejściem się po wszystkich stoiskach i spróbowaniu czegoś co dawali za darmo nie kupiliśmy nic do zjedzenia... :] I fakt, ja w tym przodowałem - nie podobało mi się to miejsce, to co tam dawali, a w szczególności to ile euro za to chcieli. Ale o dziwo, kiedy powiedziałem "dobra, przegłosowaliście mnie, co chcecie zjeść?" to zapadła cisza i w końcu wszyscy wyszliśmy. :P




Kiedy już skapitulowałam... wymyśliliśmy, że w takim razie pójdziemy na najlepsze hamburgery w Berlinie. Burgermeister to miejsce, które chyba zna większość berlińczyków. Położone jest pod wiaduktem S-Bahna, wspaniale zagospodarowując tą przestrzeń.

I jest w "budynku" dawnej toalety miejskiej. :P Ciekawy pomysł na zagospodarowanie takiego miejsca, prawda? ;) 


A kolejka była nieziemska. Czekaliśmy najpierw do okienka z 15 minut, a później dostaliśmy numerek i czekaliśmy kolejne 10-15 minut. Do wyboru były różnego rodzaju hamburgery w cenie 10-15 euro (w zależności od stopnia wypasu). Hamburgery dostaje się w takich oto kartonowych pojemniczkach co jest świetnym pomysłem, bo dodatków jest tyle, że nie sposób byłoby inaczej je zjeść. A same hamburgery były pyszne. Naprawdę warto tam coś zjeść. A jeszcze dodam, że wewnątrz ogródka nie wolno robić zdjęć. Więc mogę wam opowiedzieć, że na każdym stole stoi rolka ręczników papierowych, a do każdego stołu przyczepiony jest otwieracz do piwa. Za siedziska robią obite gąbką rury albo skrzynki po piwie. Wszystko prosto i "wystarczająco". Bez zbytnich luksusów :)

Kolejka mówi sama za siebie. :) "Burgermeister" to bardzo popularny lokal, podający rewelacyjne jedzenie w przyzwoitej cenie. :) Same hamburgery rewelacyjne, bardzo dobre mięso i dodatki, super sos i bardzo smaczna bułka. I do tego zimne, dobre piwo... :D



Do hamburgerów zamówiliśmy cheese and chilli fries czyli frytki z serem i chilli. Ser był po prostu sosem z serka topionego, a chilli to mięso w sosie chilli ze świeżymi papryczkami. Po pierwszym kęsie ustaliłam, że chilli jest świeże i baaardzo ostre. Ale całe frytki były super. Co prawda należy dobrze przemyśleć ich zakup ponieważ po zjedzeniu swoich hamburgerów, nie byliśmy w stanie we czwórkę zjeść tych jednych frytek. Ale dla głodomorów polecam :)

To prawda, byliśmy tak najedzeni hamburgerami, że wzięliśmy prawie połowę frytek w drogę i niemalże musiałem je wciskać Mai, Gosi i Arturowi, aby wszystko zostało zjedzone. :) 


Natomiast innego dnia Artur polecił nam indyjską restaurację Amrit. Od razu uprzedził, że jest to sieciówka (jest kilka takich restauracji w Berlinie), ale że jedzenie jest pycha i swobodnie dwiema porcjami najemy się w 4 osoby. Tak więc zamówiliśmy baraninę korma oraz kurczaka curry (chyba ;)). Do tego dostaliśmy michę ryżu i warzywka. Żebyście wiedzieli, że najedliśmy się jak bąki, a wszystko co jedliśmy było pyszne. Obsługa była miła, a wnętrze ciekawe (zobaczcie zdjęcia na stronie). Naprawdę polecam - jeśli lubicie indyjskie jedzenie. Nie próbowaliśmy ostrych rzeczy, bo białogłowe (ja i Gosia) nie jesteśmy mega fankami, ale założę się, że też jest pysznie. Aha - polecam też ciekawe soki. Ja piłam sok z liczi - super sprawa i smakowało naprawdę liczi. 

Na dobrą sprawę nic więcej w tym temacie dodawać nie muszę, Maja tak wyczerpująco opisała naszą wizytę w restauracji "Amrit". :) Mogę tylko dodać, że naprawdę było tam wyjątkowo smacznie i obficie. I faktycznie dwie porcje wystarczyły dla czterech osób. :D


*Warto jeszcze dodać uwagę o pizzy (niestety nieokraszoną zdjęciem). Jeśli nie musicie - nie jedzcie w Berlinie pizzy. Ta, którą mieliśmy nieszczęście próbować, była nawet na polskie standardy paskudna. Smakowała jak rozmrożona. Dowiedzieliśmy się od Artura, że niestety, ale pizze w Niemczech nie są dobre i że tęskni za polskimi. Tak więc - nie polecamy.

Dwa razy mieliśmy w Berlinie kontakt z pizzą. Za pierwszym razem w styczniu gdy zamówiliśmy ją telefonicznie i drugi raz podczas ostatniego pobytu - tym razem kupiona bezpośrednio w pizzerii. I w jednym i w drugim przypadku było... gorzej niż źle. Ciasto takie sobie, sos okropny, dodatki - szkoda gadać. Zdecydowanie lepiej iść na Bratwusta na Alexander Platz. ;)

Tak więc tym razem nie sililiśmy się na kuchnię niemiecką. Być może, po prostu, nie jest ona tak popularna w Niemczech (a może też my nie zwracaliśmy uwagi). No nie wiem. Jeśli ktoś zna w Berlinie miejsce z dobrym niemieckim jedzeniem - niech da znać. Następnym razem się wybierzemy.

sobota, 1 listopada 2014

Od dłuższego już czasu przy ul. Piotrkowskiej 85 działa lokal "Jerry's Burger" specjalizujący się, jak zresztą sama nazwa mówi, w burgerach. Planowaliśmy z Mają od dawna tam zajrzeć, ale jak to zwykle bywa jakoś nie było okazji (albo funduszy). W końcu jednak nic nam nie przeszkadzało i mogliśmy zasiąść przy jednym ze stolików w "Jerry's Burger". :)

Mnie tak strasznie tam ciągnęło... uwielbiam klimat Ameryki, lat 50-60 i po prostu cały czas chciałam tam zajrzeć :) I te czerwone kanapy! Ale przyznam, że często rezygnowaliśmy, bo lokal nie jest najtańszy.

Pierwsze wrażenie było na pewno bardzo pozytywne. Wystrój lokalu ewidentnie nawiązuje do małych amerykańskich jadłodajni. Jest naprawdę dużo elementów związanych z USA - siedziska, bar, różne plakietki na ścianach, futbolowe sprzęty i kolekcja butelek po coli. Fajny pomysł dla lokalu serwującego przede wszystkim burgery. :)



Nie czekaliśmy długo na podanie menu - zdecydowany plus dla lokalu. No ale oczywiście potem zaczęły się schody, bo co tu wybrać skoro tyle ciekawych pozycji... :) Ja w końcu wybrałem jednego z burgerów, tego który najbardziej mnie zaciekawił nazwą - "Dirty Harry". Maja z kolei wzięła dla siebie coś z zupełnie innej półki, albowiem zdecydowała się na naleśniki z oreo, bitą śmietaną, fluffem i posypką. A do tego wzięła jeszcze koktajl! :D

Shake musiał być :) Na przystawkę. I miałam ochotę na coś słodkiego. I jeszcze zapytałam Pana z powątpiewaniem, czy ja się na pewno tymi naleśnikami najem. Pan stwierdził, że na pewno i oczywiście i uśmiechnął się jakoś tak knująco :)

Nasze dania po podaniu (czekaliśmy około 15 minut) prezentowały się tak:




Wszystko było bardzo dobre i było tego baaaardzo dużo. Mój burger świetny - mięso bardzo dobrze przygotowane, chrupiące krążki cebulowe, super sałata i sos. Do tego jeszcze bardzo dobre frytki i surówka. Z kolei Mai naleśniki był bardzo słodkie i strasznie zapychające. Podsumowując, wiedzieliśmy, że zajrzymy do "Jerry's Burger" jeszcze raz! :)

Czy ja się najadłam?! Umarłam 2 razy, a Bartkowi frytki podjadałam z łakomstwa. Zjadłam praktycznie tylko pół i Bartek musiał mi pomóc. Mam dla Was jedną radę - fluff to jest roztopione marshmallow - bądźcie czujni przy zamawianiu, bo można paść z tej słodyczy :) Aha i nie wspomnieliśmy o tym, ale w Jerry's mają świetną wentylację, bo pomimo tego, że lokal jest mały, a hamburgery są smażone cały czas, to wcale nie ma duchoty i wszechobecnego zapachu smażeniny. Wielki plus. I jeszcze sposób podania wszystkiego. Zwróćcie uwagę na shake'a, który wyglądał super, oraz na burgery podawane na stylowych tackach. Jest styl :)

Kiedy drugi raz zaszliśmy do "Jerry's Burger" Maja też miała ochotę na hamburgera. I tak, po długich minutach wybierania, dyskutowania i zmieniania pomysłów stanęło na hamburgerach: "King Kongu"  (400g mięsa!) dla mnie i "Jerry's" (z jajkiem sadzonym) dla Mai. :)

Znacie moje upodobania - uwielbiam jajka sadzone ;)



Obydwa hamburgery były bardzo dobre, a mój tak ogromny, że jeszcze następnego dnia miałem problemy ze śniadaniem. :) Bułki dobrze przypieczone (ale nie spalone), mięso świetnie przygotowane, do tego super dodatki.

Mój burger też pyszny. Naprawdę Jerry's stał się jednym z moich ulubionych miejsc burgerowych. Jedyne co mogę zarzucić to... malutka surówka. Chociaż w obliczu mojego najedzenia... może dobrze, że nie było jej więcej :)

Tak więc, bardzo pozytywny lokal i ja go spokojnie mogę polecić. :)

poniedziałek, 20 października 2014

Wróćmy do naszych wakacyjnych wspomnień (spokojnie, to już przedostatni odcinek). :) Po Chorwacji, Włoszech i Albanii pojechaliśmy nad Jezioro Ochrydzkie w Macedonii i spędziliśmy tam wspaniały tydzień. Co prawda początki naszego pobytu tam nie były kolorowe, ale po zmianie naszego hotelu wszystko się ułożyło i mogliśmy zacząć spokojnie odpoczywać, zwiedzać i cieszyć się wolnym czasem.

Ja Wam muszę opowiedzieć historię z pierwszym lokalem. Otóż kiedy czekaliśmy na busa podczas zmiany naszego noclegu, podjechał do nas samochód, a kierowca zapytał nas czy mówimy po rosyjsku. Zgodnie z prawdą odpowiedzieliśmy, że tak. Tu kierowca zaczął tyradę, że on tu się umówił z jakimiś Rosjanami, że miał ich zawieźć do Skopje, że on ich nie rozumie, a oni zadzwonili z prywatnego numeru, więc jak następnym razem zadzwonią to czy my nie moglibyśmy odebrać i z nimi pogadać, a on nas zawiezie do centrum. Zresztą o swoim nieszczęściu opowiadał wszystkim napotkanym osobom. I tak czekaliśmy z nim jakieś 20 minut. W międzyczasie dowiedzieliśmy się, że w sumie to on się na miejsce spotkania spóźnił 40 minut (no wcale się Rosjanom nie dziwię, że się wściekli - kierowcy nie ma, niczego nie rozumie, ekstra!). No to Goran stwierdził, że nas już odwiezie. Zapytał czy jesteśmy głodni i powiedział, że nas zawiezie do miejsca gdzie zawsze ludzi wozi i nigdy im nic złego (gastrycznie) się nie dzieje. Gdzieś w środku miałam nadzieję, że nas zaprasza na ten obiad. Restauracja okazała się chyba lokalem jakiejś masarni i do wyboru były jakieś różne mięsa. Ja wybrałam to:


a Bartek kiełbaski:



Cenowo było nieźle, ale najlepsze było na koniec, kiedy Goran stwierdził, że mamy za niego zapłacić. Wydawało mi się, że się przesłyszałam - to my tu dobre dusze on tak? Powiedziałam, że nie ma mowy a on na to się oburzył, powiedział, że to nie do pomyślenia, kazał nam zapłacić za podwózkę jak za busa. I tak osłupiali wylądowaliśmy w centrum, a ja do tej pory nie mogę z tego stuporu wyjść.

Mimo tego, że było smacznie i tanio to już nigdy więcej tam nie zawitaliśmy. Drugim odwiedzonym przez nas lokalem była restauracja De Lago. Polecono ją nam wcześniej, a skoro przypadkowo na nią trafiliśmy szkoda było nie sprawdzić co tam dobrego można zjeść.

A poza tym tego dnia pragnęłam zupy rybnej :)A tu akurat mieli i to niedrogo.

Na pierwsze danie wzięliśmy zupę rybną. Jak dla mnie była ona mało wyrazista. Co prawda wyraźnie czuć było rybny smak, ale... czegoś jej brakowało.

Ona była w ogóle niesłona, a jadalna była dopiero po dołożeniu cytryny :) Ale generalnie na pewno miała w sobie dużo ryby.


Z kolei na danie główne Maja wzięła kurczaka w sosie grzybowym, ja natomiast zapragnąłem zjeść coś bardziej lokalnego i skusiłem się na faszerowane papryki. Według mnie jedno i drugie danie było smaczne (Mai nawet bardziej). :) Dobrze przyrządzone, nieźle doprawione i w sumie nie czekaliśmy na nie specjalnie długo.



Kurczak był przepyszny i naprawdę taki jaki by powinien. Papryki były po prostu smaczne. Ale zanotowaliśmy w pamięci, że lokal ten jest w porządku.

Kolejnym lokalem, w którym zawitaliśmy była pizzeria "Americano". Znajdowała się ona zaraz obok schodów prowadzących do naszego lokum i mijaliśmy ją wielokrotnie. W końcu dolatujące stamtąd zapachy pizzy nas przekonały i skusiły. Maja zamówiła pizzę, ja zaś miałem chęć na jakiś makaron. Cóż, ani jedno ani drugie rewelacyjne nie było - dało się zjeść, ale też nie powaliło nas na kolana smakiem.




A najlepsze jak zapomnieli mi położyć oliwek na pizzy... więc dali mi w miseczce ;) Bartka makaron był zupełnie be wyrazu. 

Przerwa na widok z Ochrydy. ;) Gdybyście mogli tam pojechać, zawitajcie tam koniecznie!


Po doświadczeniach z pizzą i makaronem w "Americano" zdecydowaliśmy się przy okazji kolejnego obiadu powrócić do znanego nam lokalu, gdzie było smacznie - do De Lago. Tym razem to Maja miała chętkę na makaron, ja zaś chciałem zjeść coś bardziej konkretnego, zamówiłem więc burgera. Jakież było moje zdziwienie, gdy dostałem ogromnego kotleta z dodatkami. Mimo, że nie było to to co sobie wyobrażałem, to danie było rewelacyjne. I objadłem się wtedy jak szalony.



Mój makaron był niestety mocno przeciętny. Miał być sos śmietanowy z prosciutto... a tu sos śmietanowy (praktycznie bez smaku) i mocno słone prosciutto. Mnie nie za bardzo podeszło to wszystko. Za to Bartkowe danie było bardzo ciekawe, a frytki bardzo dobre :)

Jako ciekawostkę wspomnimy tutaj o naszych... śniadaniach. :) Pierwszego dnia o prawda poszliśmy na miejscową wersję burka, ale już w kolejne poranki zaglądaliśmy do małego lokaliku położonego niedaleko naszego motelu na kawałek pizzy. Kawałki były spore, bardzo tanie i co ważne podawane na waflu (czyli nie dość, że jedliśmy pizzę to jeszcze i tacka była do zjedzenia :D)! Może i nie były to najzdrowsze śniadania, ale na pewno smacznie zaczynaliśmy dni. ;)


Bo ja już na burki patrzeć nie mogłam! A ta pizza była całkiem sympatyczna i stosunkowo niedroga. A sposób podania (na waflu) był również wspaniały. PO-LE-CA-MY.

Wracając zaś do tematyki obiadowej warto w tym miejscu wspomnieć o przykrym zdarzeniu jakie nas spotkało w Ochrydzie. Mianowicie, pod sam koniec naszego pobytu zostaliśmy praktycznie zmuszeni do wyjścia z lokalu. Wszystko miało miejsce w lokalu o pięknej nazwie "Kotva", który znajduje się niedaleko przystani dla jachtów. Z zewnątrz zapowiadało się smakowicie i świeżo (w końcu byłą bardzo blisko jeziora), menu to potwierdzało. Niestety nie przekładało się to w ogóle na szybkość podawania dań. Mimo tego, że w restauracji nie było wielu gości czekaliśmy aż 40 minut na podanie nam jedzenia. I się nie doczekaliśmy! Po tak długim czasie zdecydowałem, że wychodzimy. Odliczyłem równą kwotę za podane nam napoje (których zresztą nie dokończyliśmy) i wyszliśmy. Aby było śmieszniej gdy już byliśmy w drzwiach kelner zapytał nas "Jakiś problem, coś się stało?". Rzuciłem mu tylko na do widzenia "Czekaliśmy aż 40 minut, to kpina" i wyszedłem.

Przyznam się, że trochę zepsułam Bartka. Jeszcze jakiś czas temu być może nie zauważyłby nawet uchybień w obsłudze w tym lokalu. A teraz praktycznie sam wyprowadził mnie w oburzeniu. Cóż, miał rację, a może obsługa się czegoś nauczy :)

I tak trafiliśmy do jednej z najlepszych restauracji w Ochrydzie, do "Belvedere".

A tam mięso podane jak homar i makaron z dziczyzną.



Tak, w Belvedere przynajmniej wiedzieliśmy dlaczego czekamy, bo tłum był taki, że obsługa uwijała się jak w ukropie. Ale czy to był najlepszy posiłek w naszym życiu? Nie powiedziałabym. I też nie było zbyt tanio.

I na koniec, jak przystało po dobrym obiedzie, czas na deser. :) Ostatniego dnia, kiedy już praktycznie szykowaliśmy się mentalnie do dalszej podróży natrafiliśmy na sympatycznie wyglądającą cukiernię z, jak się okazało po zakupie, wspaniałymi słodkościami - rewelacyjne bakławy! I jeszcze mogłem sobie kupić pysznego słodkiego "ogórka"! :P



Jeśli będziecie mieli kiedyś okazji spróbować baklawy z sokiem/sosem wiśniowym - koniecznie spróbujcie! Wiśnia troszeczkę przejmie ogromną słodycz baklawy. A w tym sklepie gdzie akurat kupiliśmy nasz zestaw (taniutki) pani zapytała czy nie chcemy wody do tego :) (uznałam to za przejaw ogromnej troskliwości, bo przecież umarlibyśmy z przesłodzenia). Będąc na Bałkanach koniecznie próbujcie baklawy.

Szkoda było stamtąd wyjeżdżać... Było pięknie, spokojnie i.. smacznie! :)


Polecam, Maja Skowrońska

Etykiety

restauracja (115) Łódź (108) kurczak (45) gotowanie (37) frytki (34) zamknięte (34) pizza (31) sos (22) hamburger (19) makaron (17) Festiwal Dobrego Smaku (15) pizzeria (15) sałatka (15) FDS (14) ser (14) Okrasa (13) Pascal (11) Poznań (11) burger (11) ciasto (11) pieczone ziemniaki (11) boczek (10) naleśniki (10) piwo (10) ryż (10) surówka (9) szpinak (9) łosoś (9) McDonald (8) cukinia (8) fastfood (8) kawa (8) Warszawa (7) kebab (7) kukurydza (7) sałata (7) schab (7) szynka (7) warzywa (7) zapiekanka (7) śniadanie (7) Paryż (6) ananas (6) chiny (6) czosnek (6) kaczka (6) lemoniada (6) obiad (6) oliwki (6) pierogi (6) polędwiczka (6) wino (6) wołowina (6) ziemniaki (6) śmietana (6) Camembert (5) Gejsza Sushi (5) House of Sushi (5) bakłażan (5) bar (5) cola (5) cukiernia (5) cytryna (5) gorgonzola (5) krewetki (5) kuchnia amerykańska (5) lody (5) naleśnik (5) pierożki (5) pomidor (5) spaghetti (5) stek (5) tarta (5) wieprzowina (5) Babkarnia (4) Katowice (4) Off Piotrkowska (4) Senoritas (4) USA (4) babeczki (4) baklawa (4) banan (4) bistro (4) cebula (4) chaczapuri (4) czekolada (4) festiwal (4) grill (4) herbata (4) imbir (4) kanapka (4) khinkali (4) kokos (4) kompot (4) lunch (4) marchewka (4) orzechy (4) papryka (4) pasta (4) pesto (4) pierogarnia (4) pita (4) puree (4) risotto (4) ser kozi (4) ser pleśniowy (4) sernik (4) tortilla (4) 2016 (3) Francja (3) Gruzja (3) Kielce (3) La Strada (3) Lidl (3) Lili (3) Manufaktura (3) Mebloteka Yellow (3) Pozytyvka (3) Spektakl (3) Wrocław (3) Zbożowa (3) arbuz (3) ayran (3) baranina (3) bataty (3) burek (3) cevapcici (3) chałwa (3) curry (3) fasola (3) gruszka (3) gęś (3) hot-dog (3) hummus (3) indyk (3) jajko (3) kiełbasa (3) kuchnia włoska (3) lotos (3) miód (3) nachos (3) naleśnikarnia (3) owoce morza (3) pistacje (3) placki ziemniaczane (3) placuszki (3) pomidorki (3) por (3) przystawka (3) ptyś (3) pączek (3) quesadillas (3) rewizyta (3) salami (3) streetfood (3) truskawki (3) twaróg (3) warsztaty (3) wegetariańskie (3) zapiekarnia (3) zupa (3) żurawina (3) 2018 (2) Affogato (2) Albania (2) All Star Klubokawiarnia (2) American Bull (2) Awangarda (2) Before Food Market (2) Berlin (2) Breadnia (2) Brzeg (2) Bułgarska (2) Chude Ciacho (2) DalekoBlisko (2) Foto Cafe 102 (2) Galicja (2) Gorditas de nata (2) Jaffa (2) Kraków (2) Lavash (2) Mare e Monti (2) Montenegro (2) Poddębice (2) Restauracja Polska (2) Sendai Sushi (2) Spółdzielnia (2) Sushi Zielony Chrzan (2) Szkoła Gotowania (2) Szwalnia Smaków (2) Szyby Lustra (2) Tubajka (2) Turcja (2) Uniejów (2) Włoszczyzna (2) Zieliński i Syn (2) Złoty Imbir (2) antrykot (2) baozi (2) bar mleczny (2) boczniak (2) bolognese (2) bułki (2) carbonara (2) cheeseburger (2) chleb (2) chłodnik (2) ciastko (2) ciecierzyca (2) coleslaw (2) creme brulee (2) cukier (2) cynamon (2) drink (2) dubaj (2) falafel (2) flaki (2) galaretka (2) golonka (2) grzyby (2) guacamole (2) gzik (2) jabłko (2) jagnięcina (2) jajko sadzone (2) kalmary (2) kapusta (2) kapusta zasmażana (2) karkówka (2) karmel (2) kasza bulgur (2) kasza jaglana (2) kiełbaski (2) kluski (2) konfitura z cebuli (2) kopytka (2) kotlet (2) kozi ser (2) krab (2) kryształowa (2) królik (2) kurki (2) lasagna (2) limonka (2) maliny (2) mamałyga (2) mango (2) marynata (2) masło orzechowe (2) małże (2) melon (2) musaka (2) nuggetsy (2) ogórek kiszony (2) oliwa (2) oliwka (2) orzeszki (2) owoce (2) papryczki (2) papryka faszerowana (2) parówka (2) pierogi na słodko (2) pierogi wytrawne (2) placek (2) placek po węgiersku (2) polędwiczki (2) pomarańcza (2) przegrzebki (2) przekąska (2) przyprawy (2) pstrąg (2) rozmaryn (2) rukola (2) samolot (2) seler (2) sezam (2) soczewica (2) sos BBQ (2) sos czosnkowy (2) sos pieprzowy (2) sushi (2) szczypiorek (2) słony karmel (2) tagliatelle (2) tatar (2) tuńczyk (2) tymianek (2) wątróbka (2) zupa rybna (2) śliwka (2) żeberka (2) 2017 (1) 5ty Smak (1) Agrafka (1) Ala Turka (1) Ali Baba (1) Amarant (1) Ambrozja (1) Amelia (1) Amorino (1) Atelier Amaro (1) Bangkok lody tajskie (1) Bar-a-boo (1) Bavaria czy Tyrol (1) Belgian Fries (1) Berthillon (1) Big Betty (1) Bistro Radiowa (1) Bistro Williamsburg (1) BurGr (1) Burger Love (1) Bułgaria (1) Byk Burger (1) Cafe Antykwariat (1) Cafe Bar Poczekalnia (1) Cesky Film (1) Chorwacja (1) Chytra baba z Radomia (1) Columbus Coffee (1) Corn dog (1) Cukiernia Sowa (1) Cukiernia Wasiakowie (1) Czarna Owca (1) Czarnogóra (1) Da Grasso (1) DaAntonio (1) DaVella per Amici (1) Deli (1) Delicatessen (1) Deseo Tapas Bar (1) Dolce salato (1) Dolny Rynek (1) Dom Pielgrzyma (1) El Toro (1) Empatia (1) Fabryka Krawatów Bistro (1) Fabryka babeczek (1) Fatamorgana (1) Filharmonia Smaku (1) Food Market (1) Foodie (1) Four Color (1) Funnel cake fries (1) Godjo (1) GoodFood (1) Gordon Ramsay (1) Gorąca Kiełbasiarnia (1) Gruzińskie bistro (1) Hamra (1) Hand'n'roll (1) Heisser Wolf (1) In centro (1) Insekt (1) Internet (1) Irish Pub (1) Istambuł & Tajmahal (1) Italica (1) Jerry's Burger (1) Już wróciłem (1) KFC (1) Kalisz (1) Kamari (1) Karuzela Cafe (1) Klub 97 (1) Kluska Polska (1) Kombinat (1) Krochmal (1) Krowarzywa (1) Kuchnia Polska (1) L'Elephant d'Argent (1) La Vende Bistro (1) Lajkonik (1) Las Vegas (1) Le Grand Phenicien (1) Le Souk (1) Leniwy weekend (1) Lodziarnia Kolorowa (1) Lokal (1) Lukullus (1) Luncheria (1) MEG MU (1) Macedonia (1) Magia Karmelu (1) Malinowa (1) Manana (1) Mangal (1) Marcello (1) Mañana Tex-Mex Bar (1) Mała Litera (1) Meksyk (1) Metis (1) Mexican (1) Mięso & Bułka Habas (1) Montag (1) Motywy (1) Na Górze (1) Nekko Sushi (1) Niebostan (1) Niemcy (1) North Fish (1) O'maki Paris (1) Olimpijska (1) Otwarte drzwi (1) Pacyfik (1) Palce Lizać (1) Paleta Bieli (1) Pani Cupcake (1) Papuvege (1) Parnik na Chmielnej (1) Parowóz (1) Pho Shop (1) Pierogarnia Cynamon (1) Pijalnia Czekolady (1) Pijalnia Czekolady E. Wedel (1) Piotrków Trybunalski (1) Piwnica łódzka (1) PizzaPortal (1) Poczdam (1) Polakowski (1) Pop'n'Art (1) Porcja (1) Przedwojenna (1) Ratuszowa (1) Restauracja Przerwa (1) Restauracja Reymont (1) Restauracja u Kretschmera (1) Restauracja św. Józefa (1) Retka (1) Retkinia (1) Revelo (1) Rumunia (1) Scenografia (1) Senija (1) Ser Lanselot (1) Servantka (1) Sezon (1) Señoritas (1) Shahrazad (1) Si Senor (1) Si Señor (1) Sieradz (1) Skierniewice (1) Sklep z goframi (1) Skład Wina & Chleba (1) Sofa (1) Sofa cafe & lunch (1) Spała (1) Stretch Island Fruit Strips (1) Susharnia (1) Suzette (1) Sułtan Grill (1) Sylvio Italiano (1) Syria (1) Szadek (1) Szklarnia (1) Sznycelek (1) Słodka Pracownia Cukiernia Artystyczna (1) Tasty Kebab (1) TelePizza (1) Teremok (1) The Dorsz (1) Titi (1) Tivioli (1) ToDoJutra (1) Toskania (1) Tradycyjna Pączkarnia Słowik (1) Tulipan (1) U Ziuty (1) Uniejowski Festiwal Smaku (1) VINDA (1) Vapiano (1) Veranda (1) Vita (1) Walter's Coffee Roastery (1) Wendy's (1) Western Chicken (1) Wiosna (1) Włochy (1) Zapieckanka (1) Zapiekarnia & Plackarnia (1) Zaraz Wracam (1) Zielona (1) Zjadliwości (1) Zosia (1) Złote Jabłko (1) Złoty Osioł (1) ajvar (1) amuse-bouche (1) anchois (1) angus (1) ato ramen (1) awokado (1) baba ghanoush (1) badrijani (1) bajgla (1) banany (1) bao (1) barbata (1) basmusa (1) bazylia (1) bekon (1) białe wino (1) bita śmietana (1) blanszowane warzywa (1) bliny (1) borówki (1) brokuły (1) brownie (1) brukselka (1) budka (1) bulion (1) bulion z kaczki (1) buraki (1) burrito (1) cajun (1) cebula grillowana (1) chaczapuri adżarskie (1) chashushuli (1) cheddar (1) chikhirtma (1) chili con carne (1) chilli (1) chinkali (1) chipotle (1) chipsy (1) chińczyk (1) chińskie (1) chleb ze smalcem (1) churros (1) chvishtari (1) ciasteczka (1) ciasto drożdżowe (1) ciasto francuskie (1) ciasto królów (1) ciasto marchewkowe (1) ciorba (1) club sandwich (1) creme caramel (1) croissant (1) cukierki (1) currywurst (1) cydr (1) cykoria (1) czarna porzeczka (1) czarnuszka (1) czeburek (1) czereśnie (1) czerwona cebula (1) czerwona fasola (1) czerwony pieprz (1) daktyle (1) de volaille (1) demi glace (1) deser z kremem (1) dim sum (1) dip (1) dorsz (1) dressing (1) dym (1) dynia (1) dziczyzna (1) enchiladas (1) espresso (1) farsz (1) fasolka (1) faszerowanie (1) filet (1) film (1) fisker (1) focaccia (1) foul (1) frutti di mare (1) frytki z batatów (1) fusion (1) galettes des rois (1) gnocchi (1) gofry (1) gotuj i chudnij (1) gołąbek (1) gołębie (1) goździki (1) gramofon (1) granola (1) grillowane warzywa (1) grillowany kurczak (1) grissini (1) groch (1) groupon (1) grzanki z serem (1) grzybki (1) guciołki (1) gulasz (1) gęsina (1) hamsi (1) hawajska (1) hinduskie chlebki (1) hinkali (1) ikea (1) ikra (1) imperial (1) jabłko w cieście (1) jagody (1) jajko 63 (1) jajko confit (1) jajko poszetowe (1) jajko przepiórcze (1) jalapeno (1) jasne (1) jałowiec (1) jogurt (1) kakao (1) kalarepa (1) kanapka klubowa (1) kangur (1) kapary (1) kapusta pekińska (1) karczek (1) karpatka (1) kasza (1) kasza gryczana (1) kasza manna (1) kaszanka (1) kawiarnia (1) kałamarnice (1) kebap (1) kharcho (1) khoubz (1) kiełki (1) kinder bueno (1) kindziuk (1) kino (1) kiszona kapusta (1) kiwi (1) klopsiki (1) knedle (1) kofta (1) koktajl (1) kolendra (1) korniszon (1) kotlet szwajcarski (1) kotlet z ciecierzycy (1) kotlety selerowe (1) kowal (1) krem (1) krem budyniowy (1) krem czekoladowo-orzechowy (1) krem z buraczków (1) krem z buraków (1) krem z pomidorów (1) książka (1) kubdari (1) kuchnia afrykańska (1) kuchnia bałkańska (1) kuchnia brytyjska (1) kuchnia chińska (1) kuchnia czeska (1) kuchnia hiszpańska (1) kuchnia marokańska (1) kuchnia meksykańska (1) kuchnia molekularna (1) kuchnia rosyjska (1) kuchnia tajska (1) kuchnia wietnamska (1) kuchnia łódzka (1) kulki ryżowe (1) kurczak teryaki (1) kurczak w bekonie (1) kuskus (1) kwas chlebowy (1) kwestia smaku (1) kwiaty cukinii (1) larwy (1) latte (1) leberkase (1) lepinje (1) liść laurowy (1) lobio (1) lody pistacjowe (1) lody tajskie (1) lody waniliowe (1) lodziarnia (1) lokum (1) lukier (1) lumaconi (1) majonez (1) mak (1) makaron czekoladowy (1) makaron naleśnikowy (1) makaroniki (1) maki (1) makrela (1) masa kajmakowa (1) mascarpone (1) masło kminkowe (1) maślaki (1) mezze (1) miecznik (1) migdał (1) migdały (1) mintaj (1) miruna (1) mięso (1) morela (1) moro (1) mortadela (1) mrożona kawa (1) mrówki (1) mucha (1) murzynek (1) musztarda (1) mydło (1) myway (1) mózg (1) mątwy (1) naan (1) nadugi (1) naleśnik czekoladowy (1) ocet (1) ogórek (1) ogórek małosolny (1) ojukhari (1) okra (1) olej (1) oranżada (1) orecchioni (1) oscypek (1) otwarcie (1) ozorki (1) ośmiornica (1) ośmiorniczki (1) pan.puh (1) pancake (1) panna cotta (1) papa-lolo (1) pappardelle (1) pascha (1) pasta oliwkowa (1) pastet (1) pastrami (1) patisony (1) pałeczki (1) pekin (1) pepperoncino (1) pestki dyni (1) pesto bazyliowe (1) philly cheese steak (1) pieczarki (1) pieczywo (1) piekarnia (1) pielmieni (1) pierogi drożdżowe (1) pierogi polskie (1) pierogi ruskie (1) pierogi szwabskie (1) pierogi z jagodami (1) pierogi z kurkami (1) pierogi z serem (1) pikantny ogórek (1) pingyao (1) pkhali (1) placki z batatów (1) placki z cukinii (1) plackolandia (1) platany (1) plendze (1) pljeskavica (1) poliki wołowe (1) polędwica wieprzowa (1) pomidory (1) pop tarts (1) prażona cebula (1) precle (1) prosecco (1) ptyś karmelowy (1) puszka (1) putenesca (1) pączkarnia (1) pęczak (1) płatki kukurydziane (1) quiche (1) raki (1) ramen (1) regionalne (1) restrauracja (1) ristorante (1) robaki (1) rodzynki (1) rogal (1) rogal świętomarciński (1) rostbef (1) roszponka (1) rosół (1) ryb (1) ryba (1) ryby (1) rzodkiewka (1) róża (1) safari (1) sardele (1) sardynka (1) schitzel (1) ser lazur (1) ser pecorino (1) sernik Grand Marnier (1) shake (1) shitake (1) sieja (1) siela (1) siesta (1) skrzydełko (1) smażone mięso (1) smażony ser (1) snickers (1) sok (1) sok pomidorowy (1) solanka (1) solianka (1) sos aioli (1) sos beszamelowy (1) sos borowikowy (1) sos chrzanowy (1) sos kurkowy (1) sos miodowo-musztardowy (1) sos mole poblano (1) sos musztardowy (1) sos pomidorowy (1) sos śmietanowo-ziołowy (1) spezi (1) spiralki (1) stir fry (1) suflet dyniowy (1) suflet pistacjowy (1) suszony pomidor (1) suszony łosoś (1) szarlotka (1) szerbet (1) szparagi (1) szprycer (1) szybko (1) szynka parmeńska (1) słodko (1) słonecznik (1) tacos (1) tagliatelle z kurczakiem (1) tagliatelle z polędwiczką wieprzową (1) tahini (1) taishan (1) tempura (1) tiramisu (1) tolma (1) torcik czekoladowy (1) tragedia (1) tsingtao (1) tulumba (1) twarożek waniliowy (1) tłuszcz (1) udko (1) vege (1) walka (1) wege (1) wiener (1) winegret (1) wiśnie (1) woda mineralna (1) wrap (1) wspólny stół (1) wywar (1) wódka (1) wędlina (1) wędzone tofu (1) węgorz (1) yanjing beer (1) zaParowani (1) zapiexy (1) ziele angielskie (1) ziemniaki duchesse (1) zimno (1) zioła prowansalskie (1) zupa cebulowa (1) zupa krem (1) zupa pho (1) zupa węgierska (1) zupa z cieciorki (1) zupka chińska (1) złoto (1) ćevapčići (1) Łowicka (1) Łowicz (1) Łódzkie Burgery (1) łopatka (1) śledź (1) ślimak (1) śliwki (1) św. Marcin (1) świerszcze (1) żurek (1)