Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warszawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warszawa. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 kwietnia 2017

Jeszcze z naszego pobytu w Warszawie - osławione Krowarzywa. Poszliśmy spróbować i zobaczyć jak to jest w jednej ze słynniejszych (chociaż z niewłaściwych powodów) restauracji wegańskiej w Warszawie.

Właśnie, tyle się człowiek w pewnym okresie zeszłego roku naczytał o „Krowarzywa”, że aż żal było nie zajrzeć jak już byliśmy w pobliżu ;)

Nie będę się rozwodzić na temat wystroju - jak zwykle płyta pilśniowa i nowoczesne dodatki. Ot. Nic zaskakującego.

Najważniejsze i tak było to, że znaleźliśmy dwa wolne krzesełka i mogliśmy na spokojnie zastanowić się nad tym, które burgery wybrać z menu :D

To co my tam wzięliśmy? Ja: Jaglanex czyli kasza jaglana, pestki dyni i słonecznika, kolendra i zioła w cenie 12,50, z ciemną bułką, wege majonezem i sosem pomidorowym. Bartek natomiast poszalał i wziął Tofex czyli wędzone, marynowane i pieczone plastry tofu, również z ciemną bułką i sosem koperkowym w cenie 16 zł. Niestety wszelkie dodatki (pieczone ziemniaki czy coleslaw) były dodatkowo płatne (dosyć sporo), więc zrezygnowaliśmy. Nasze jedzenie wyglądało jak poniżej:



Zacznijmy od tego, że przyzwyczaiłam się, że burgery są podawane w zestawach. Dlatego dopłaty mi nieco nie podpasowały. Co do jakości burgerów to były smaczne, ale! Bułka nie była porywająca, a mój "kotlet" był dosyć suchy. Ogólnie trochę "meh" i bez wyrazu. Bartkowe wędzone tofu było ciekawsze i smaczniejsze. Ale najlepsze.... były według mnie burgery w Łodzi, w Papuvege.

Tak, bułki to zdecydowanie wielki minus naszych burgerów. Były jakieś takie w ogóle nie przypieczone, no po prostu dwie przecięte bułki z farszem :) O wiele lepiej przedstawiały się dodatki, choć faktycznie w burgerze Mai zabrakło większej ilości sosu. Niestety kotlet z kaszy jaglanej tak wspaniale „wysuszał” całość, że bez popicia ciężko było to zjeść. Z kolei mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło wędzone tofu w moim burgerze. Zawsze ten składnik był takim bezsmakowym zapychaczem, a tu proszę, można go jednak podać z nutką jakiejś wyrazistości ;) Generalnie jednak zgadzam się z opinią Mai, że te burgery były ok, ale brakowało im do tych z łódzkiego „Papuvege”.

poniedziałek, 20 marca 2017

To będzie chwilowo nasza ostatnia relacja z wizyty w Warszawie. Tym razem Parnik na Chmielnej. Trafiliśmy tam znów z polecenia Olgi. Parnik znajduje się w bezpośredniej okolicy Dworca Centralnego.

W pierwszej chwili, jak się nie wie gdzie szukać to trafienie do "Parnika" stanowi pewien problem, ale nie należy się poddawać ;)

Weszliśmy do lokalu i rzeczywiście wystrojem... nie ma co wspominać o wystroju. Już przy polecaniu Olga uprzedziła nas, że tu się je z plastików. No dobra. Zdzierżymy. Dopiero później uświadomiłam sobie, że w sumie to dobrze, że to tak wygląda - w Chinach jest dokładnie tak samo. Jadłodajnie mają dawać dobre jedzenie, a nie ładnie wyglądać. Oprócz tego... za stolnicą zobaczyliśmy panią Chinkę. A że była Chinką, a nie Wietnamką wiemy na pewno, bo Bartek zrozumiał część z tego co mówiła :)

Mam czasem głupie pomysły i jakiś czas temu zacząłem uczyć się języka chińskiego. Wprawdzie po tych kilku miesiącach nadal nie za wiele umiem, ale udało mi się wyłapać kilka słów i nawet jedno krótkie zdanie :D

Patrząc na menu postanowiłam, że trochę poszalejemy i tak zamówiliśmy:
1. pikantny ogórek z czosnkiem (7 zł)


2. pierożki z wieprzowiną i grzybami shitake (14 zł)


3. pierożki z wieprzowiną i krewetkami (14 zł)


a do tego mix kulek ryżowych z różnymi nadzieniami: słodki sezam, orzeszki, czerwona fasola (8 zł).



I to było pyszne. Pikantny ogórek wyrazisty w smaku i bardzo odświeżający. Mogłabym zjeść jego wielką michę i musiałam się mocno powstrzymać by nie zjeść całego przed pierożkami. Bartkowa wieprzowina z shitake sympatyczna i smaczna. Mięsko mięciutkie i soczyste. Natomiast moja wieprzowina z krewetkami słodkawa i delikatna. W sam raz. A słodycze? :) Myślę, że mogą być jednak dla wielu osób dosyć rozczarowujące, bo porcja jest mała, a kulki wcale nie są bardzo słodkie. Na pewno warto spróbować, bo takie desery rzeczywiście je się w Chinach, ale trzeba być też przygotowanym, że te smaki są zupełnie inne od polskich. Dla mnie - są dosyć mdławe, ale takie właśnie powinny być.

Tak, tym razem w pełni zaszaleliśmy i wzięliśmy pełen zestaw od przystawki aż po deser (a co, jak się jest w stolicy to można! :P) ;) I każda z zamówionych pozycji była bardzo dobra. Przystawkowe ogórki były chrupiące i przyjemnie ostre (ale nie za bardzo, więc spokojnie). Pierożki z kolei miały bardzo smaczny farsz i dobrze było czuć nie tylko wieprzowinę, ale również dodatki w postaci grzybów shitake bądź krewetek. I naprawdę trudno byłoby mi powiedzieć, które z nich mi bardziej przypasowały, obydwie wersje był niezłe :) Natomiast deser był... specyficzny. Po pierwsze podanie ryżowych kulek w ciepłej wodzie było dal nas sporym zaskoczeniem, następnie trochę zabawy mieliśmy aby je wyłowić pałeczkami (są śliskie i miękkie). Za to jak już się udało je upolować to okazywało się, że smakowo są całkiem sympatyczne, ale takie na wskroś chińskie (o czym zresztą Maja powyżej już napisała) :)

Polecamy Parnik w całej rozciągłości :)

niedziela, 12 marca 2017

Wróćmy jeszcze na chwilę do naszego miasta stołecznego Warszawy ;) Kolejnym miejscem z polecenia, do którego dotarliśmy była restauracja „Shipudei Berek”, znajdująca się przy ul. Jasnej 24. To na pewno miejsce popularne wśród warszawiaków. Kiedy zajrzeliśmy tam w sobotę w okolicach godziny 15:00 wszystkie stoliki były zajęte, a my byliśmy trzecią grupką czekającą na wolny stolik. 

Trochę żeśmy się naczekali, bo kolejka cały czas się wydłużała o nowych gości, a możecie się domyśleć, że każdy usiłował się wcześniej wepchnąć. Na szczęście obsługa pilnowała sytuacji i informowała nowych gości przy wejściu, że czas oczekiwania może wynieść nawet 40 minut. W końcu zostaliśmy zaprowadzeni na miejsce. W menu możemy znaleźć dania kuchni izraelskiej.

Po przejrzeniu oferty Maja wybrała 10 mezze z pitą (19 zł), ja zaś skusiłem się na pizzę izraelską Senija z jagnięciną, chilli i sosem tahini (21 zł). (Oprócz tego mogliśmy zamówić również szaszłyki, które stanowią dużą część menu oraz np. hamburgera :)) Po dosłownie kilku minutach mieliśmy już przed sobą cały zestaw mezze, a po kolejnych 10 dotarła też moja pizza.

Mimo tłoku kuchnia pracowała sprawnie, a kelnerzy mieli urwanie głowy, ale starali się nadążyć. Jeśli chodzi o mezze to zauważyłam, że goście otrzymują "losowy zestaw mezze", ponieważ otrzymaliśmy nieco inny zestaw niż stolik obok. Kelnerka dodatkowo nie była nam w stanie powiedzieć co dokładnie mamy w miseczkach.



Zamówione przez Maję mezze okazały się bardzo ciekawym mixem smaków. Mieliśmy tutaj wytrawne w smaku hummusy, słodkawe marynowane marchewki, wyrazistą kolendrę etc. Wszystko smaczne i świetnie pasujące do pity. Z kolei moja pizza była jakaś taka nijaka. To znaczy była piekielnie ostra, ale poza tym o jakichś jej innych walorach smakowych nic więcej o niej powiedzieć nie mogę. Ilość chilli i sosu tahini niestety zabiły moje kubeczki smakowe, więc praktycznie nie czułem smaku ani zieleninki na wierzchu ani jagnięciny. Trochę z tą ostrością tutaj przesadzono. Natomiast jeśli chodzi o ciasto to było ok – nie było przypalone ani grube.

Jeśli chodzi o Bartkową pizzę to podstawowym problemem było to, że pytaliśmy czy ta pizza jest bardzo ostra i kelner powiedział, że mało ostra. Gdyby drgnęła mu chociaż powieka, nie wzięlibyśmy tej pizzy, bo przecież zwykle dzielimy się daniami. Tymczasem tutaj pizza była tak piekielnie ostra, że po jednym kęsie wróciłam do swojego mezze. Wyobraźcie sobie wzięcie kęsa pizzy, uczucie ognia, a potem jeszcze goryczy tahini. Masakra. Nie polecam. Co do mezze to była super sprawa. Większość smaczna i interesująca smakowo. To, że każdy dostaje coś trochę innego też jest interesujące - będąc kilka razy można cały czas próbować czegoś nowego. Tak więc lokal polecamy jako miejsce gdzie można zjeść coś ciekawego. Widzieliśmy też kątem oka, że mają przystępną ofertę lunchową, ale to w tygodniu (nas niestety nie objęła).

niedziela, 12 lutego 2017

Cukiernia „Warszawski lukier” to kolejna miejscówka, którą podsunęła nam przyjaciółka Mai. Polecała nam to miejsce z uwagi na oferowane tam wielopoziomowe shaki, których po prostu musieliśmy spróbować. Będąc więc któregoś wieczora w centrum Warszawy wybraliśmy się spacerkiem na ulicę Hożą (niedaleko placu Trzech Krzyży), by zobaczyć co to za niezwykłe desery tam dają.

Tak naprawdę to zaciągnęłam tam Bartka. Powiedziałam, że nie ma innej opcji i idziemy i mnie nie interesi -20 i że nogi bolą po muzeum. Idziemy. Będzie Pan zadowolony. Tak... a potem jeszcze musieliśmy 20 minut posiedzieć i poczekać na stolik. Ale nie szkodzi. Zobaczcie co dostaliśmy w nagrodę:


Po lewej lord snickers, a po prawej kinder bueno... mmmmmm...

Spójrzcie na tę fotkę! Podawane w „Warszawskim lukrze” shaki to małe dzieła sztuki. I do tego są to pyszne małe dzieła sztuki! Fajne smakowo shaki, super pączki, sporo kajmaku i bitej śmietany oraz dużo bajeranckich dodatków. Rewelacja! :)

Obydwa były przepyszne. Bartka miał w sobie solony karmel, masło orzechowe, precelki, popcorn i oczywiście pączek z bitą śmietaną i snickersem. U mnie poza kawałkami kinder bueno była nutella, pączek, bita śmietana i sos czekoladowy. Ja wiem, że wygląda to jak cukrzyca w kubku, ale dla nas było pysznie i każde z nas ze smakiem zjadło i wypiło swojego shake'a. Polecamy!

sobota, 4 lutego 2017

Gofry bezwzględnie kojarzą mi się z naszym polskim morzem, urlopem, plażą i ciepłymi miesiącami. Dlatego też z pewnym zdziwieniem przyjąłem propozycję Mai abyśmy w środku zimy poszli w Warszawie do „rewelacyjnego miejsca gdzie można dostać super gofry”. Cóż, skoro one takie dobre no to chodźmy, pewnie ) I tak oto przekroczyłem próg „Sklepu z goframi” znajdującego się przy ul. Bartoszewicza 9.

W "Sklepie z goframi" bywałam już wcześniej, ponieważ znajduje się on na tyłach budynku w którym miałam próby chóru gospel. Tak więc WIEDZIAŁAM, że bardzo chcę Bartkowi pokazać to miejsce. Wspomnę, że szliśmy aż 2 km, żeby skosztować gofrów :)

Ostatecznie wybraliśmy gofra snickersa, czyli gofra kakaowego z masłem orzechowym, kajmakiem, czekoladą oraz orzechami ziemnymi (za 16 zł) oraz bananową republikę, czyli kruchego gofra z masą kajmakową i bananami (za 14 zł). Po jakichś 15 minutach jeszcze ciepłe gofry stały już przed nami i czekały na zjedzenie.

(byliśmy już po obiedzie, dlatego wybraliśmy gofry słodkie, ale w lokalu można dostać wiele gofrów wytrawnych, które spokojnie nadadzą się np. na lunch).




W mojej ocenie największym atutem gofrów w tym miejscu jest ich prawdziwość. Panie kroją banana do każdego zamówienia, kajmak jest robiony wg domowej receptury, a gofry wypiekane na bieżąco, w wielu różnych wersjach (nawet bezglutenowej). Mój gofr był z gatunku tych słodkich i łagodnych, natomiast Bartka ciemne ciasto, było mocno kakaowe, więc nada się również dla osób, które nie są aż takimi łakomczuchami. Aha! I do tego możecie wypić super herbatę (Chai tea), którą poleciła mi Pani, która nas obsługiwała. Idealna na mroźny dzień!

Obydwa gofry wyszły super! Smaczne i chrupiące wafle oraz fajne dodatki stworzyły naprawdę superaśne gofry, zdecydowanie lepsze i ciekawsze od tych, które możemy kupić w byle budce z goframi. Tak więc „Sklep z goframi” to miejsce, które spokojnie możemy polecić do odwiedzenia, warto! :)

czwartek, 2 lutego 2017

Cukiernie „Lukullus” to sieć lokali założona w 1946 r. przez cukiernika i mistrza czekolady Jana Dynowskiego. Obecnie w Warszawie, po upływie już ponad 60 lat od otwarcia pierwszego lokalu, istnieje 7 cukierni „Lukullusa”. My, jako rodowici łodzianie, oczywiście nie mieliśmy o tym pojęcia, bo do Warszawy generalnie nie zaglądamy. Wybierając się jednak teraz na kilkudniowy pobyt do stolicy przyjaciółka Mai podesłała jej całą listę miejsc kulinarnych wartych odwiedzenia. Jednym z punktów „must go” były właśnie cukiernie „Lukullus”.

Nasz pierwszy kontakt z tą siecią cukierni miał miejsce w lokaliku przy ul. Mokotowskiej 52A. Niestety znajdujący się tam lokal „Lukullusa” jest maleńki i mieści się w nim jeden stolik i dwa krzesełka dla klientów. A my akurat mieliśmy tego pecha, że dosłownie na 2-3 minuty przed nami do lokalu weszła inna klientka i zajęła ten jedyny stolik… Mogliśmy więc tylko popatrzeć na piękne ciasta i babeczki i ze smutkiem w oczach opuścić cukiernię.

Ja wyglądałam mniej więcej tak: 


https://www.youtube.com/watch?v=eUbjsL1rsmA
https://www.youtube.com/watch?v=eUbjsL1rsmA

A to dlatego, że wchodząc zobaczyliśmy jak piękne ciastka są na witrynie i nie mogłam, po prostu nie mogłam znieść tego, że ktoś nam zajął stolik.


Na szczęście dzień później udało nam się jednak znaleźć kilka wolnych miejsc w lokalu „Lukullusa” przy ul. Chmielnej 32.




To może zacznijmy od ptysia karmelowego, który wydaje się być mniej skomplikowany. Otóż na stronie cukierni czytamy: delikatne ciasto ptysiowe z kruszonką z masła i cukru trzcinowego, cremeux karmelowe z wanilią Bourbon z Madagaskaru i kwiatem soli z Camargue. Ja mogę dodać, że na wierzchu mieliśmy do czynienia z idealnie temperowaną czekoladą. Samo ciasto ptysiowe było bardzo dobrej konsystencji, a krem karmelowy był przepyszny i nie za słodki. A teraz deser na którego widok się zakochałam i bardzo chciałam spróbować czyli sernik Grand Marnier: kruche maślane ciasteczko ze świeżą skórką z pomarańczy, aksamitny twaróg z wanilią, domowej roboty kandyzowaną skórką pomarańczową, kajmak ze świeżym sokiem z pomarańczy i oryginalnym francuskim likierem Grand Marnier. Mistrzostwo świata. Przy pierwszym kęsie zastanawiałam się co myślę o tym pomarańczowym smaku. Przy drugim wiedziałam, że pomarańcza idealnie przełamuje kremowość sera i słodycz kajmaku. Wszystko było idealnej konsystencji. To było tak pyszne, że prawie zabrałam 3 na wynos.

Zarówno mój ptyś karmelowy (9,90 zł), jak i sernik Grand Marnier (9,90 zł) wybrany przez Maję były rewelacyjne i mimo początkowego niezadowolenia z powodu ceny, to musiałem przyznać, że były one jej warte. Zdecydowanie polecamy! :)

Ceny są warszawskie, to prawda. Ale te desery są wyśmienite, a ich jakość jest najwyższa. Koniecznie się wybierzcie, jeśli macie ochotę na jakiś wyrafinowany deser.

poniedziałek, 14 października 2013

Jak zapewne wiecie jestem szalona. Od jakiegoś roku oszalałam na punkcie programów kulinarnych (głównie kulinarnych reality show np. Masterchef, Kitchen Nightmares). Dzięki nim dowiedziałam się o istnieniu przewodnika Michelina, który w swojej czerwonej wersji już od przeszło 100 lat ocenia restauracje najpierw we Francji, a później na całym świecie. Jakiś czas temu głośno było o tym, że pewna restauracja, jako pierwsza w Polsce, zyskała gwiazdkę w przewodniku Michelina. Jedna gwiazdka to wg nomenklatury przewodnika "godna uwagi" restauracja. Tak więc oszalałam na punkcie możliwości zawitania do Atelier Amaro. Jeśli zajrzycie na ich stronę zobaczycie, że zapraszają w godzinach lunchu i kolacji. Nie wiem gdzie znalazłam informację już wcześniej, że można zamówić z menu, które jest dostępne tylko na miejscu, trzy do sześciu potraw, gdzie trzy kosztują 120 zł, a sześć 210. Jednak przekonałam Bartka, że jeśli dostaniemy się bez zrobienia rezerwacji, to pójdziemy :)

To teraz ja przedstawię to ze swojego punktu widzenia... Maja faktycznie od jakiegoś już czasu ogląda przeróżne zagraniczne kulinarne show - czego zresztą efektem było zaciągnięcie mnie w Las Vegas do burgerowni niejakiego Gordona R. Ogląda, ogląda i podpatruje różne sposoby jak i co gotować. Muszę przyznać, że parę tak właśnie nauczonych rzeczy udało się nawet u nas przy gotowaniu wprowadzić w życie i - o dziwo!, wyszło. :) Ja tego typu programów nie oglądam, zwyczajnie do mnie nie przemawiają (choć polska wersja "Top Chef" jest nawet, nawet...). Zdecydowanie wolę czytać o gotowaniu niż oglądać kulinarne szopki w telewizji. Tak więc o gwiazdkach Michelina dowiedziałem się nie z takiego show, a z wywiadu z szefem kuchni jedynej polskiej restauracji, która takie wyróżnienie otrzymała - z Wojciechem Modestem Amaro. A skoro już obydwoje z Mają wiedzieliśmy o tym lokalu to nie trudno się domyśleć, że wpadliśmy na pomysł pod tytułem "fajnie byłoby tam pójść". Jednak z racji tego, że tania wycieczka by to nie była odwiesiliśmy to na haczyku i uznaliśmy, że pójdziemy tam przy okazji jakiejś rocznicy albo sukcesu. Zresztą, z tego co czytałem stolik trzeba tam rezerwować na trzy-cztery miesiące naprzód, więc... nie było gdzie się śpieszyć. :) Jednak jakimś trafem w ostatni wtorek byliśmy w Warszawie no i Maja uparła się, że musimy tam iść - chociażby popatrzeć! No to poszliśmy...

Szukając restauracji nieco się zgubiliśmy, bo lokal jest mały i niepozorny. A może inaczej. Budynek jest mały, ale całą powierzchnię na parterze zajmuje sala restauracyjna, a kuchnia jest na dole. Weszłam do środka nie wiedząc, że to tam, ale od wejścia wiedziałam, że to właściwe drzwi. Od razu po wejściu podszedł do mnie kelner. Powiedziałam, że nie mam rezerwacji, ale czy znajdzie się stolik dla dwóch osób? (w międzyczasie przyczłapał Bartek, który pozwolił mi samodzielnie szukać tej mojej restauracji :P) Kelner podszedł do szefa sali (maitre d') i uzyskał informację, że owszem jest wolny stolik (pewnie nie bez znaczenia był fakt, że był wtorek, pora lunchowa). Na początek kelner poprosił nas o płaszcze, by zanieść je do szatni. Nie lubię jak ktoś czeka na mój płaszcz, bo zawsze wtedy czuję się niezręcznie, że nie mogę się z niego wyplątać.

Niestety jak się przyjeżdża do obcego miasta to tak jest, że łatwo można się zgubić. Szczęśliwie długo nie kluczyliśmy w okolicach Parku Ujazdowskiego i po kilkunastu minutach od wyjścia z autobusu już widzieliśmy "Atelier Amaro". Jednak żeby nie było za pięknie najpierw poszliśmy nie do tego budynku co trzeba - bowiem niedaleko "Atelier" jest większy lokal (chyba też należący do Wojciecha Modesta Amaro...), który jest bardziej kawiarnią niż restauracją. Niby kilka kroków obok naszego celu, ale zawsze... W każdym bądź razie po zlokalizowaniu interesującego nas miejsca Maja pędem potruchtała do drzwi wejściowych, a ja powolutku dreptałem sobie w garniturze z nadzieją, że jednak się nie uda znaleźć tam stolika (no nie byłem tego wczesnego popołudnia w najlepszym nastroju). Ale oczywiście tacy głupi jak my to muszą mieć szczęście - i stolik się znalazł! Po wejściu zostaliśmy zaproszeni na nasze miejsce, gdzie kelner już odsuwał krzesełka i czekał na nasze okrycia. Kiedy już zasiedliśmy pojawił się szef sali z menu i krótko opowiedział co dzisiaj jest do posmakowania i zaproponował lekkie wino na początek. Podziękowaliśmy jednak i skusiliśmy się na (bardzo dobrą zresztą) wodę "San Pellegrino". Chwile po odejściu szefa sali pojawił się ponownie nasz kelner, który rozłożył na naszych kolanach serwetki i przyjął zamówienie. 

Nazwa naszego bloga ma sugerować, że nie mamy pieniędzy... bo nie mamy. Ale zadaniem tego popołudnia było nie dać tego po sobie poznać. Więc myślą w mojej głowie było: udawać, że ceny nie robią na nas wrażenia i że nie boimy się naszego rachunku. Zamówiliśmy więc po 3 dania (przystawka+danie główne+deser) oraz wodę na początek :) Kelner podszedł po chwili, zabrał nasze kieliszki do wina, a do kieliszków na wodę nalał, trzymając pięknie za dno gustownej szklanej butelki, gazowaną wodę (widząc szklaną butelkę już zaczęłam podejrzewać, że raczej to nie Cisowianka za 2,50 zł ;))

Na mnie tam ceny zrobiły wrażenie od razu. Myślę, że spokojnie krew mi z twarzy odpłynęła jak zobaczyłem u dołu menu "3 dania - 120 zł". Przy okazji uwaga odnośnie menu - nie ma ono standardowej formy gdzie mamy nazwę dania i wymienione składniki. Tutaj ma to formę, akurat dla deseru pamiętam, "gruszka / jałowiec / owies". I bądź tu człowieku mądry i domyśl się co się pod tym kryje... :) Plusem jednak tego jest to, że można według własnego gustu tworzyć dania tj. mieszać składniki z dwóch-trzech dań składających się na daną część menu (bo nie wyobrażam sobie np. mieszania składników z startera i deseru). (to akurat (z tego co dopytałam) nieprawda, bo można np. zjeść 2 startery i danie główne, deser i 3 dania głównie, tylko tak można mieszać... tak wynikało z dopytania, ale też na początku tak zrozumiałam)

Zaraz potem wrócił do nas z pierwszym amuse-bouche, czyli "daniem" na rozbudzenie smaku. Kelner opisał je jako rajskie jabłko, zrobione z moreli (:P), a w środku wędzona makrela z chrzanem. Już tutaj popisaliśmy się wieśniactwem i zjedliśmy je nożem i widelcem. Ale nic to! Było całkiem smaczne. I ogonek też był jadalny! :) (to ja poświęciłam się i go ugryzłam pierwsza! :P)

Tego akurat zupełnie się nie spodziewałem. Rozmawiam sobie spokojnie z Mają delektując się wodą mineralną z kieliszka kiedy nagle podchodzi do nas kelner z... pobudzaczem smaku. Może nie był gigantyczny, ale był ciekawy smakowo. No i sam fakt podania amuse-bouche był super. 


Przed podaniem kolejnego amuse bouche kelner przyniósł nam kolejne sztućce (może to tylko ja, ale chyba z leciutkim westchnieniem dezaprobaty ;)). Szczęśliwie kolejne danie nie pozostawiało wątpliwości, że ma być spożyte per-manos :P Liść cykorii, posmarowany kremem karmelowo-dyniowym i *chyba* liść nasturcji. To był absolutny hit. Pierwszy raz poczułam to co mówili w tych wszystkich programach. Najpierw cykoria, później karmel, później dynia i na końcu listki. Coś niesamowitego. Zresztą, gdzieś w okolicach tego dania Bartek się rozpogodził ;)

Rozpogodziłem się bo i tak już nic nie poradziłbym na cenę. A skoro już tu jestem i mam świadomość, że zapłacę za całość blisko 300 zł to chociaż spędzę miło czas i będę się cieszył każdą nutką smaku. Delektował się chwilą. :) 
Natomiast co do drugiego pobudzacza... Pycha, naprawdę pycha! I nie jestem pewien czy tam nie było listka mięty... (też sądziłam, że był listek mięty, ale zdjęcie tego nie potwierdza, chyba, że te podłużne listki to mięta zielona (spearmint))


Na czas oczekiwania na dalszy rozwój sytuacji został nam podany chlebek i masełko. Ten czarny chlebek był chlebem pełnoziarnistym, barwionym popiołem z siana (nie pamiętam jakiego) i z dodatkiem czarnuszki. Te bułeczki natomiast były w dwóch rodzajach. Jedne maślane, drugie z kminkiem, wszystkie były jeszcze ciepłe. Maślane rozpływały się w ustach! A do tego masełko koperkowe. Pyszności!

Masło nie było koperkowe tylko kminkowe! :P Wszystko wypiekane oczywiście na miejscu. Super pomysł. :)


I w końcu dotarliśmy do przystawek! Moja pierwsza przystawka składała się z koziego sera, trawy żubrowej, do tego młode orzechy laskowe (na wierzchu), wszystko polane sosem z orzechów laskowych i trawy żubrowej, a na wierzchu listek estragonu i kwiatek nie wiem czego ;) Zdecydowałam się na tę przystawkę, bo uwielbiam kozi ser. I powiem szczerze - była ona bardzo zdecydowana w smaku i trochę cierpka, mimo orzechów laskowych. Ja miałam skojarzenie, że to taka zdecydowana, męska przystawka :) Ale była smaczna!

Smaczna, choć wielkość "dania" zdecydowanie zdominowała mój odbiór tej przystawki.... ;)


Ja natomiast wziąłem sobie sielawę z lodami szczypiorkowymi, pastą z oleju lnianego i nasionami gorczycy i... nie wiem czym jeszcze. W każdym bądź razie był jeszcze sos-mus oraz drobno posiekana jakaś przyprawa (gorczyca?). Całość tworzyła ciekawe połączenie smaków - delikatna ryba, słonawe lody, a do tego nutka słodkiego musu.

Bartka przystawka była delikatna i bardzo przyjemna. Zwłaszcza lody szczypiorkowe, które na początku słodkie, na końcu szczypały szczypiorkowym szczypaniem ;)


Moje danie główne było... piękne. Kiedy kelner mi je przyniósł - zaniemówiłam. To była sieja, jak przygotowana nie wiem, ale to na dole to szafranowe consomme. Była cukinia i były kawałki takiego rogatego brokuła... (NIE PAMIĘTAM NAZWY) i chyba liść begonii. No i koperek. Rybka była delikatniutka i bardzo smaczna, a consomme to jedno z moich marzeń, bo dużo razy oglądałam jak je robili :) Chociaż tutaj powiem, że wyglądało lepiej niż smakowało (choć nadal smakowało bardzo dobrze).

W głównym daniu Mai ryby praktycznie się nie czuło, była tak delikatnie przygotowana. Jednak zupełnie to nie przeszkadzało, a wręcz dopełniało całą pozostałą feerię smaków - fajny wywar (dla mnie wyraźnie pomidorowy :P) i przygotowane jak na parze warzywa.


Na moje danie główne składał się z pieczonej piersi gołębiej, kaszy gryczanej oraz borówek - zwykłej i amerykańskiej. Całość doprawiona karmelowym sosem i płatkami nasturcji. Gołąbek delikatny i bardzo dobrze przyrządzony, z wyraźną nutą wędzenia na skórce. Do tego słodkawa, dzięki karmelowi, kasza gryczana, która momentalnie stawała się lekko kwaskowa po przegryzieniu borówki. Przechodzenie i przenikanie się smaków to naprawdę fajna sprawa. :)

Przy tym daniu podzieliliśmy się na pół, bo dało się coś odkroić. Kasza gryczana z borówką i borówką amerykańską, w sosie karmelowym była rewelacyjna i musimy spróbować kiedyś taką zrobić, bo borówki idealnie łamały gorycz kaszy gryczanej. Do tego liść nasturcji, listki wyglądające jak buraczka, a smakujące jak marchewki i oczywiście pierś gołębia. Bardzo smaczna, pięknie wysmażona, zdecydowana w smaku i nie wysuszona.


Po daniach głównych do stolika podszedł kelner i wyjął szufelkę i posprzątał okruszki z naszego stolika. Obydwoje z Bartkiem padliśmy niemalże. No i czekamy na deser...

Był to jeden z bardziej niespodziewanych momentów naszej wizyty w "Atelier Amaro". Czego jak czego, ale kelnera z szufelką zbierającym okruszki przed podaniem deseru się nie spodziewałem... :)

A deser Kochani to był absolutny majstersztyk. Wyglądał tak:


ale niech was nie zwiedzie ta gruszka na okruszkach. Był to mus gruszkowy obtoczony w kawie z cykorią, na toffi jałowcowym, okruszkach owsianych i do tego kilka chipsów z suszonej gruszki.


Po tym deserze byliśmy ukontentowani już wszystkim. to jedna z lepszych rzeczy jakie jadłam w życiu. słodki mus, złamany kawą, słodkie toffi, złamane jałowcem, okruszki owsiane i bardzo dobre suszone gruszki (nie lubię suszonych owoców przez ich dziwny zapach - tutaj gruszka pachniała gruszką). C'est magnifique!

Mimo wspaniałych doznań smakowych jakimi nas do czasu deseru ugoszczono to jałowcowe toffi stało się dla mnie niekwestionowanym hitem tego lunchu - słodki smak karmelu, delikatnie przebity jałowcem (i to nie tym ostrym smakiem). Py-cho-ta! Oczywiście mus gruszkowy razem z owsianymi okruszkami też były pyszne. A jak się to wszystko razem na łyżce zmieściło i na raz spróbowało...

Po całym obiedzie dostaliśmy rachunek opiewający na 284 zł (w cenę wliczone jest 10 % za obsługę). Nasza woda, która ostatnim haustem wypiłam do końca, kosztowała 18 zł. Nasz rachunek natomiast został zapakowany w kopertę z papieru czerpanego... Kiedy przyszedł do nas szef sali odważyłam się zadać pytanie, czy szef kuchni gotuje, czy celebryci w Top Chefie (powiedziałam to nieco bardziej oględnie), ale ten powiedział, że skądże, że zdjęcia się skończyły i nawet jak były to szef gotował. Później opowiedział nam o tym, że w tej restauracji wszystkie składniki są polskie, wszystka zastawa jest polska (poza szkłem, bo niestety Krosno się zamknęło), że mają wszystko co najlepsze i że menu zmienia się co tydzień, a szef co chwila jeździ, szuka inspiracji i wymyśla...

Po tym jak zabrano nasze deserowe talerze wiedziałem, że zbliża się ta chwila, chwila płacenia rachunku. Z niezbyt wesołą miną upiłem więc kieliszek swojej wody do końca i już miałem kogoś prosić o rachunek, ale kelner mnie uprzedził i... podszedł uzupełnić braki "San Pellegrino" w moim kieliszku. Nie pozostało więc nic innego jak jeszcze tych kilka chwil nacieszyć się dobrym towarzystwem, miłą atmosferą i wystrojem oraz wspaniałymi smakowymi doznaniami. Czyli mówiąc prościej - chciałem odwlec chwilę wyjęcia karty jak najdłużej. :P Nie dało się jednak tego ciągnąć w nieskończoność i w końcu poprosiliśmy o rachunek. O dziwo, nie został on podany przez kelnera, a przez samego szefa sali! Nie tylko wypytał nas o doznania i uwagi, ale również poświęcił kilka minut na rozmowę odnośnie szefa kuchni, menu, składników oraz wystroju. Klasa sama w sobie. No i na końcu, jak już wychodziliśmy zarówno on, jak jeden z kelnerów trzymał nasze okrycia i pomógł przy ich założeniu. Fantazja. :)

Słuchajcie. Ja wiem, że 284 zł za obiad (mały) dla dwóch osób to dużo. Ale raz na rok można sobie pozwolić na taką porządną dawkę luksusu. Zwłaszcza, że tak luksusowo nie poczujecie się raczej nigdzie indziej w Polsce.

Obiad... Za lunch! :) Jednak to fakt, mimo tego, że nasz wypad kosztował mnie prawie 300 zł to nie żałuję tych pieniędzy, gdyż naprawdę było warto to wszystko zobaczyć i poczuć. :) Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś tam zajrzymy.

Etykiety

restauracja (115) Łódź (108) kurczak (45) gotowanie (37) frytki (34) zamknięte (34) pizza (31) sos (22) hamburger (19) makaron (17) Festiwal Dobrego Smaku (15) pizzeria (15) sałatka (15) FDS (14) ser (14) Okrasa (13) Pascal (11) Poznań (11) burger (11) ciasto (11) pieczone ziemniaki (11) boczek (10) naleśniki (10) piwo (10) ryż (10) surówka (9) szpinak (9) łosoś (9) McDonald (8) cukinia (8) fastfood (8) kawa (8) Warszawa (7) kebab (7) kukurydza (7) sałata (7) schab (7) szynka (7) warzywa (7) zapiekanka (7) śniadanie (7) Paryż (6) ananas (6) chiny (6) czosnek (6) kaczka (6) lemoniada (6) obiad (6) oliwki (6) pierogi (6) polędwiczka (6) wino (6) wołowina (6) ziemniaki (6) śmietana (6) Camembert (5) Gejsza Sushi (5) House of Sushi (5) bakłażan (5) bar (5) cola (5) cukiernia (5) cytryna (5) gorgonzola (5) krewetki (5) kuchnia amerykańska (5) lody (5) naleśnik (5) pierożki (5) pomidor (5) spaghetti (5) stek (5) tarta (5) wieprzowina (5) Babkarnia (4) Katowice (4) Off Piotrkowska (4) Senoritas (4) USA (4) babeczki (4) baklawa (4) banan (4) bistro (4) cebula (4) chaczapuri (4) czekolada (4) festiwal (4) grill (4) herbata (4) imbir (4) kanapka (4) khinkali (4) kokos (4) kompot (4) lunch (4) marchewka (4) orzechy (4) papryka (4) pasta (4) pesto (4) pierogarnia (4) pita (4) puree (4) risotto (4) ser kozi (4) ser pleśniowy (4) sernik (4) tortilla (4) 2016 (3) Francja (3) Gruzja (3) Kielce (3) La Strada (3) Lidl (3) Lili (3) Manufaktura (3) Mebloteka Yellow (3) Pozytyvka (3) Spektakl (3) Wrocław (3) Zbożowa (3) arbuz (3) ayran (3) baranina (3) bataty (3) burek (3) cevapcici (3) chałwa (3) curry (3) fasola (3) gruszka (3) gęś (3) hot-dog (3) hummus (3) indyk (3) jajko (3) kiełbasa (3) kuchnia włoska (3) lotos (3) miód (3) nachos (3) naleśnikarnia (3) owoce morza (3) pistacje (3) placki ziemniaczane (3) placuszki (3) pomidorki (3) por (3) przystawka (3) ptyś (3) pączek (3) quesadillas (3) rewizyta (3) salami (3) streetfood (3) truskawki (3) twaróg (3) warsztaty (3) wegetariańskie (3) zapiekarnia (3) zupa (3) żurawina (3) 2018 (2) Affogato (2) Albania (2) All Star Klubokawiarnia (2) American Bull (2) Awangarda (2) Before Food Market (2) Berlin (2) Breadnia (2) Brzeg (2) Bułgarska (2) Chude Ciacho (2) DalekoBlisko (2) Foto Cafe 102 (2) Galicja (2) Gorditas de nata (2) Jaffa (2) Kraków (2) Lavash (2) Mare e Monti (2) Montenegro (2) Poddębice (2) Restauracja Polska (2) Sendai Sushi (2) Spółdzielnia (2) Sushi Zielony Chrzan (2) Szkoła Gotowania (2) Szwalnia Smaków (2) Szyby Lustra (2) Tubajka (2) Turcja (2) Uniejów (2) Włoszczyzna (2) Zieliński i Syn (2) Złoty Imbir (2) antrykot (2) baozi (2) bar mleczny (2) boczniak (2) bolognese (2) bułki (2) carbonara (2) cheeseburger (2) chleb (2) chłodnik (2) ciastko (2) ciecierzyca (2) coleslaw (2) creme brulee (2) cukier (2) cynamon (2) drink (2) dubaj (2) falafel (2) flaki (2) galaretka (2) golonka (2) grzyby (2) guacamole (2) gzik (2) jabłko (2) jagnięcina (2) jajko sadzone (2) kalmary (2) kapusta (2) kapusta zasmażana (2) karkówka (2) karmel (2) kasza bulgur (2) kasza jaglana (2) kiełbaski (2) kluski (2) konfitura z cebuli (2) kopytka (2) kotlet (2) kozi ser (2) krab (2) kryształowa (2) królik (2) kurki (2) lasagna (2) limonka (2) maliny (2) mamałyga (2) mango (2) marynata (2) masło orzechowe (2) małże (2) melon (2) musaka (2) nuggetsy (2) ogórek kiszony (2) oliwa (2) oliwka (2) orzeszki (2) owoce (2) papryczki (2) papryka faszerowana (2) parówka (2) pierogi na słodko (2) pierogi wytrawne (2) placek (2) placek po węgiersku (2) polędwiczki (2) pomarańcza (2) przegrzebki (2) przekąska (2) przyprawy (2) pstrąg (2) rozmaryn (2) rukola (2) samolot (2) seler (2) sezam (2) soczewica (2) sos BBQ (2) sos czosnkowy (2) sos pieprzowy (2) sushi (2) szczypiorek (2) słony karmel (2) tagliatelle (2) tatar (2) tuńczyk (2) tymianek (2) wątróbka (2) zupa rybna (2) śliwka (2) żeberka (2) 2017 (1) 5ty Smak (1) Agrafka (1) Ala Turka (1) Ali Baba (1) Amarant (1) Ambrozja (1) Amelia (1) Amorino (1) Atelier Amaro (1) Bangkok lody tajskie (1) Bar-a-boo (1) Bavaria czy Tyrol (1) Belgian Fries (1) Berthillon (1) Big Betty (1) Bistro Radiowa (1) Bistro Williamsburg (1) BurGr (1) Burger Love (1) Bułgaria (1) Byk Burger (1) Cafe Antykwariat (1) Cafe Bar Poczekalnia (1) Cesky Film (1) Chorwacja (1) Chytra baba z Radomia (1) Columbus Coffee (1) Corn dog (1) Cukiernia Sowa (1) Cukiernia Wasiakowie (1) Czarna Owca (1) Czarnogóra (1) Da Grasso (1) DaAntonio (1) DaVella per Amici (1) Deli (1) Delicatessen (1) Deseo Tapas Bar (1) Dolce salato (1) Dolny Rynek (1) Dom Pielgrzyma (1) El Toro (1) Empatia (1) Fabryka Krawatów Bistro (1) Fabryka babeczek (1) Fatamorgana (1) Filharmonia Smaku (1) Food Market (1) Foodie (1) Four Color (1) Funnel cake fries (1) Godjo (1) GoodFood (1) Gordon Ramsay (1) Gorąca Kiełbasiarnia (1) Gruzińskie bistro (1) Hamra (1) Hand'n'roll (1) Heisser Wolf (1) In centro (1) Insekt (1) Internet (1) Irish Pub (1) Istambuł & Tajmahal (1) Italica (1) Jerry's Burger (1) Już wróciłem (1) KFC (1) Kalisz (1) Kamari (1) Karuzela Cafe (1) Klub 97 (1) Kluska Polska (1) Kombinat (1) Krochmal (1) Krowarzywa (1) Kuchnia Polska (1) L'Elephant d'Argent (1) La Vende Bistro (1) Lajkonik (1) Las Vegas (1) Le Grand Phenicien (1) Le Souk (1) Leniwy weekend (1) Lodziarnia Kolorowa (1) Lokal (1) Lukullus (1) Luncheria (1) MEG MU (1) Macedonia (1) Magia Karmelu (1) Malinowa (1) Manana (1) Mangal (1) Marcello (1) Mañana Tex-Mex Bar (1) Mała Litera (1) Meksyk (1) Metis (1) Mexican (1) Mięso & Bułka Habas (1) Montag (1) Motywy (1) Na Górze (1) Nekko Sushi (1) Niebostan (1) Niemcy (1) North Fish (1) O'maki Paris (1) Olimpijska (1) Otwarte drzwi (1) Pacyfik (1) Palce Lizać (1) Paleta Bieli (1) Pani Cupcake (1) Papuvege (1) Parnik na Chmielnej (1) Parowóz (1) Pho Shop (1) Pierogarnia Cynamon (1) Pijalnia Czekolady (1) Pijalnia Czekolady E. Wedel (1) Piotrków Trybunalski (1) Piwnica łódzka (1) PizzaPortal (1) Poczdam (1) Polakowski (1) Pop'n'Art (1) Porcja (1) Przedwojenna (1) Ratuszowa (1) Restauracja Przerwa (1) Restauracja Reymont (1) Restauracja u Kretschmera (1) Restauracja św. Józefa (1) Retka (1) Retkinia (1) Revelo (1) Rumunia (1) Scenografia (1) Senija (1) Ser Lanselot (1) Servantka (1) Sezon (1) Señoritas (1) Shahrazad (1) Si Senor (1) Si Señor (1) Sieradz (1) Skierniewice (1) Sklep z goframi (1) Skład Wina & Chleba (1) Sofa (1) Sofa cafe & lunch (1) Spała (1) Stretch Island Fruit Strips (1) Susharnia (1) Suzette (1) Sułtan Grill (1) Sylvio Italiano (1) Syria (1) Szadek (1) Szklarnia (1) Sznycelek (1) Słodka Pracownia Cukiernia Artystyczna (1) Tasty Kebab (1) TelePizza (1) Teremok (1) The Dorsz (1) Titi (1) Tivioli (1) ToDoJutra (1) Toskania (1) Tradycyjna Pączkarnia Słowik (1) Tulipan (1) U Ziuty (1) Uniejowski Festiwal Smaku (1) VINDA (1) Vapiano (1) Veranda (1) Vita (1) Walter's Coffee Roastery (1) Wendy's (1) Western Chicken (1) Wiosna (1) Włochy (1) Zapieckanka (1) Zapiekarnia & Plackarnia (1) Zaraz Wracam (1) Zielona (1) Zjadliwości (1) Zosia (1) Złote Jabłko (1) Złoty Osioł (1) ajvar (1) amuse-bouche (1) anchois (1) angus (1) ato ramen (1) awokado (1) baba ghanoush (1) badrijani (1) bajgla (1) banany (1) bao (1) barbata (1) basmusa (1) bazylia (1) bekon (1) białe wino (1) bita śmietana (1) blanszowane warzywa (1) bliny (1) borówki (1) brokuły (1) brownie (1) brukselka (1) budka (1) bulion (1) bulion z kaczki (1) buraki (1) burrito (1) cajun (1) cebula grillowana (1) chaczapuri adżarskie (1) chashushuli (1) cheddar (1) chikhirtma (1) chili con carne (1) chilli (1) chinkali (1) chipotle (1) chipsy (1) chińczyk (1) chińskie (1) chleb ze smalcem (1) churros (1) chvishtari (1) ciasteczka (1) ciasto drożdżowe (1) ciasto francuskie (1) ciasto królów (1) ciasto marchewkowe (1) ciorba (1) club sandwich (1) creme caramel (1) croissant (1) cukierki (1) currywurst (1) cydr (1) cykoria (1) czarna porzeczka (1) czarnuszka (1) czeburek (1) czereśnie (1) czerwona cebula (1) czerwona fasola (1) czerwony pieprz (1) daktyle (1) de volaille (1) demi glace (1) deser z kremem (1) dim sum (1) dip (1) dorsz (1) dressing (1) dym (1) dynia (1) dziczyzna (1) enchiladas (1) espresso (1) farsz (1) fasolka (1) faszerowanie (1) filet (1) film (1) fisker (1) focaccia (1) foul (1) frutti di mare (1) frytki z batatów (1) fusion (1) galettes des rois (1) gnocchi (1) gofry (1) gotuj i chudnij (1) gołąbek (1) gołębie (1) goździki (1) gramofon (1) granola (1) grillowane warzywa (1) grillowany kurczak (1) grissini (1) groch (1) groupon (1) grzanki z serem (1) grzybki (1) guciołki (1) gulasz (1) gęsina (1) hamsi (1) hawajska (1) hinduskie chlebki (1) hinkali (1) ikea (1) ikra (1) imperial (1) jabłko w cieście (1) jagody (1) jajko 63 (1) jajko confit (1) jajko poszetowe (1) jajko przepiórcze (1) jalapeno (1) jasne (1) jałowiec (1) jogurt (1) kakao (1) kalarepa (1) kanapka klubowa (1) kangur (1) kapary (1) kapusta pekińska (1) karczek (1) karpatka (1) kasza (1) kasza gryczana (1) kasza manna (1) kaszanka (1) kawiarnia (1) kałamarnice (1) kebap (1) kharcho (1) khoubz (1) kiełki (1) kinder bueno (1) kindziuk (1) kino (1) kiszona kapusta (1) kiwi (1) klopsiki (1) knedle (1) kofta (1) koktajl (1) kolendra (1) korniszon (1) kotlet szwajcarski (1) kotlet z ciecierzycy (1) kotlety selerowe (1) kowal (1) krem (1) krem budyniowy (1) krem czekoladowo-orzechowy (1) krem z buraczków (1) krem z buraków (1) krem z pomidorów (1) książka (1) kubdari (1) kuchnia afrykańska (1) kuchnia bałkańska (1) kuchnia brytyjska (1) kuchnia chińska (1) kuchnia czeska (1) kuchnia hiszpańska (1) kuchnia marokańska (1) kuchnia meksykańska (1) kuchnia molekularna (1) kuchnia rosyjska (1) kuchnia tajska (1) kuchnia wietnamska (1) kuchnia łódzka (1) kulki ryżowe (1) kurczak teryaki (1) kurczak w bekonie (1) kuskus (1) kwas chlebowy (1) kwestia smaku (1) kwiaty cukinii (1) larwy (1) latte (1) leberkase (1) lepinje (1) liść laurowy (1) lobio (1) lody pistacjowe (1) lody tajskie (1) lody waniliowe (1) lodziarnia (1) lokum (1) lukier (1) lumaconi (1) majonez (1) mak (1) makaron czekoladowy (1) makaron naleśnikowy (1) makaroniki (1) maki (1) makrela (1) masa kajmakowa (1) mascarpone (1) masło kminkowe (1) maślaki (1) mezze (1) miecznik (1) migdał (1) migdały (1) mintaj (1) miruna (1) mięso (1) morela (1) moro (1) mortadela (1) mrożona kawa (1) mrówki (1) mucha (1) murzynek (1) musztarda (1) mydło (1) myway (1) mózg (1) mątwy (1) naan (1) nadugi (1) naleśnik czekoladowy (1) ocet (1) ogórek (1) ogórek małosolny (1) ojukhari (1) okra (1) olej (1) oranżada (1) orecchioni (1) oscypek (1) otwarcie (1) ozorki (1) ośmiornica (1) ośmiorniczki (1) pan.puh (1) pancake (1) panna cotta (1) papa-lolo (1) pappardelle (1) pascha (1) pasta oliwkowa (1) pastet (1) pastrami (1) patisony (1) pałeczki (1) pekin (1) pepperoncino (1) pestki dyni (1) pesto bazyliowe (1) philly cheese steak (1) pieczarki (1) pieczywo (1) piekarnia (1) pielmieni (1) pierogi drożdżowe (1) pierogi polskie (1) pierogi ruskie (1) pierogi szwabskie (1) pierogi z jagodami (1) pierogi z kurkami (1) pierogi z serem (1) pikantny ogórek (1) pingyao (1) pkhali (1) placki z batatów (1) placki z cukinii (1) plackolandia (1) platany (1) plendze (1) pljeskavica (1) poliki wołowe (1) polędwica wieprzowa (1) pomidory (1) pop tarts (1) prażona cebula (1) precle (1) prosecco (1) ptyś karmelowy (1) puszka (1) putenesca (1) pączkarnia (1) pęczak (1) płatki kukurydziane (1) quiche (1) raki (1) ramen (1) regionalne (1) restrauracja (1) ristorante (1) robaki (1) rodzynki (1) rogal (1) rogal świętomarciński (1) rostbef (1) roszponka (1) rosół (1) ryb (1) ryba (1) ryby (1) rzodkiewka (1) róża (1) safari (1) sardele (1) sardynka (1) schitzel (1) ser lazur (1) ser pecorino (1) sernik Grand Marnier (1) shake (1) shitake (1) sieja (1) siela (1) siesta (1) skrzydełko (1) smażone mięso (1) smażony ser (1) snickers (1) sok (1) sok pomidorowy (1) solanka (1) solianka (1) sos aioli (1) sos beszamelowy (1) sos borowikowy (1) sos chrzanowy (1) sos kurkowy (1) sos miodowo-musztardowy (1) sos mole poblano (1) sos musztardowy (1) sos pomidorowy (1) sos śmietanowo-ziołowy (1) spezi (1) spiralki (1) stir fry (1) suflet dyniowy (1) suflet pistacjowy (1) suszony pomidor (1) suszony łosoś (1) szarlotka (1) szerbet (1) szparagi (1) szprycer (1) szybko (1) szynka parmeńska (1) słodko (1) słonecznik (1) tacos (1) tagliatelle z kurczakiem (1) tagliatelle z polędwiczką wieprzową (1) tahini (1) taishan (1) tempura (1) tiramisu (1) tolma (1) torcik czekoladowy (1) tragedia (1) tsingtao (1) tulumba (1) twarożek waniliowy (1) tłuszcz (1) udko (1) vege (1) walka (1) wege (1) wiener (1) winegret (1) wiśnie (1) woda mineralna (1) wrap (1) wspólny stół (1) wywar (1) wódka (1) wędlina (1) wędzone tofu (1) węgorz (1) yanjing beer (1) zaParowani (1) zapiexy (1) ziele angielskie (1) ziemniaki duchesse (1) zimno (1) zioła prowansalskie (1) zupa cebulowa (1) zupa krem (1) zupa pho (1) zupa węgierska (1) zupa z cieciorki (1) zupka chińska (1) złoto (1) ćevapčići (1) Łowicka (1) Łowicz (1) Łódzkie Burgery (1) łopatka (1) śledź (1) ślimak (1) śliwki (1) św. Marcin (1) świerszcze (1) żurek (1)